Pidzej prowadzi tutaj blog rowerowy

Droga jest celem

Wpisy archiwalne w kategorii

> km 200-249

Dystans całkowity:19309.26 km (w terenie 175.20 km; 0.91%)
Czas w ruchu:612:14
Średnia prędkość:18.21 km/h
Maksymalna prędkość:74.00 km/h
Suma podjazdów:101622 m
Liczba aktywności:88
Średnio na aktywność:219.42 km i 12h 00m
Więcej statystyk

Wawa 1

d a n e w y j a z d u 207.50 km 0.00 km teren h Pr.śr.: km/h Pr.max:0.00 km/h Temperatura:25.0 HR max: (%) HR avg: (%) Podjazdy: m Kalorie: kcal Rower:Zapierdalacz
Sobota, 23 maja 2026 | dodano: 26.05.2026



https://photos.app.goo.gl/dAra8zFtdtX3P35e8

https://connect.garmin.com/app/activity/22994275037
(na śladzie brak zwiedzania Wawy 90km, i 2 razy na dworzec/z dworca Krk 2x10km)

Lato za pasem, czas więc zwiększyć trochę dystanse oraz ogólnie rozmach wycieczek :) A nie jeździć ciągle wzdłuż Wisły do Oświęcimia. Na pierwszy ogień idzie Warszawa. Tak żeby sobie coś na spokojnie pozwiedzać, czyli wariant z Radomia. Bilety kupione tydzień wcześniej, i tak ledwo się udało. Tak bardzo brakuje miejsc w pociągach Wawa – Krk.
Rowerek narychtowany i spakowany dzień wcześniej. Start o wpół do siódmej, pociąg mam o 7.56. Zdążam z zapasem takim że wciągam jeszcze zapiekanę na dworcu na dobry start. Wychodzą dwa felery. Pierwszy - wziąłem nie te rękawiczko co trzeba, tylko stare, roztegowane... Drugi to siadłem na gumie do żucia. Wkleiło się w spodenki.

*^(*^&*%&.

Podróż do Radomia mija za to spokojnie i przyjemnie. Im dalej na północ tym bardziej zachmurza się, ale tak było też w prognozach, a padać z tego nie powinno. Z ciekawostek podobno jakimś objazdem jedziemy, przez Włoszczową. Oraz w Kielcach łączenie dwóch pociągów w jeden (ten drugi przyjechał z Gliwic). W Radomiu lekkie opóźnionko ale bez tragedii. W Radomiu obieram kurs na Brzózę (nie Brzozę). Jest lekko pod wiatr (też zgodnie z prognozami) ale mimo to jedzie się wybornie. Boczne drogi, mały ruch, spalone Słońcem, pachnące żywicą sosnowe lasy Mazowsza :) Przejeżdżam pod potężną linią WN, która patrząc w jedną stronę prowadzi do majaczącej na horyzoncie ogromnej elektrowni w Kozienicach. A gdzie prowadzi w drugą stronę? Cholera wie, ale jest szansa że w stronę stolicy. Gdy przejeżdżam pod takimi słupami, zawsze zachwyca mnie ogrom tych instalacji. I to że płynie nimi prąd do milionów żarówek, fabryk, latarni ulicznych itp. itd. Z miasteczek docieram do Głowaczowa, a stąd jeszcze bardziej boczną i dziurawą drogą do Magnuszewa. Tu wskakuję na krajówkę, która jest bardziej ruchliwa. Okolice mocno naznaczone przez wojnę, podziwiać można różne wojskowe pomniki i zabytki – takie jak armata (haubica?) oraz czołg T-34. Krajobraz zmienia się z lasów na morza sadów owocowych, z który słynie Mazowsze. A ja jestem coraz bardziej głodny. Wypatruję kebaba ale nic takiego nie ma w miejscowościach, które mijam. Dopadam zatem sklep i ratuję się suchym prowiantem. W Piasecznie wciągam upragnionego kebsa. Powoli zbliża się zmrok, do Wawy (tablicy WARSZAWA) dociągam chyba punktualnie o zachodzie Słońca. Warszawa jak to Warszawa, odległości ogromne. Zanim dojadę do centrum to 15km trzeba nakręcić… Jakieś tam małe zakupy na noc i rozpoczynam nocne, a potem dzienne zwiedzanie. Głównie to co zawsze, Śródmieście, PKiN, drapacze chmur, Praga, kręcę się w kółko… Jakoś nie mam pomysłu ani sił na coś bardziej ambitnego. Noc jest ciepła i bardzo imprezowa (sb/ndz). Zawsze nie mogę się nadziwić jakie to wszystko w tym mieście jest ogromne, przeskalowane, w porównaniu do Krakowa. Np. takie mosty w Krk mają max 150m długości, te w Wawie kilkaset metrów do kilometra… Nie wspominając o wysokości, którą muszą osiągać, aby wspiąć się na Skarpę Wiślaną. Biurowce, wieżowce to już w ogóle inna liga. Ogólnie to wszystko takie piękne, potężne, dumne i wspaniałe z jednej strony. Z drugiej strony to nie wiem czy bym się odnalazł w takim mieście. Nawet z moją formą, przemieszczać się po takim mieście na rowerze… Chyba wolę mój ciasny, śmierdzący i wypierdziany Kraków ;) Nie wspominając o górach na rzut beretem :) Na takich właśnie rozkminkach mija mi to zwiedzanie. Wciągam zapiekankę od Lussi, i podwójną jajecznicę w barze mlecznym. Zaszywam się w krzaczorach na wschodnim brzegu Wisły, żeby dokonać ablucji. Za pomocą 2/3 paczki mokrych ręczniczków zmywam z siebie większość brudu i smrodu. Żeby jako tako prezentować się w pociągu. Plus czyste ciuchy ofc. Siedząc pod mostem Świętokrzyskim (też ogromnym) podziwiałem sąsiedni most kolejowy. Jak te pociągi tam nakurwiają! W sensie ile ich tam jeździ!!! Dosłownie pociąg za pociągiem, po 2-3 pociągi na minutę chyba!!! Miałem jeszcze jechać na zmianę warty przy Grobie Nieznanego Żołnierza, ale brakło sił i chęci. Posiedziałem, pokimałem sobie trochę na ławeczkach w parkach. Na koniec pozwiedzałem sobie przejścia podziemne w okolicach dworca. No tam to się można zgubić, prawdziwy labirynt łączący dwa dworce kolejowe, metro, biurowce i kto wie co jeszcze. Na dworcu jak to dworcu, czasem podejdzie jakiś typ i czegoś chce. Tak było i tym razem. Koleś mówi że mu plecak ukradli z telefonem, laptopem, nie ma pieniędzy nie ma nic. Rodzice w Pradze, jakiś hostel mają w Krk, chce żebym mu kupił bilet do Pragi (260zł) to mi odda pieniądze. I że jest zawodnikiem MMA i pojechał do Warszawy podpisać kontrakt... Kurwa czy ja wyglądam na 6-latka żeby mi bajki opowiadać?! Powrót PKP niestety w standardzie „Bangladesz”. Za krótki na takie trasy 4-członowy Flirt z za małą ilością miejsc, za małą ilością wieszaków na rowery (zamocowanych tak że rowery blokują przejście). Klimatyzacja nie działa, w środku temperatura równa tej na zewnątrz, tj. 27 stopni i mała ilość tlenu w powietrzu, delikatnie rzecz ujmując… Pociąg przepełniony, siedzenie na podłodze, bolą nogi. Pociąg wraz ze zbliżaniem się do Krakowa wlecze się coraz bardziej, coraz częściej staje, jedzie 20km/h, uj wie o co chodzi. Ale o dziwo to jest rozkładowo tak, jedzie prawie 5 godzin. W Krk przed 19tą. Zdążam jeszcze na referendum.

Udana wycieczka, Wawa zawsze spoko, lubię się poszwędać na rowerze po stolicy. A do przygód z PKP jestem przyzwyczajony ;)

6.35 (sb) - 19.50 (ndz)


Kategoria > km 200-249, Powrót pociągiem

WaWa 2

d a n e w y j a z d u 236.90 km 0.00 km teren h Pr.śr.: km/h Pr.max:0.00 km/h Temperatura:30.0 HR max: (%) HR avg: (%) Podjazdy: m Kalorie: kcal Rower:Zapierdalacz
Sobota, 20 września 2025 | dodano: 22.09.2025



https://photos.app.goo.gl/9u1jAmTmuHMdMDfJA

https://connect.garmin.com/modern/activity/20450336440
(do tego co na śladzie dochodzi ponad 100km zwiedzania Warszawy, oraz dojazd/powrót z dworca PKP w Krk, 2x10km)

Ostatnie już na 99% uderzenie lata tego roku postanawiam spożytkować na standardową wycieczkę na zwiedzanie stolicy. Żelaznym szlakiem docieram do Radomia, skąd startuję około południa. Zamiast jak zwykle przez Białobrzegi - Grójec - Piaseczno (wzdłuż S7) dziś polecę wojewódzkimi szosami przez Głowaczów,  Piaseczno, Górę Kalwarię. Ten wariant jest chyba przyjemniejszy niż kluczenie drogami serwisowymi raz po jednej, raz po drugiej stronie eski. Pogoda piękna, pod 30 stopni, drzewa ciągle zielone. Żółtych liści bardzo niewiela. Można by pomylić dzisiejszy dzień z np. II połową sierpnia. Wiatr w plecy sprawia że w Warszawie melduję się przed zachodem Słońca, o 18tej. Rozpoczynam dogłębną eksplorację miasta. Zaliczyłem m.in. słynny Wilanów :D., Solec, Śródmieście, Stare Miasto, Pragę, a nawet dotarłem pod Tarchomin. Do mostu Marii Skłodowskiej-Curie, tego obok którego stał słynny by-pass tłoczący gówno przez Wisłę :) Pojeździłem też dzikimi leśnymi ostępami po wschodniej stronie Wisły, zobaczyłem nocą Grób Nieznanego Żołnierza, zjadłem 2 kebaby. Powrót TLK o 13-tej. Oczywiście jak zawsze nabity na full. Nie wiem co jest z tymi pociągami Krk-Wawa. Naprawdę nie da się ich dać więcej i/lub wydłużyć? Skończyło się siedzeniem na podłodzie. Chyba trzeba było dopłacić stówę do Pendolino.

7.45 (sb) - 17.40 (ndz)


Kategoria > km 200-249, Powrót pociągiem

Wawa 1

d a n e w y j a z d u 216.50 km 0.00 km teren h Pr.śr.: km/h Pr.max:0.00 km/h Temperatura:25.0 HR max: (%) HR avg: (%) Podjazdy: m Kalorie: kcal Rower:Zapierdalacz
Sobota, 2 sierpnia 2025 | dodano: 05.08.2025



https://photos.app.goo.gl/LJLrxNoykELn1yEW7

https://connect.garmin.com/modern/activity/19937718559
(na śladzie tylko 115km, bo do tego dochodzi 80km na zwiedzanie stolicy +2x 10km na dojazd/powrót z dworca PKP w Krk)

Standardowa przejażdżka na zwiedzanie wspaniałej i dumnej Warszawy :) Pogoda mało pewna, więc lepiej takie coś machnąć niż użerać się z burzami i deszczem na Węgierskich zadupiach.
Jak w większości przypadków skracam sobie trasę i teleportuję się PKP do Radomia. Oczywiście jak zawsze brakuje biletów na pociągi ale coś udało się kupić. Chyba nie ma znaczenia ile tych pociągów by było i ile by miały wagonów, i tak na trasie Krk-Wawa w weekend wszystko będzie nabite na full zawsze. Z Radomia wyjeżdżam ruchliwą dwupasmówką a potem wzdłuż S7 drogami technicznymi najpierw prawą, potem drugą jej stroną. Zaliczam po drodze Jedlińsk oraz Białobrzegi. I pogoda zaczyna się psuć, z wszechobecnych chmur w końcu formuje się mała, na szczęście, burza. Przeczekuję pod kładką na S7. Gdy wychodzi Słońce, ruszam dalej na Grójec. Z Grójca już ostatnia prosta, DW722 przez Piaseczno na Warszawę. Woda z drogi spłukała mi cały olej z łańcucha, a nie wiedzieć czemu nie wziąłem zapasu z narzędziami. Miałem pomysł aby zakupić olej w Decathlonie Piaseczno, zdążyłbym spokojnie. Ale pewnie nie było by mojego ulubionego zielonego MucOffa, kupiłbym jakiś inny, wydał ze 30-40zł... W Netto przed Piasecznem kupiłem olej spożywczy :) Równe 5zł :) Nie było jak tego dozować z litrowej butli więc oblałem tym cały łańcuch. Zalewając, zatłuszczając przy tym obręcz (hamulec obręczowy mam). Na szczęście miałem w sakwie spirytus, którym ją odtłuściłem. Olej spełnił swoje zadanie, tj. nasmarował doraźnie na te 100km, mam nowy napęd i szkoda żeby pracował na sucho. Oczywiście wszystko będzie czarne od brudu który się przyklei, ale w domu na spokojnie umyję to w benzynce. W stolicy o 20tej. Całonocne i potem półdniowe zwiedzanie. Głównie to co zawsze, Wola, Śródmieście, Praga... Chyba muszę się kiedyś wreszcie przygotować i zaplanować co chcę zwiedzić, żeby zobaczyć coś nowego. Choć oczywiście w centrum też jest fajnie. Szklane wieże, długachne mosty, szerokie aleje. Skarpa Wiślana na którą drogi/chodniki wspinają się różnymi sposobami i nachyleniami. A z drugiej strony rzeki dzikie chaszcze i zarośnięty, naturalny nadrzeczny las w samym centrum wielkiego miasta. Potem jeszcze nowa kładka pieszo-rowerowa, zapiekanka od Lussy, no i rzecz jasna uroczysta zmiana warty przed Grobem Nieznanego Żołnierza. Oczywisty problem z zakupem biletu na powrót, więc wróciłem Pendolino kosztem 170zł... No ale co tam, raz w roku można. Woda 0,5 litra warta 50gr w pociągu gratis :D

EDIT: jednak smarowanie napędu olejem spożywczym jest złym pomysłem. Powstaje czarny mocno przyklejowy klaster który ciężko zmyć. Chyba lepiej jechać 100km z suchym łańcuchem.

7.35 (sb) - 18.05 (ndz)


Kategoria > km 200-249, Powrót pociągiem

WTR do Oświęcimia

d a n e w y j a z d u 209.50 km 0.00 km teren h Pr.śr.: km/h Pr.max:0.00 km/h Temperatura:32.5 HR max: (%) HR avg: (%) Podjazdy: m Kalorie: kcal Rower:Zapierdalacz
Niedziela, 6 lipca 2025 | dodano: 09.07.2025


A taki oto wspaniały dąb jako fotka tytułowa. Bo jechałem dziś przez mocno zadębione okolice :) 

https://photos.app.goo.gl/7pWYgRRj4XehRUrQ7

https://connect.garmin.com/modern/activity/19657177238

W sobotę przerwa na odpoczęcie od ciężkiego kurierskiego tygodnia oraz na ogarnięcie szoski. Trzeba coś na niej pojeździć, żeby się ciało nie odzwyczaiło, no i potrenować coś przed jakimś dłuższym strzałem. Węgrrrryy kuszą :) Na razie jakaś jednodniówka. Wahałem się między górkami (Przehyba?) a WTR na zachód. Dalej na zachód. Do Wisły (miasta) po WTR 200+ km. Chyba nie do ogarnięcia dla mnie w jeden dzień żeby zdążyć na wieczorny pociąg. Więc albo pętla do Oświęcimia, albo do Bielska-Białej i powrót PKP.

Wyjazd dość wcześnie, bo o 7mej. Standardowo, obok sanktuarium, Zakrzówek, i siup na asfaltową trasę wałem Wisły. Przyciskam tu mocniej, i jak zawsze łykam wszystkich po drodze do Tyńca :) Pogoda upalna, 30ka jest ja pewno. Burz niby ma nie być ale jakieś chmury powoli się gromadzą. Wiatr obojętny. Plan jest taki żeby cały czas jechać śladem WTR, bez jakichś skoków w bok tak więc dzisiejsza wycieczka niestety nie będzie obejmować przepraw promem. Na razie bocznymi dróżkami, czasem wałem do Łączan. Ten odcinek znam dobrze. Stopniem wodnym przejeżdżam na drugą stronę rzeki, i tu widzę jak niski jest poziom Wisły. No utonąć to się w niej chyba nie da. Po drugiej stronie rzeki główniejszą drogą, i tu jestem świadkiem pewnej gleby. Chłopak jechał z góry na rowerze i nagle jakimś dziwnym sposobem przestał jechać a zaczął lecieć przez kierownicę. Na szczęście bez większych obrażeń, tylko otarcia. Poczęstowałem Go spirytusem salicylowym oraz plastrem. Mały podjazd, przyjemny leśny odcinek, zjazd pod prom w Podłężu. Dziś jednak nie korzystam z przeprawy, tylko dalej jadę za WTR. Od tego miejsca nieznanymi mi (chyba) drogami. Niestety trafiają się odcinki wałem bez asfaltowej nawierzchni. Jest też fajna nawrotka, „serpentyna” wałem innej rzeczki – widać ją na mapce. Z atrakcji technicznych różne piaskownie/żwirownie, wraz ze sprzętem wydobywczo-transportowym. Oraz stary most kolejowy – wygląda na nieużywany. Na północnym horyzoncie widzę pierwszą basztę wieży szybowej – to chyba kopalnia w Libiążu albo w Chełmku. Na południowym zaś od pewnego czasu, hen w oddali widzę pasmo górskie – to zapewne Beskid Żywiecki i/lub Śląski. Przez chwilę widziałem również szczyty torów rollercoasterów w Zatorlandi. Susza jest tak potężna że uschła na wiór nie tylko trasa, ale również co poniektóre drzewa. Np. widziałem brzozowy zagajnik, w którym połowa liści była żółta. Gdy na przeciwnym brzegu rzeki wyłaniają się 2 wysokie kominy, znaczy to że zbliżam się do Oświęcimia. Są to kominy wielkich zakładów chemicznych na przedmieściach. Przejeżdżam mostem na drugi brzeg, mijam osiedla i jestem w centrum miasta. Jakieś tam zwiedzanko, fotki, zimne piwkoa. Nie ma tu za dużo co zwiedzać. Szosą wojewódzką jadę wzdłuż obozu, a potem, przypadkiem kierując się objazdem trafiam na słynną bramę z idącym na wprost torem kolejowym. Chyba ostatni raz widziałem tą bramę podczas wycieczki szkolnej, czyli mogło to być w okolicach 2000 roku. W trakcie rowerowych tras widywałem tylko ten fragment ogrodzenia przy drodze wojewódzkiej. Wrażenie ta brama robi ogromne, a myśl w głowie mam jedną. „Coście skurwysyny uczynili z tą krainą?” Pytanie do Niemców oczywiście. Kawałek dalej zgubiłem WTR i błądziłem po placach budowy, i polnych drogach. Miało to jednak swój urok. Okolice są tutaj piękne. Wszędzie pełno stawów (rybnych?), a pomiędzy nimi dukty obsadzone pięknymi dębami. Niektóre okazy naprawdę duże. Plan jest taki że zaliczam jeszcze Brzeszcze, Jawiszowice i jadę nazad. Ponad lasami majaczy na horyzoncie baszta wieży szybowej w Brzeszczach (fotki brak). Ale nie dane mi będzie do niej dziś dotrzeć, bo szukam tej cholernej WTR i kręcę się nie wiadomo gdzie i po co. W końcu dojeżdżam do sensowej głównej drogi, i asfaltami (mam nadzieję) będę kierował się na Zator. Zaliczę też ile się uda szlaku rowerowego Doliny Karpia :) Znowu dęby, kraina dębów, no te okolice mają swój urok. Kawałek ruchliwą wojewódzką, a potem boczniejszymi drogami. Jest trochę hopek do wciągnięcia, są przyjemne leśne, chłodne odcinki. Jest też kawałek drogi bez asfaltu, ale niedługi. (#SZLAKI ROWEROWE :D). W Zatorze posilam się czymś ciepłym w Żabce, oraz zajeżdżam na rynek obadać obchody Dnia Karpia. Jest już 20ta a ja w dupie, tj. z dala od domu. Gdy Szlak Doliny Karpia wyprowadza mnie w kolejną cholerną gruntową drogę olewam go i szukam normalnej, tj. asfaltowej drogi. Km nadłożyłem niemało przez te szlaki. W końcu docieram do znanych mi okolic, tj. promu w Przewozie. Zaraz potem Łączany, jest już ciemno. Wciągam jeszcze coś na szybko w Żabce, oraz oglądam ładnie iluminowaną zaporę – foto. Chrząstowice, Pozowice, Facimiech, znane okolice. Niby majaczą na horyzoncie czerwone światła kominów elektrowni w Skawinie, ale droga do niej daleka. Patrzę na radar burzowy czy coś nie idzie. No coś tam idzie, ale jest hen nad Czechami, nie powinno mnie dogonić. W końcu jest Skawina. Tzn. do centrum nie wjeżdżam, ino objeżdżam wałem Wisły i lecę na Tyniec. Klasztor, przeprawa korzenistą ścieżką przez las, tor kajakowy, i ostatnia prosta po WTR do centrum Krk. Przyjemny nocny chłodek wraz gołą klatą (jadę w samych spodenkach) dale naprawdę super orzeźwienie po upalnym dniu :) Do domu dowlokłem się przed 2. Deszcz zaczął padać gdy byłem na osiedlu, 1km od domu. Burza chyba nie dotarła znad Czech. Albo dotarła tylko ją przespałem, bo walnąłem się spocony i brudny od razu do wyra :)

Udana wycieczka, okazuje się że nawet we własnym województwie, stosunkowo niedaleko od domu, można zobaczyć coś ciekawego, coś nowego. Wystarczy tylko zjechać z krajówek/wojewódzkich :D Bo kiedyś to tak się tylko jeździło. A jak miało się jeździć? Jak nie było smartfonów z GPSem? Ja zaczynałem przygodę z turystyką rowerową od papierowych map :)

7.05 - 1.45


Kategoria > km 200-249

Tour de Gorce

d a n e w y j a z d u 219.20 km 0.00 km teren h Pr.śr.: km/h Pr.max:59.20 km/h Temperatura:22.5 HR max: (%) HR avg: (%) Podjazdy: m Kalorie: kcal Rower:Zapierdalacz
Czwartek, 30 maja 2024 | dodano: 31.05.2024



https://photos.app.goo.gl/WZMz9AVVEqSx7Htz7

Bożocielna pętelka treningowa po górkach. Wkoło Gorców dawno nie jechałem. Znowu straszą burzami i znowu żadna mnie nie złapała. W Wiśniowej coraz większy gorąc skłania mnie do zaglądnięcia do sakwy w celu wyciągnięcia kremu z filtrem. Zapomniałem, nie ma kremu z filtrem :) W Boże Ciało... Na szczęście w Mszanie znalazłem całodobową aptekę. 55zł z malutką tubkę... Być może w ogóle obeszło by się bez tego, bo chwilę dalej po skręcie w DW na Zabrzeż, niebo prawie całkiem zasnuwa się chmurami. Ochładza się także i zanosi na jakiś deszcz. Co kawałek Bożocielne procesje. Wciągam przeł. Przysłop, na zjeździe dosłownie kilka kropel spada i znowu Słońce. W Zabrzeżu skręcam na Krościenko. Tu wskakuje się na Velo Dunajec, która fajnie prowadzi raz jedną, raz drugą stroną rzeki. Bocznymi drogami lub asfaltową ścieżką przy szosie. W Krościenku tylko cheeseburger i Monsterek (za 9zł…) i od razu skręcam na N. Targ, bo pogoda niepewna. Do wciągnięcia przeł. Kloski. Kilka fotek pod organami Hasiora, i w dół. Gdy zjeżdża się w dolinę rzeki znowu fajny fragment Velo Dunajec. W N. Targu kebab, i trza wracać. Pogoda stabilizuje się na dobre, tak że to formalność. Kawałek Zakopianką, podjazd na przeł. Sieniawską. Zjazd przez Rabę Wyżną do Rabki. Ciągle w dół. Zmrok łapie mnie w Mszanie. Wciągam jeszcze zapiekanę, w moim ulubionym kebabie. On jest chyba 24/7/365. Bardzo miła obsługa. Wszędzie pełno policji, długoweekendowa akcja na nietrzeźwych i zbyt szybkich kierowców. Jeden, drugi podjazd, długa prosta w dół do Dobczyc. Kilka hopek Pogórza Wielickiego, w domu o 1.30. Udana wycieczka.

7.50 - 1.30

Zaliczone szczyty:

Beskid Wyspowy:
przeł. Wielkie Drogi 562 x2
przeł. Wierzbanowska 502 x2

Gorce:
Przeł. Przysłop Lubomierski 750
Przeł. Sieniawska 711

Pieniny:
Przeł. Snozka 653


Kategoria > km 200-249

Zakopane

d a n e w y j a z d u 236.40 km 0.00 km teren h Pr.śr.: km/h Pr.max:60.00 km/h Temperatura:20.0 HR max: (%) HR avg: (%) Podjazdy: m Kalorie: kcal Rower:Zapierdalacz
Sobota, 25 maja 2024 | dodano: 26.05.2024



No wreszcie udało mi się dotrzeć do Zakopanego :) Aby tego dokonać wstać musiałem o nieludzkiej jak dla mnie porze, godz. 6.00. Wyjazd 6.45. Pogoda z samego rana bardzo ciepła, chwilowo prawie upalna. Straszyli jednak w godzinach popołudniowych wielkimi burzami. I rzeczywiście, już za Wiśniową na błękitnym do tej pory niebie zauważyłem pierwsze wyłaniające się zza górskich grzbietów piętrzące się wysoko, burzowe bałwany. W Mszanie zakupy w Biedrze a w Rabce znad Gorców spływa wielka ciemna chmura ze smugami opadowymi. Ale Rabkę minęła bokiem, chyba tylko nad górami padało. Wciągam cheesburgera w moim ulubionym bistro na dworcu i lecę dalej. Dolna część Rabki cała rozkopana, jeden wielki plac budowy. Ma to związek z odbudową nieczynnej linii kolejowej. Obieram DW na Czarny Dunajec. Teraz różnego rodzaju chmur jest już mnóstwo, niebieskiego nieba coraz mniej. Chwila wahania czy nie skrócić trasy i nie odbić w Sieniawie na N. Targ. Ale nie, planem jest Zako. Wspinam się zatem na przeł. Pieniążkowicką. Stąd pierwszy widok na panoramę Tatr w całej okazałości. Chwilowy powrót Słońca. Oczywiście to tylko punktowe polepszenie pogody, dziura w niebie bez chmur ;) Bo dookoła jest coraz bardziej grubo. Śledzę oczywiście radary burzowe. Co nie dziwne w Czarnym Dunajcu wjeżdżam wreszcie pod jedną z chmur, i dopada mnie deszcz. Na szczęście przelotny, 15 minut, przeczekałem pod dachem. Gdy pogoda stabilizuje się jadę dalej. Przed Chochołowem ciekawostka – mini elektrownia wodna na Czarnym Dunajcu. Pierwszy raz ją widzę. Woda spiętrzona jest tu w małym kanale, i wpada poprzez kraty do budyneczku, z którego dobiega buczenie, zapewne turbin. Mijam pełen drewnianych chat Chochołów, jeszcze tylko Witów i jestem u celu. Oczywiście z prawej, znad SK znowu coś nadciąga i grzmi. Do Zako docieram jednak suchy. W sumie to marzę tylko o jednym – żeby coś opierdolić :) Dla odmiany bar mleczny zamiast kebeba. Schabowy zestaw 30zł, kompot 6zł?! No to nie są raczej ceny jak w barze mlecznym. Dla porównania w Mszanie D. jest restauracja (nie bar mleczny z dofinansowaniem) gdzie za 20zł jest schabowy + rosół, i kelnerka przynosi jedzenie do stolika a nie wydają z lady i wrzeszczą przez głośnik "NUMER XX!!!". Ale mniejsza o to. Pieniądze się nie zgadzają ale kalorie już tak :) Przejazdem coś tam zwiedzam i muszę wracać, bo 17ta, tak żeby w domu być koło 1szej (yhy). Pogoda stabilizuje się chyba na dobre. Z obserwacji nieba oraz map burzowych wynika że wszystko co najgorsze poszło dalej na północ, nad Kraków. A kolejne co naciera z południa jest hen daleko, na Węgrzech. Jest chłodno, rześko i przyjemnie. Do N. Targu jadę bocznymi drogami, to z jednej, to z drugiej strony Zakopianki. Zahaczam luknąć na odwiert gejotermalny w Szaflarach. N. Targ, kawałek niestety trzeba krajową szosą, do Klikuszowej. Wciągam podjazd na przeł. Sieniawską, ostatni rzut oka na panoramę Tatr. Z górki na pazurki, Sianiawa, Raba Wyżna, Rabka, zapada zmrok. Wciągnął bym coś jeszcze dobrego ale może dotrwam do Mszany, wszak ciągle jest w dół. W Mszanie kebab 24/h :) Skoro „mały kebab” jest taki duży to ciekawe jak duży jest duży… Trzeba jeszcze wymęczyć pozostałe 50km do Krk. Chłodek już niezły, 8 stopni a ja mam tylko krótkie spodenki. Jakoś to idzie, dwa podjazdy, przeł. Wielkie Drogi, długa prosta w dół do Dobczyc. Ratunkowa kapsułka kofeiny żeby nie usnąć. Wystarcza, usnąłem dopiero w domu. Dowlokłem się przed 2gą w nocy :)

Udana wycieczka, nóżki poczuły, zapowiadany burzowy armageddon jakoś mnie ominął, testy nowego licznika marki „ BICYCLE COMPUTER” przebiegły pomyślnie. Skusił mnie ceną, 49zł za licznik z podświetleniem.

https://photos.app.goo.gl/NNVkfEXj9AnqUWje6

https://www.alltrails.com/pl-pl/explore/map/map-may-26-2024-edf0320?u=m&sh=qek9hh

6.45 - 1.50

Zaliczone szczyty:

Beskid Wyspowy:
przeł. Wielkie Drogi 562 x2
przeł. Wierzbanowska 502 x2

Gorce:
Przeł. Sieniawska 711

Beskid Żywiecki
Przeł. Pieniążkowicka 709


Kategoria > km 200-249

Wawa 2

d a n e w y j a z d u 231.88 km 0.00 km teren h Pr.śr.: km/h Pr.max:0.00 km/h Temperatura:30.0 HR max: (%) HR avg: (%) Podjazdy: m Kalorie: kcal Rower:Zapierdalacz
Sobota, 8 lipca 2023 | dodano: 12.07.2023



https://photos.app.goo.gl/qjwsDwkdLZ1wDbn26

https://www.alltrails.com/explore/map/8-9-07-2023-wawa-2-315f006?u=m&sh=qek9hh

Do Warszawy z HereWeGo :) Czyli z takim rowerowym GPSem na telefon. Czyli z GPSem, który prowadzi chujowymi drogami ;) Zamiast po bożemu, krajówkami/wojewódzkimi to on wyszukuje najboczniejsze możliwe drogi. Szutry, piachy, brody na rzekach i nieistniejące mostki to jego specjalność. Drogi bardziej na gravela niż na szosówkę. Ale specjalnie tak, fajnie tak czasem trochę pobłądzić a nie tylko sunąć gładko po asfalcie do celu. Do Skarżyska dojechałem pociągiem Regio. Zapchany na full, ale udało mi się załapać na miejsce siedzące na małym koszu na śmieci. Dobre i co. Start godzina 13.00. Gładkimi asfaltowymi serwisówkami wzdłuż S7 do Szydłowca. Za Szydłowcem pierwsze trudności, tj. piachy i prowadzenie roweru. W końcu pojawia się bród na rzece Jabłonicy :D Nie przeprawiam się jednak przez niego, a nadkładam drogi naokoło. Przejeżdżam obok zalewu Domaniowskiego, różnymi dziurami doczłapuję do Białobrzegów. Wciągam kebaba tam gdzie zwykle. W okolicach Jasieńca ma już trochę dość pustynnych piasków na drodze. K. Lesznowoli wskakuję na DW 722 i nią przez Piaseczno dociągnę do stolicy. W WaWie jestem grubo po północy. Jakieś tam nocne i dzienne zwiedzanie. Kąpiel w Jeziorku Czerniakowskim, akurat o 9.00 zmianę rozpoczynają ratownicy WOPR, więc jestem bezpieczny. Uroczysta zmiana warty pod Grobem Nieznanego Żołnierza to sprawa obowiązkowa w niedzielne południe. Stadion Narodowy, nadwiślańskie dukty i chaszcze. Ogólnie tak jak lubię, szwędałem się po Warszawie bez celu przez dobre 12 godzin :) Powrót pociągiem w miłym towarzystwie.


Kategoria > km 200-249, Powrót pociągiem

Rzeszowik

d a n e w y j a z d u 204.64 km 0.00 km teren h Pr.śr.: km/h Pr.max:0.00 km/h Temperatura:10.0 HR max: (%) HR avg: (%) Podjazdy: m Kalorie: kcal Rower:Zapierdalacz
Sobota, 31 grudnia 2022 | dodano: 22.01.2023



Rzeszowik na dobre zakończenie dobrego sezonu :) Przedmuchać, przewietrzyć, przetkać zatoki z resztek choroby. Oczywiście moją ulubioną ścieżką rowerową, tj. DK94. Pomimo dwóch niedawnych infekcji jechało się wybornie, noga podaje. Specjalnie wróciłem wcześniejszym pociągiem, w Krk byłem o 21. Rok temu witałem Nowy Rok z Kopca Piłsudskiego, tym razem myślałem wdrapać się na Kopiec Krakusa. No i tak sobie jeżdżę po mieście w huku pierwszych petard, przyglądam się przygotowaniom i coraz bardziej pijanemu Krakowowi. Jestem pod Wawelem, jest koło 22 gdy czuję miękkość w tylnim kole. Próbuję dopompować, ale pompka nie działa. Pękł oring. Koło mostu Dębnickiego znajduję stojak z narzędziami i pompką. Dopompowuję i jeżdżę dalej. Dalej schodzi powietrze, trzeba zmienić dętkę... Jest 23cia. Siadam wkurwiony na ławce koło Wisły i zmieniam. Prowadzę rower w poszukiwaniu lepszej pompki, tamta k. mostu pompuje tak sobie. Plączę się wkurwniony po Dębnikach, szukam tych bike stacji wg mapki ZIKITu.. Nie ma. Jest dopiero koło Hotelu Forum. Nowy Rok witam zatem koło Hotelu Forum pompując koło w rowerze :) Cóż, pocieszam się że są ludzie którzy witają Nowy Rok gorzej. Np. bezdomni Panowie śpiący pod wiaduktem koło hotelu. Trzeba było od razu zmienić tą dętkę. Albo pompować tą słabo działającą pompką k. mostu. Albo pójść z buta na ten kopiec, też bym zdążył. Przekombinowałem ;)

https://photos.app.goo.gl/ivxnaUZCmaVCZipf6

https://www.alltrails.com/explore/map/02-01-2022-rzeszowik-c87579e?u=m

8.00 - 1.40


Kategoria > km 200-249, Powrót pociągiem

WTR, Puszcza, MTB na szosówce i inne ATRAKCJE

d a n e w y j a z d u 206.77 km 0.00 km teren h Pr.śr.: km/h Pr.max:0.00 km/h Temperatura:22.5 HR max: (%) HR avg: (%) Podjazdy: m Kalorie: kcal Rower:Zapierdalacz
Sobota, 29 października 2022 | dodano: 05.11.2022

WTR pod most w Ispinie, drogi i bezdroża, miasta i wsie, Puszcza, Żubrostrada, noce i dnie, lasy i polany, a nawet i na piechotę przez las :) Apogeum ciepłej złotej jesieni, odczuwalna w okolicach 25 kresek.

Taki okaz znalazłem. Grzyb bułkowy czy jaki to gatunek?


https://photos.app.goo.gl/9eDTM9J2es8EzPyEA



Kategoria > km 200-249, Terenowo, WTR 2022

Tour de Gorce

d a n e w y j a z d u 227.91 km 0.00 km teren h Pr.śr.: km/h Pr.max:0.00 km/h Temperatura:25.0 HR max: (%) HR avg: (%) Podjazdy: m Kalorie: kcal Rower:Zapierdalacz
Wtorek, 31 maja 2022 | dodano: 06.06.2022


Pan Jelcz.

https://photos.app.goo.gl/iej5hh2VhHYFV6rd6

https://www.alltrails.com/explore/map/31-05-2022-dookola-gorcow-8b10a92?u=m

8.55 - 2.30

Zaliczone szczyty:
Beskid Wyspowy:
przeł. Wielkie Drogi 562 x2
przeł. Wierzbanowska 502 x2

Gorce:
Przeł. Przysłop Lubomierski 750
Przeł. Sieniawska 711

Pieniny:
Przeł. Snozka 653


Kategoria > km 200-249