Terenowo
| Dystans całkowity: | 18041.09 km (w terenie 1432.55 km; 7.94%) |
| Czas w ruchu: | 832:38 |
| Średnia prędkość: | 16.91 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 75.30 km/h |
| Suma podjazdów: | 159774 m |
| Liczba aktywności: | 184 |
| Średnio na aktywność: | 98.05 km i 5h 30m |
| Więcej statystyk | |
Niedokończone sprawy: Wzgórza Tynieckie
d a n e w y j a z d u
77.80 km
10.50 km teren
h
Pr.śr.: km/h
Pr.max:0.00 km/h
Temperatura:22.5
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Szczyt

Zielonym szlakiem przez zielony (jeszcze) las :)
https://photos.app.goo.gl/amcuQQwA2ZCRCuyQ6
https://connect.garmin.com/app/activity/24632694630
Miesiąc
temu, początkiem września odkryłem bardzo ciekawe tereny do jazdy MTB, a
mianowicie Wzgórza Tynieckie. Spory kompleks leśny, pełen 250-300m wzgórz które
można, a nawet trzeba pozaliczać na rowerze. Zostały mi jednakowoż w tym
rejonie co najmniej 3 niezdobyte szczyty: Biedzina, Bukówka, Wielogóra. Do tego
Wzgórze Winnica nieopodal klasztoru w Tyńcu, oraz Maćkowa – wzgórze nieopodal
węzła na A4 Kraków-Skawina. Wszystkie te szczyty wyszukuję oczywiście na mapach
Compassu. Niedokończone sprawy postanawiam zatem dokończyć w tę piękną
słoneczną październikową niedzielę :) Przez miasto docieram w okolicę
autostrady A4, gdzie w najwyższym punkcie lokalnej drogi mym łupem pada Maćkowa
(234). Przejeżdżam nad A4, i skręcam w drugą stronę, ku znanemu mi kompleksowi
leśnemu. Wielogórę (257) zaliczam na przełaj przez las. Zdobyta chyba idealnie, robię fotkę pod
najwyżej rosnącym drzewem. Coraz większe obawy wzbudza kondycja napędu. Skacze
już jedynka i dwójka. Moje najlżejsze sprawne przełożenie to „3” czyli 30-28… Przez
co muszę podprowadzać podjazdy o śmiesznym nachyleniu. Czy ten napęd wytrzyma
do wiosny?! Bukówka (267) zaliczona idealnie wg mapy. Wspiąłem się na nią
krętymi ścieżkami przez las. Następnie zjeżdżam do znanej mi już asfaltowej
drogi dzielącej kompleks leśny na dwie części. Przez rezerwat próbuję dotrzeć
do Biedziny ale chyba mi się to nie uda. Leśne dukty sprowadzają mnie z
powrotem do asfaltu. Jakiś szczyt po drodze zaliczam, ale nie jest on opisany
nigdzie na mapach. Ciągnę kawałek asfaltem, po czym wjeżdżam w lekko podmokłe
łąki i polne drogi. Znajduję klimatyczny zakątek – Źródełko Świętojańskie,
bijące spod stóp Biedziny. Samą Biedzina to wznosząca się 20-30 metrów ponad
okolicą niewielka, porośnięta lasem kopuła. Tacham rower na szczyt, i jak zwykle
robię fotkę pod najwyżej rosnącym drzewem :) Na koniec kieruję się na Tyniec i
próbuję zdobyć Winnicę. Okazuje się jednak na że na Winnicę nie dotrę, bo jest
tu… winnica ;) W sensie miejsce gdzie wypadać może szczyt tej góry są ogrodzone
pola z uprawą winorośli, do tego jakieś grodzone osiedle domków. Tak więc
odpuszczam ten temat. Zajeżdżam jeszcze pod piękny klasztor w Tyńcu. Na koniec
jeszcze Las Wolski, asfaltem pod kopiec, i zjazd MTB ścieżką jak za starych
dobrych czasów. Trochę się jednak zmieniło ukształtowanie terenu tutaj.
Najstromszy fragment muszę objeżdżać łagodnym wąwozem. Wieczorem zajeżdżam
jeszcze do miasta, na otwarcie nowej kładki przez Wisłę. Kładka potrzebna, im
więcej kładek, mostów, tym lepiej. Ale wykonanie fatalne, tandetne, nieprzemyślane…
Czyli po Krakowsku.
Zaliczone
szczyty:
Wzgórza
Tynieckie:
Bukówka 267
Wielogóra 257
Wzgórze
Klasztorne 233
Biedzina 229
Pasmo
Sowińca:
Sowiniec 358
Inne:
Maćkowa 234
11.00 - 22.40
Kategoria Terenowo, > km 050-099
Lubomir + Chełm :)
d a n e w y j a z d u
107.10 km
12.50 km teren
h
Pr.śr.: km/h
Pr.max:0.00 km/h
Temperatura:22.5
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Szczyt

Grubas udający kolarza ;)
https://photos.app.goo.gl/Y4MkxBBfuLRiTXky9
https://connect.garmin.com/app/activity/24597914998
Wstyd przyznać, ale nie byłem w tym roku jeszcze na
Lubomirze. Na Chełmie zresztą takoż. Postanawiam zatem nadrobić te braki, i w
piękną październikową sobotę upiec dwie pieczenie na jednym ogniu :) Zakładam
Peakowi mocno zużyte, ale trzymające jeszcze jako tako terenowe Kendy 2,20” i
ruszam w bój. Poranek co dużo mówić, po prostu chłodny. Na podjeździe za
Wieliczką szybko się jednak rozgrzewać, i będzie już tylko lepiej. Ale SU-SZA! W
korycie Raby zamiast wody krzoki i las! W biegnącej wzdłuż drogi wojewódzkiej
Krzyworzece nie lepiej. A gorzej. Pod mostem pod którym zawsze odpoczywam w
lecie, chroniąc się przed upałem rzeki prawie nie ma. Jest cuchnąca zagloniała kałuża, w której z trudem można wypatrzyć jakikolwiek nurt. W Wiśniowej robię
zakupy w Biedrze, a kawałem dalej skręcam z głównej drogi na Kobielnik, i na
przeł. Jaworzyce. Już tutaj pojawiają się pierwsze problemy z napędem. Nie
działa jedynka. Najniższe działające przełożenie to „2”, czyli 30-36. Na przeł. Jaworzyce docieram koło południa. 576m n.p.m. Stąd będę atakował Lubomira.
Jeszcze ponad 300m w pionie do wciągnięcia. Początek podjazdu to wąska
asfaltowa droga do przysiółków wsi. Ale tutaj jest wojna sąsiedzka. Wszędzie
tabliczki teren prywatny, droga prywatna, zakaz wjazdu… A skierowane jest to
wszystko przeciwko właścicielom i gościom pensjonatu na samym końcu wsi, pod
lasem. O ile po asfalcie jako tako, na pierwszych szutrowych serpentynach też daję radę na
dwójce, to potem jest dramat. Zaczyna się najstromszy fragment szlaku. Ni chuja
nie da rady. Sapię, dyszę, tętno 170, mało ducha nie wyzionąłem. Połowę tego
najstromszego odcinka podprowadzam. Najgorsze że na oczach turystów, których są
tu dziś całe tłumy! A pragnę nadmienić, że raz udało mi się wciągnąć cały ten
podjazd, oczywiście z odpoczynkami. Chyba w 2024 roku? Kwestia odpowiednio
lekkiego przełożenia, i opon w dobrym stanie. Muszę kiedyś sprawić sobie
porządny napęd z 48t, albo i 50t na tyle. Na Lubomirze dzikie tłumy. To cieszy,
że ludziom się jeszcze chce, że nie siedzą w galeriach handlowych. Zjazd na
Kudlacze – sama frajda. Lekki łatwy odcinek przez las, z jedną stromizną. Po
drodze fotka z moim ulubionym miejscu widokowym, pod Łysiną (foto tytułowe). Na
schronisku na Kudłaczach oblężenie, najazd turystów. Czegoś takiego jeszcze nie
widziałem. Kupiłem piwo, było takie se. Stąd zwykle zjeżdżam asfaltem do
Pcimia. Natomiast dziś dalszy plan wycieczki obejmuje zjazd czerwonym szlakiem
na Chełm. Trochę gubię ten czerwony, trochę lasem na przełaj, innymi drogami
znów go łapię. Docieram do asfaltu - aż tutaj docierają najwyższe przysiółki
wsi. Mały skok w bok, żółtym szlakiem zaliczam jeszcze Działek (600m n.p.m.) no
a potem już czerwonym/zielonym do asfaltu, do górnej części drogi prowadzącej
na Chełm. Z Chełma zawsze zjeżdżałem asfaltem, natomiast dziś pierwszy raz
chciałem zjechać stąd w wersji MTB, zielonym szlakiem. Jednak uwagę mą na
szczycie góry zwróciła tablica z mapą Singletracków. Wybieram drugi
najłatwiejszy z 7 dostępnych :) „Rodzinny Flow”, opisany jako familijny lekki
szlak dla każdego. No i tak. Flow rzeczywiście jest, nie powiem :) Pierwszy raz
w życiu zjeżdżam czymś takim. W każdym razie w takiej skali, może w Lesie
Wolskim kiedyś zjeżdżałem po czymś podobnym. Gładka, mocno ubita ścieżka wije
się slalomem między drzewami, ma specjalnie wyprofilowane bandy na zawrotkach,
a nad strumykami zrobione są kładeczki. Ale trochę stracha jednak mam. Boję się
że jakiś wariat będzie pędził z tyłu na elektryku i mnie staranuje. Na tych
bandach też jak łamaga, za bardzo zwalniam. A przecież one są tak
wyprofilowane, że same prowadzą rower na zakręcie. Ogólnie jednak podobało mi
się, muszę częściej testować takie szlaki specjalnie dla rowerzystów :) Tylko w
końcówce zgubiłem ten singletrack (lub po prostu się skończył) i trafiłem na
jakiś szlak do DH, i z duszą na ramieniu sprowadziłem nim rower na Zarabie, do
Myślenic. Patrząc czy jakiś wariat nie leci w dół za moimi plecami. W
Myśleniach wciągam pizze w Żabce. Tu w górach jesień bardziej widoczna niż w
dolinach. Dużo więcej zółci i czerwienie niż w dolinach. Powoli toczę się przez
wzgórza Pogórza Wielickiego w stronę Krk. Spore inwersje, na zmianę
ciepło-zimno. Zajeżdżam jeszcze pod źródełko Bł. Anieli Salawy. Na koniec dokrętka po mieście, Udana wycieczka :) Góry niby
niewysokie ale wrażeń trochę było.
7.35 - 23.05
Kategoria > km 100-149, Terenowo
Wzgórza Tynieckie
d a n e w y j a z d u
72.20 km
9.00 km teren
h
Pr.śr.: km/h
Pr.max:0.00 km/h
Temperatura:32.5
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Szczyt

Na szczycie Kowadrzy
https://photos.app.goo.gl/A9gYydqQ7unuPD5F8
https://connect.garmin.com/app/activity/24302418925
Tak więc dziś drugi i ostatni dzień dwudniowej wrześniowej
fali upałów. Na tę piękną pogodę zaplanowałem sobie trip na MTB po okolicznych
niewysokich górkach między Tyńcem a Skawiną. Właściwie to po wzgórzach. Wzgórza
Tynieckie dokładnie. Zwróciły one moją uwagę gdy w sierpniu zaliczałem
Grodzisko. Na mapie Compassu jest tu ich łącznie 10 sztuk do zaliczenia, i
wiedzie po nich pętla zielonego szlaku. A na deser – kąpiel w Bagrach :)
Wystartować się udało koło południa dopiero. Przez
Kurdwanów, Zakrzówek oraz WTRką docieram pod klasztor w Tyńcu. Tu nawiasem
mówiąc mam zaliczony, a nie dopisany do tabelki po prawej szczyt – Wzgórze
Klasztorne (233). Trzeba uzupełnić. Pod klasztor jednak dziś nie zajeżdżam, ale
odnajduję zielony szlak. Wciągam trochę metrów przewyższenia asfaltem, a potem
wjeżdża się leśną ścieżką na Wielkanoc (260) – ładna nazwa :) Tu pewne
zaskoczenie, trzeba sprowadzić rower po stromej ścieżce po wapiennych skałach.
Jak wyczytałem jest to dawny kamieniołom. Potem stromy, mozolny wypych również częściowo
po skałkach na Kowadrzę (261). Na szczycie ławeczki i fajne widoki. Stroma
ścieżka w dół, i od teraz do końca pętli czeka mnie już głównie płynna jazda
ubitymi leśnymi duktami. Czasem jakaś piaskownica wysypana sosnowymi szyszkami,
ale większość to bukowo-sosnowe mocno zacienione lasy. Po drodze pewna
ciekawostka – piękna kapliczka wkomponowana w skały! Następny w kolejce szczyt
to Ostra Góra (284). Jej szczyt stanowi chyba skalna formacja, wychodnia skalna. Miałem pomysł żeby wdrapać się na szczyt (bez roweru). Ale to był zły
pomysł. Bo wdrapać się to jedno, ale zejść bezpiecznie w dół to już strach. Ześlizguję
się na tyłku po kamieniach i mchu i porzucam ten kiepski pomysł :) Nie jestem
wspinaczem tylko rowerzystą. Potem jeszcze robię mały skok w bok na Kozobicę
(282), już bez skał i wspinaczek ;) Guminek (294) i Stępnica (266) - uznaję je za
zaliczone, bo wg. mapy szczyty wypadają mniej więcej na szlaku. Zjeżdżam na asfalt do
Tyńca. Dochodzi 17ta, czas lecieć na Bagry żeby zdążyć przed wieczorem. W
Bagrach już pewnie ostatnia kąpiel w tym roku (chociaż kto wie?). Potem jeszcze
wieczorem po mieście, m.in. na zapiekanę na Kazimierzu.
Fajny trip po podkrakowskich górkach wyszedł. Zaliczyłem
dziś 6 nowych szczytów, lista poniżej. Trzeba tu jeszcze wrócić, bo zostały mi
co najmniej 4 pominięte: Biedzina, Bukówka, Wielogóra i jeszcze wypatrzyłem
Winnicę zaraz obok klasztoru w Tyńcu.
Zaliczone
szczyty:
Wzgórza
Tynieckie:
Guminek (294)
Ostra Góra (284)
Kozobica (282)
Stępnica (266)
Kowadrza (261)
Wielkanoc (260)
Kategoria > km 050-099, Terenowo
Turbacz 3
d a n e w y j a z d u
117.20 km
27.00 km teren
h
Pr.śr.: km/h
Pr.max:0.00 km/h
Temperatura:27.5
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Szczyt

Widok z Godermana
https://photos.app.goo.gl/WXj54QsmtmWooZLZ9
https://connect.garmin.com/app/activity/24294694919
Tak więc nadchodzi wielkimi krokami pewnie już ostatnia w tym roku (buuu…) 2-dniowa fala upałów, i zamierzam wykorzystać pierwszy jej dzień na trip na Turrrbacz :) Trzeci w tym roku :) Nie ma ochoty na oranie asfaltu w dwie strony, zatem podjadę sobie PKP do New Targu. Przed trasą robię jeszcze serwis prawie wszystkiego w Peaku, tj. napęd, widelec, obie piasty. Zwłaszcza tylna wymagała zaglądnięcia, by spory luz. Zapodałem nowe łożyska – dalej jest luz, tylko że mniejszy :D Nie ma to jak stare dobre kulki i konusy od Shimano jednak.
Zrywam się z łóżka o 5 rano. Albo i nie rano, bo za oknem noc. Ciągnę szybko na dworzec, wsiadam w pociąg, ciągle ciemno. Odjazd planowo 5.58, na starcie już obsuwa 15 minut. A w New Targu pół godziny, jestem o 8.30, ale to i tak bardzo wcześnie, czasu a czasu. Poszukując nowych opcji podjazdu na szczyt wynalazłem żółty szlak. Ale nie ten kultowy żółty, z New Targu, a żółty z Łopusznej. Nie PTTK, tylko jakaś ścieżka dydaktyczna czy cuś. Tak więc ciągnę asfaltową (piękną!) trasa Velo Dunajec do Łopuszna, i próbuję odnaleźć wspomniany szlak. Oznaczeń brak. Przez cały ten żółty szlak znajdę dosłownie jeden, przewrócony słupek z oznaczeniem. Nie wiem czy to nie jest czasem robota miejscowych zachłannych góroli, którzy celowo niszczą oznaczenia. Bo moje pole, mój las, moje wszystko, itp., wiadomo ocb. Ale to tylko hipoteza. W każdym razie mam na telefonie stosowną mapę, która poprowadzi mnie jak po sznurku. Pogoda – żyleta. Niecałe 30 stopni, zero szans na deszcz czy burzę. Początek szlaku to średnio stroma asfaltowa ścianka – z kapitalnym widokiem na ścianę Tatr! A potem zaczyna się całkiem przystępna pod rower leśna droga. Zero błota, nachylenia do podjechania. Tzn. byłyby do podjechania, gdyby nie małe problemy ze sprzętem. Nie wchodzi mi „jedynka”… Tzn. wchodzić wchodzi, ale łańcuch skacze po zębatce jak szalony. Powód raczej oczywisty – skrajnie zużyty napęd. A dokładnie rozciągnięty łańcuch nie przyjmuje już tej jednej, prawie nie zużytej, największej koronki. Próby regulacji kąta opasania/dolnego zakresu na nic się zdają, jak skakało, tak skacze dalej. A jeszcze w lipcu gdy byłem poprzednio na Turbaczu było ołkej... Zatem zamiast na 30-46 jadę na 30-40, i serce mi zaraz wybuchnie albo dostanę wylewu ;) Walczę ile się da, ale podprowadzania było więcej niż być powinno. Plan podjazdu zakłada też zdobycie 3 nowych szczytów na tym żółtym szlaku: Legutków (704), Goderman (coś jakby po DE, 721) oraz Gralowej (873). Aby zdobyć Legutków muszę odbić ze szlaku i błądzić po polach i chaszczach. Gdy jestem w odległości ze 40m od wielkiej sosny która rośnie na szczycie (paluch ją pokazuje), uznaję go za zaliczony. Jak chodzi zaś o
Godermana - docieram tu centralnie na szczyt szczytu, znajduję się on na środku pola uprawnego, łatwo dotrzeć, kawałeczek od szlaku. Widoki na Tatry – M – E – G – A (fotka tytułowa). Gralową, cóż, objeżdżam w niewielkiej odległości szlakiem i uznaję za zaliczoną. Nic za wszelką cenę, nie będę przedzierał się przez strome zbocza i zwalone drzewa, raz tak wdepłem w gniazdo os :) W międzyczasie żółty szlak nie-PTTK dobija do niebieskiego szlaku PTTK, i nim dociągnę na dobrze mi już znaną Bukowinę Waksmundzką. Po drodze jedna sroga stromizna, skalna rynna w kształcie litery V, i tachanie roweru pod górę. Na Bukowinie jak to na Bukowinie, mnóstwo buków :) Pełno poskręcanych, powyginanych wiatrem drzew, na pniach których jakby wypisany jest cały ten trud trwania w wysokich górach. Stąd na szczyt Turbacza już w zasadzie rzut beretem. Do niebieskiego dołącza kolejno czarny, zielony i żółty szlak i taka ich „wiązka” idzie już pod samo schronisko. Szlak znów bardzo przyjemny i podjeżdżalny, nawet na „dwójce”. Za zakrętem w lewo wyłania się potężna bryła schroniska. Jedno z największych w polskich górach, 110 miejsc noclegowych! Turystów dziś ilość średnia, no ale wrzesień i środek tygodnia. Reprezentacje dwóch teamów: E-MTB i MTB dziś są wyrównane :) Z reguły jest miażdżąca przewaga elektryków. W schronisku tradycyjnie piwko + naleśniki. A potem hyc na szczyt Turbacza, pod obelisk, kawałeczek czerwonym szlakiem. Pomimo braku jedynki dziś podjechałem wszystko :) Nawet ten jeden próg z korzeni, na którym zwykle wymiękam. Fotka pod obeliskiem, i nazad, pod schronisko, zjechałem ofc 100%. Młoda godzina, raptem 13ta, miałem niby jakieś plany na eksperymentalne zjazdy innymi szlakami. Ostatecznie jednak stanęło znów na czerwonym do Rabki. On jest taki fajny, że nie mogłem mu się oprzeć. Dwie wysypane kamieniami rynny jak zwykle wolę sprowadzić, jednak pozostałe 95% szlaku to bardzo płynna i przyjemna jazda. Na szlaku totalna susza, jedyna woda to słynne „wieczne kałuże”, ale też mniejsze niż zwykle. Zainteresowały mnie pewne niebieskie kwiaty, to dość nietypowe, kwiaty kwitnące we wrześniu. Na Starych Wierchach tradycyjnie międzylądowanie, i międzytankowanie - drugie piwko :) Odcinek przez Maciejową do Rabki to już w zasadzie formalność. Sru w dół, i tyle :) Circa 2h zajął mi zjazd Turbacz-Rabka, wliczając pit-stop na Starych Wierchach. W Rabce tradycyjnie wciągam cheeseburgera w moim ulubionym bistro na dworcu (podrożał z 17 na 18zł!). No a reszta to już mozolne trochę oranie 60km asfaltu do Krakowa. Do Mszany w dół, do Kasiny pod górę. W Żabce w Kasinie wspomagam się zapiekanką i energolem. Wszędzie piętrzące się na kilka metrów stosy betonowych podkładów kolejowych. Budowa linii kolejowej BARDZO odmieni tą okolicę. Na przeł. Wielkie Drogi zapada już powoli zmrok. Ostatnie fotki panoramy Beskidu Wyspowego. I SRU w dół, do Dobczyc :) Vmax coś koło 60km/h, terenowe opony z klockami buczą przy tej prędkości prawie jak jakiś motór :) W Dobczycach wspomagam się pysznym kebsem tam gdzie zawsze. No i trzeba jeszcze wymęczyć te kilka podjazdów w poprzek Pogórza Wielickiego. Inwersje temperatur spore, raz ciepło, raz zimno. Na koniec znów ekstra zjazd, też coś koło 60ki, do centrum Wieliczki. Piwko, a nawet dwa w parku na osiedlu. W domu o 00.50.
I tak minęła ta kolejna, trzecia już wycieczka na Turbacz w tym sezonie. Być może ostatnia w tym roku, a może nie :) Kocham Turbacz :)
Zaliczone szczyty:
Gorce:
Turbacz (1310)
Rozdziele (1198)
Obidowiec (1106)
Bukowina Waksmundzka (1102)
Groniki (1027)
Jaworzyna Ponicka (995)
Mnisko (959) – dopisać do tabelki po prawej, bo brakuje!!!
Bardo (948)
Wierchowa (940)
Przeł. Pośrednie (918)
Gralowa (873)
Przysłop (pod Maciejową) 836 – dopisać do tabelki po prawej, bo brakuje!!!
Przeł. Pod Godermanem (820)
Maciejowa (815)
Goderman (721)
Legutków (704)
Beskid Wyspowy:
Przeł. Wielkie Drogi 562
Przeł. Wierzbanowska 502
5.10 - 00.50
Kategoria > km 100-149, Powrót pociągiem, Terenowo
Turbacz 2
d a n e w y j a z d u
108.50 km
23.50 km teren
h
Pr.śr.: km/h
Pr.max:0.00 km/h
Temperatura:30.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Szczyt

https://photos.app.goo.gl/ZXnnEUuPB3DJ9qi98
https://connect.garmin.com/app/activity/23747327496
Dwójeczka w tytule, gdyż to drugi Turbacz w tym roku :) Trzy Turbacze to był by dobry wynik. Sobota wieczór, szybka decyzja. Jutro 30 stopni i zero szans na burze, zatem to idealna pogoda na wycieczkę w góry. Aby się jednak nie zamęczać, i nie orać asfaltem w dwie strony, podjadę pociągiem do New Targu. Akurat udało się kupić bilet na ostatnie miejsce siedzące z rowerem.
Wyruszam 7.30, pociąg z Krakowa Głównego 8.53. Podróż mija wolno i przyjemnie. Wolno bo 115km w 2 godziny to nie jest rekordowy czas (a pociąg IC, czyli pośpiech). Jedzie z nami też dziwny rowerzysta, który chyba nie wie co to Turbacz, mówi o jakichś asfaltach i szutrówkach :D Pewnie myśli że to jakaś wieś, a nie najwyższy szczyt Górców. Mniejsza jednak o to. W New Targu o 11tej, uzupełniam zapasy i ruszam ostro do góry. A jest co kręcić, zółty szlak jakkolwiek łatwy by nie był, to jednak to są Beskidy, i są kamienie, stromizny i błoto. A "jedynka" u mnie słaba, raptem 30x46. Następny napęd muszę kupić z kasetą 48 albo i 50 bo to nie jest jazda. Co stromsze odcinki podprowadzam, bo to nierówna walka. Błota trochę więcej niż zwykle, wszak były ostatnio deszcze i burze. Ruch turystyczny bardzo intensywny, mnóstwo piechurów, rowerów (głównie zelektryfikowanych) a nawet inne 4 kołowe pojazdy które jadą tam nie wiem czy do końca legalnie. Może tak, a może nie, a może ch*j to wie. Na szczęście dziś zero bandytów na krosach i kładach. 2 godziny i wiaderko potu później jestem na szczycie :) Tzn. prawie na szczycie, bo pod schroniskiem. Tu to już w ogóle tłumy, dawno takich nie widziałem. Wciągam to co zawsze, tj. naleśniki z dżemem +piwko, żeby nie zbankrutować (48zł). Potem końcowy atak na szczyt, pod betonowy obelisk. Jak zawsze podjechane 99% (bez jednego progu z korzeni), a zjechane 100%. Pogoda super stabilna, godzina młoda, czas na zjazd. Oczywiście ulubionym, czerwonym do Rabki :) Tu też bez niespodzianek, dwie kamienno-błotniste strome rynny zaraz za Turbaczem jak zwykle sprowadzam. A potem to już prawie że płynna jazda. Prawie, bo "wieczne kałuże" są za sprawą ostatnich deszczy bardziej rozległe. Jedno małe wodowanie było, prawego buta ;) Na Starych Wierchach zgodnie z odwieczną tradycją międzylądowanie (odpoczynek), i międzytankowanie (piwko) :) Odcinek Stare Wierchy - Maciejowa - Rabka to już z górki na pazurki, tempo ekspresowe. Błota też mniej niż na odcinku Turbacz - Stare Wierchy. Na Maciejowej zajeżdżam pod schronisko, trzeba by je kiedyś obadać i napić się piwka. Ale to już nie dziś, co za dużo to niezdrowo. Szybko lot do Rabki, końcówka szlaku wysypana kamieniami, ależ się po tym leci. Z ciekawostek taki oto znak postawili, w polach, na górskim szlaku :D W Rabce jak zawsze ten co zawsze Cheeseburger tam gdzie zawsze. Mniam. Z ciekawostek parowóz jechał, z pociągiem retro, niestety nie zdążyłem uwiecznić na fotce. Rabka - Kraków to 65km asfaltu do nawinięcia. Formalność. W dół do Mszany, pod górę do Kasiny, jedna, druga przełęcz i dłuuuugi lot w dół do Dobczyc. Vmax prawie 70km/h. W Dobczycach wspomagam się jeszcze kebsem (otwarte do północy codziennie!). Na koniec kilka hopek Pogórza Wielickiego do wciągnięcia, i potężny zjazd do Wieliczki. Noc ciepła, forma dobra, tak że ta asfaltowa końcówka to też jest przyjemność z jazdy. W parku jeszcze oskrobalem rower patykiem z błota, i domyłem mokrymi chustkami.
Udana wycieczka :) Taki Turbacz Idealny. Pogoda idealna, piwka takoż. Bez sensu orać asfaltem na MTB w dwie strony, w jedną wystarczy.
7.30 - 1.15
Kategoria > km 100-149, Powrót pociągiem, Terenowo
Turrrbacz :)
d a n e w y j a z d u
170.90 km
27.50 km teren
h
Pr.śr.: km/h
Pr.max:0.00 km/h
Temperatura:32.5
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Szczyt

https://photos.app.goo.gl/A3qEJXinZfYWRRrs5
https://connect.garmin.com/app/activity/23406248710
Do trzech razy sztuka :) Dziś zdobyłem Turrrrbacz. Nauczony
doświadczeniem że wyjazdy w góry o 7 rano nie mają sensu, bo już wtedy jest
upał, dziś wystartowałem zaraz po 5tej.
I tak jest gorąco :) Do Polski zmierza właśnie potężna fala
upałów, maxy mają być pod 40 stopni! A dziś jest jej początek, ze 30-33 ma być na południu kraju, z tym że
w górach oczywiście chłodniej. Tonę we własnym pocie, wypijam kolejne litry
płynów, i jakoś ciągnę powoli asfaltem przez Dobczyce, Kasinę, Mszanę. Po
drodze do wciągnięcia 3 przełęcze: Wierz banowska, zaraz obok Wielkie Drogi
oraz ostatni wspin na przeł. Przysłop Lubomierski, skąd wjeżdża się już na Gorczańskie szlaki. No tu to już w ogóle
patelnia, odpoczywam kilka razy żeby nie wyzionąć ducha. Napędza mnie wizja chłodu górskiego strumienia
oraz cienia iglastego lasu. W zasadzie pierwotny plan był taki, że z Lubomierza
chciałem wjechać (raczej wepchać) rower niebieskim szlakiem na Gorc, a potem grzbietem, zielonym
szlakiem, grzbietem kierunek Turbacz. Z tym że ten plan był zbyt ambitny. Wybieram
łatwiejszy, znany mi już wariant: z Lubomierza czerwonym szlakiem rowerowym na
pol. Jaworzynę Kamienicką, skąd już rzut beretem na Turbacz. Spory kawałek
wjeżdża się wgłąb Gorczańskich kniei asfaltową
alejką wzdłuż potoku. O tak, chłód od potoku
bije bardzo przyjemny :) Cała dolina tonie w
łopianach, i w cieniu ogromnych
świerków/jodeł. Mam zapas 2,5l wody także przygotowany jestem dobrze :) Kawałek
dalej zaczyna się terenowy szlak. Choć teren jest to (jak na Beskidy) bardzo
lekki – ubita, lekko kamienista
droga, która łagodnie trawersuje zbocza gór i
stopniowo nabiera wysokości. Podjeżdżalne w 100%, nawet dla dziecka, tyle że męczące. Droga
ciągnie się i ciągnie, zalicza kilka serpentyn ponad głębokim parowem potoku.
Ruch nawet jakiś jest, mijam kilku turystów, jednego e-bike’a, oraz 2
terenówki. W końcu las
przerzedza się, to znak że do szczytowych partii gór już
niedaleko. Pojawiają się widoki (m.in. na Gorc, na który chciałem jechać), i
zaczynają rozległe, porośnięte bezkresnymi
borowinami polany, spośród których sterczą samotne kikuty martwych drzew. Docieram do charakterystycznego miejsca. Jeszcze 2 lata temu droga tutaj kończyła się ślepo, a w lewo szła ledwie widoczna zielona ścieżka przez polanę. Ale zaraz, zaraz, coś tu się pozmieniało. Przedłużyli tą drogę, tj. wysypali kamieniami i ma ona dalszy swój bieg stromo pod górę, po polanie. No i dalej dało by się jechać, z tym że jest taki upał a mnie tak brakuje sił.
Więc wypycham tylko rower z mozołem, odpoczywając co chwila. Byle uciec z tej piekielnej łąki, byle do lasu. A całe to piękne miejsce to polana Jaworzyna Kamienicka. Jest też więc i słynna
Kapliczka Bulandy, i rozległe widoki na morze gór :) Kilka fotek i chowam się szybko w cieniu lasu. Obieram zielony->czerwony szlak na polanę Długą i dalej na schronisko pod Turbaczem. Wg. drogowskazów 45minut marszu. Rowerem z 15 minut
:) Trochę łomotu po szlaku wyłożonym
kłodami, i już jestem na wielkiej polanie, a na drugim jej końcu widać już okazały budynek schroniska pod
Turbaczem. Widać też panoramę Tatr, a ponad nią coraz mniej ciekawie
wyglądające chmury, w tym jeden wielki wysoki biały grzyb. Z którego może być
(ale nie musi) potem burza ;) W schronisku ludzi kupa, w tym circa 7 rowerzystów. Ja chyba jestem jedynym przedstawicielem tradycyjnej, nieelektrycznej szkoły MTB ;) Reszta
to elektryczne motorki a nie rowery. Wciągam naleśniki oraz piwo. 48zł :D Jakby coś większego zjeść i deser to można bez problemu ze stówy wyskoczyć :D No ale
nic, nie jem przecież tu codziennie obiadu, czasem można sobie pozwolić. Tymczasem chmurzastych grzybów nad Tatrami jest już kilka :) Kilka fotek, i siup na ścieżkę, na
czerwony szlak na sam szczyt Turbacza. Tzn. ścieżka to tu była kiedyś, rok temu
rozorali ją i jest teraz szeroka droga pełna głazów i korzeni. Podjeżdżalne w 99%, zjeżdżalne w 100%. Jednego
progu z korzeni nie umiem bowiem podjechać. Mała sesja foto, i w dół pod schronisko. Plan na zjazd jest
najfajniejszy możliwy tzn. czerwonym do Rabki. Jak dla mnie flow nie z tej
ziemi – idealny poziom trudności, albo raczej łatwości. Trochę kamieni oraz
korzeni oczywiście jest, ale zjeżdżalne dla mnie w 95%. Dwa odcinki pod
Turbaczem wolę sprowadzić. Do tego szlak jest już dobrze wyprażony upałami, błota prawie
brak, czyli też tak jak lubię. Po drodze międzylądowanie na Starych Wierchach,
i tu też tankowanie – drugie piwko. Zaraz potem jest Maciejowa, i kolejne
trzecie schronisko. Nie piłem tu nigdy piwa, ale dziś chyba odpuszczę, bo trzy
to za dużo, trzeba wszak wracać asfaltem do domu. Na Maciejowej widzę też coraz
rzadszy w górach widok, tj. dwa tradycyjne fulle, bez elektryki. Ogólnie dziś w Gorcach rowery nieelektryczne policzyć można było na palcach jednej ręki. I to włącznie
z moim rowerem. Odcinek z Maciejowej do Rabki to już lot a nie zjazd, bardzo łatwy i szybki odcinek. W Rabce chillout w parku, jakieś koncerty i śpiewy góralskie. Dobijam
trochę atmosfer w oponki, wciągam cheeseburgera w moim ulubionym bistro na
dworcu. I stąd mam jakieś 65km asfaltu do domu. W dół do Mszany, potem mozolne
kręcenie pod górę na przeł. Wielkie Drogi/Wierzbanowską. Tam podejmuję jedyną
słuszną decyzję, i ściągam koszulkę. Zjazd 65km/h z gołą klatą jest bardzo orzeźwiający :) W Dobczycach ładuję się jeszcze energolem i batonami, i
resztkami sił ciągnę hopki do Wieliczki. Ostatni zjazd do Wieliczki znów 60+
km/h :) Do domu dowlokłem się o 1.30. Burzy jednak nie było.
Udana wycieczka, Turbacz zawsze spoko :) A jutro tropikalny
żar wleje się do Polski, już nie mogę się doczekać :) Ale raczej jakaś taka
przejażdżka będzie tylko po okolicy. Nie podejmuję się jazdy po górach w 40 stopniach ;)
5.10 - 1.30
Kategoria > km 150-199, Terenowo
Góreczki koło Rabeczki
d a n e w y j a z d u
137.92 km
5.00 km teren
h
Pr.śr.: km/h
Pr.max:0.00 km/h
Temperatura:27.5
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Szczyt

https://photos.app.goo.gl/WJ1eNGtQLguRUpfFA
https://connect.garmin.com/app/activity/23330081733
https://connect.garmin.com/app/activity/23344926797
Po dniu przerwy znów wyruszyłem na górskie szlaki, z myślą
zdobycia wielkich szczytów ;) Ale po kolei. Nietypowo obudziła mnie poranna
burza O.o No nic przeczekałem, wyjechałem godzinkę później, o 7.30, gdy drogi
trochę podeschły. Jadę na Wieliczkę, ale chmury coś nie chcą przechodzić.
Ciągle coś się kotłuje. Patrzę na radary burzowe, i wychodzi mi że żadna burza mnie nie
goni, tylko to ja gonię burzę. Więc nie jadę zbyt szybko, odpoczywam i wciągam bułki, aby jej nie dogonić ;) A jadę standard, na Dobczyce, Wiśniową, Kasinę,
Mszanę. Myślę to o Turbaczu, to o Starych Wierchach, albo chociaż Maciejowej? Zobaczymy co z
tego wyniknie, ale sukcesów wielkich się nie spodziewam. Tymczasem mijam ślady burzy: rwącą rzekę, zalane rowy, połamane gałęzie oraz kamienie i błoto, naniesione na
szosę z górskich dróg. Okoliczni mieszkańcy jak i strażacy OSP wspólnymi siłami porządkują cały ten bałagan. W okolicy przełęczy Wielkie Drogi odwiedzam dawno nieodwiedzany pomnik. Jest to prawdziwa ciekawostka. Pomnik upamiętnia bitwę z września '39 roku, a do jego budowy wykorzystano wieżę niewielkiego czołgu Vickers, który tu walczył w obronie przed Niemcami: LINK
Pogoda taka se. Porno i
dusno. To chmury, to znów Słonko. Burza wisi w powietrzu, tak czuję. Tak więc
dociągam do Rabki Zaryte, i tu postanawiam obadać niebieski szlak do centrum Rabki, chyba
nim jeszcze nie jechałem (ale kto to wie, kto to spamięta?). Po drodze są dwa szczyty do zaliczenia: Grzebień
(679) oraz Bania (609).
[ Wtedy wydawało mi się że to nowości, że jeszcze nie byłem, i wpadną mi do
tabelki ze szczytami po prawej. Po powrocie do domu jednak okazało się, że mam jej już
zdobyte ;) ]
Szlak z początku przejezdny, potem staje się jednak wąską ścieżką w lesie. Coś
tam ujechać by się dało, ale strach. Po lewej bardzo stroma skarpa, opadająca do
doliny potoku. Tak więc raczej prowadzonko. Zgodnie z oczekiwaniami w końcu
wyjeżdżam jednak na rozległą polanę. Porośnięta młodymi dębami oraz chyba
jakimiś drzewkami owocowymi (stary sad?). Rozpościerają się z niej kapitalne widoki na Luboń
Wielki, oraz morze innych gór. Aby zdobyć dwa wspomniane szczyty, Grzebień i Banię, trzeba
zboczyć trochę ze szlaku. Grzebień to najpierw bardzo stromy wypych, a potem w
miarę płaska jazda na szczyt. Szybka fota, i lecę nazad po śladzie. Bo pogoda się psuje! Karkołomne znoszenie roweru z powrotem na polanę. Mijam stado owiec,
pasterza mówiącego w dziwnym języku, i po pewnym błądzeniu obieram leśną drogę na
szczyt Bani. Raz, dwa, fotka tabliczki, i z górki na pazurki, do Rabki. Zdążam jakieś 5
minut przed ulewą :) Przeczekuję ją na dworcu. Wciągam też niedrogiego cheeseburgera w moim
ulubionym dworcowym bistro. Gdy rozpogadza się nieco, ruszam w drogę powrotną. W zasadzie
po śladzie, Mszana, Kasina, Wiśniowa, Dobczyce. Już bez pogodowych ekstremów.
Sprawnie toczę się do Krakowa. W Kasinie szybkie wspomaganie w Żabce. Pomimo że
jakichś niesamowitych szczytów dziś nie zdobyłem, to i tak było fajnie :)
7.25 - 00.15
Kategoria > km 100-149, Terenowo
Liznąć Gorców
d a n e w y j a z d u
158.88 km
11.00 km teren
h
Pr.śr.: km/h
Pr.max:0.00 km/h
Temperatura:27.5
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Szczyt

https://photos.app.goo.gl/av7xZUMoQ3AJifzw8
https://connect.garmin.com/app/activity/23310763991
Tak więc nadszedł ten dzień, gdy trzeba pierwszy raz
zaatakować góry, góry w sensie MTB. Wzuwam Peakowi terenowe 2,25" laczki, i startuję
6.45. No ale gdzie tu jechać? Od razu Turbacz? Czy może łagodniej,
Wierzbanowska Góra + Lubomir na rozgrzewkę? Wyjdzie w praniu. Na razie mozolnie
nawijam asfalt wojewódzkiej szosy, najdalej na przeł. Wielkie Drogi będę mógł
podjąć decyzję. Jest porno i dusno. Ale nie ma całkowitej patelni, bo niebo
zasnute jest chmurami. Takimi potencjalnie burzowymi chmurami. Jakże zmienił
się spokojny i sielski krajobraz w okolicach Kasiny, Mszany, Rabki. Teraz to
jeden wielki plac budowy. Potężny ruch ciężarowy, tumany kurzu. Stosy betonowych podkładów kolejowych. Budują nową
linię kolejową. To dobrze. Za kilka lat nie będę musiał dymać asfaltem w góry,
tylko sobie podjadę pociągiem np. do Mszany i od razu wskoczę na szlak :) W międzyczasie
podejmuję decyzję, że zaatakuję Stare Wierchy, od strony Olszówki. A potem się zobaczy. I tak też
robię, wciągam szybką zapiekanę w Mszanie, a Rabie Niżnej odbijam na Olszówkę.
Droga przez wieś pnie się do góry. Wieś kończy się, a stromizna narasta. Do
tego pełna patelnia, tak że ledwo dycham. W końcu jestem jednak w miejscu gdzie
wjeżdża się na zielony szlak. Ten jest bardzo przyjemny, w cieniu lasu i
chłodzie strumienia zupełnie inna jazda. Zielony to taki tylko łącznik. Dobijam
nim do głównego czerwonego, i stąd już fajna droga na Stare Wierchy. Ilość
błota większa niż zwykle, no kapryśne to lato mamy. Na Starych Wierchach już
wiem że pass. Turbacz to nie dzisiaj. Jest już po 15tej, do tego mnóstwo chmur,
nie chcę ryzykować burzy na szlaku. Tak że wciągam tylko zimne piwko, i szukam
na mapie szlaku na powrót. Z tym piwkiem na Starych Wierchach to też jest
ciekawa sprawa ;) Pani nalewa je z takiego typowego barowergo nalewaka, no i jak to zwykle bywa robi się
piana. Rzecz normalna. Ale nienormalne jest to, że Pani tą pianę z wierzchu wybiera
łyżką do garnuszka, a dolewa płynu (piwa) po brzegi :D Z jednej strony
dobrze, bo więcej piwa się dostaje. Z drugiej strony jest to chyba niezgodne ze
sztuką. Z trzeciej strony, ciekawe co Pani robi z tą pianą w garnuszku, która
powoli zmienia się w płyn. Dolewa z powrotem do kega? Mniejsza jednak o to,
piwo w górach zawsze smakuje lepiej niż domu, choćby było i bez piany. Tymczasem
stanęło na tym, że zjazd odbędzie się szlakiem niebieskim, na Obidową, do
starej zakopianki. No tu błotka jeszcze więcej :) Ale sam szlak jak dla mnie to
5km przyjemności, płasko lub łagodnie w dół po niezbyt dużych kamolach. Raz dwa
zlatuję nim na Obidową, pod stację benzynową. Zaraz będzie atrakcja innego rodzaju
:) Stromy (15-20%) zjazd asfaltem do Rabki :) Przy 60km/h można fajnie
odwirować błoto z kół :) Tak że do Rabki to właściwie się teleportuję. Jakieś
tam lody, coś tam w Żabce, i zbieram się w drogę powrotną. A zamiast po raz
setny jechać na Mszanę, Kasinę, Dobczyce, dziś wrócę starą Zakopianką. Po
zbudowaniu równoległej ekspresówki, ze starej szosy zrobiła się fajna na rower
droga ruchu lokalnego. Najpierw wspinam się na zbocze Lubonia (ekspresówka idzie pod spodem, słynnym tunelem), a potem znowu
kolejny szybki zjazd aż do Lubnia. No efektownie wyglądają te potężne estakady nowej Zakopianki. Z Lubnia do Myślenic droga już prosta, i płaska
- serwisówka. W Myślenicach jakaś tam impreza (Dni Myślenic), szybka pizza w
Żabce, i do domu, po pogórkach Pogórza Wielickiego. Na szybkich zjazdach odrobina
orzeźwienia po tym upalnym dniu. Turbacza co prawda nie zdobyłem, ale i na niego przyjdzie czas. Udana wycieczka.
6.45 - 00.30
Kategoria Terenowo, > km 150-199
Test MTB 2!
d a n e w y j a z d u
36.50 km
0.00 km teren
h
Pr.śr.: km/h
Pr.max:0.00 km/h
Temperatura:20.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Szczyt

A dodam to jako osobny wpis, nie będzie tego w zbiorówce :) A dziś w ramach rozjazdu, pośmigałem trochę po Lasku Wolskim i potestowałem MTB po małych zmianach:
- tylne koło przeciągnięte na szprychach i wypośrodkowane. Opona 2,25" siedzi jak złoto na 17mm obręczy :) A i odrobinę więcej luzu ma opona względem dolnych widełek jak się ją założy na tak wąską obręcz. Szeroka guma na tyle jednak być musi. 2,1" to nie to samo co 2,25" :)
- dołożone gąbeczki olejowe w widelcu, nasączone olejem 15W, dołożone odrobinę ciśnienia w komorze powietrznej. Widelec teraz jest bardzo czuły a jednocześnie nie zapada się :)
A w ramach testu podjechałem szlakiem pod ZOO, potem kawałek kamienno-wapiennym szlakiem pod kopiec, i zjechałem również terenem moją ulubioną terenową ścieżką. Kiedy ja tu ostatnio jechałem?! W 2024?! Wiatrołomy dawno uprzątnięte. Jednak chyba jakieś ulewy zmieniły ukształtowanie terenu na jednym fragmencie, tak że bałem się puścić w dół... Objechałem alternatywnym, łagodnym wąwozikiem... Albo po prostu się starzeję? Przecież ja kilkanaście lat temu śmigałem w dół po tych uskokach na MTB na kołach 26" i semislickach 2"...
https://photos.app.goo.gl/9gUoisKs6VQ47S3B9
https://connect.garmin.com/modern/activity/22585495882
Kategoria Terenowo
Test MTB
d a n e w y j a z d u
52.00 km
0.00 km teren
h
Pr.śr.: km/h
Pr.max:0.00 km/h
Temperatura:15.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Szczyt

https://photos.app.goo.gl/wpt1bXeXddvF6TYZ8
Pomimo iż kilometraż nie jest jakoś szczególnie imponujący, to dodam to jako osobny wpis. A dziś zrobiłem taki test MTB, po wymianie widelca na powietrznego XCRa. Próby ciśnienia, testy, itp. Z wniosków:
- nawaliłem za dużo smaru na ślizgi, jednak co za dużo to niezdrowo. Wyłazi on uszczelkami, i chyba zamula wideł.
- dołożę sobie jeszcze gąbeczki i nasączę je olejem, bo miejsce na nie jest, ale gąbeczek fabrycznie nie ma
- na przód założyłem oponę 2,25" a na tył testowo 2,1" ale to chyba nie jest to. Z tyłu też potrzebuję 2,25". Z tym że na razie mam tam koło-prowizorkę z obręczą o szer. wewn. 17mm. Muszę przetestować jak taka wąska obręcz przyjmie szeroką gumę. Ale najpierw przeciągnąć koło na szprychach w lewą stronę, bo jest niesymetryczne. (Jak je zaplatałem jesienią wydawało mi się symetryczne ;) )
Zapomniałem wsiąść Garminka, ale pośmigałem sobie trochę terenowymi leśnymi duktami przez od Salwatora przez Sikornik, Las Wolski, pod ZOO, a potem zjechałem Aleją Wędrowników, i dalej kładką koło toru kajakowego na drugi brzeg Wisły. Tam też pojechałem w pewnym celu - obadać nowy łącznik na WTRce. Tzn. zrobili to już jesienią, ale jakoś nie udało mi się zebrać wcześniej. No nowet ładnie im to wyszło. Nie ma co prawda asfaltu ale szeroka szutrowa droga, i fajne umocnienia podciętej skarpy, z pni drzew i głazów. Kiedyś przejezdność była tu tylko na MTB, a i tak bywało niebezpiecznie, na mokrych, pochyłych w dół, w poprzek ścieżki korzeniach, można było polecieć w krzaki ;) Odwiedziłem jeszcze klasztor w Tyńcu, chciałem zaliczyć też terenowe ścieżki koło Zakrzówka, ale zastała mnie noc.
Kategoria Terenowo





























