Kwiecień - plecień
d a n e w y j a z d u
82.07 km
0.00 km teren
04:01 h
Pr.śr.:20.43 km/h
Pr.max:55.00 km/h
Temperatura:7.5
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:910 m
Kalorie: kcal
Rower:Nawijacz asfaltu/szlakopomykacz własnej roboty (archiwalny)
Bo przeplata, trochę zimy trochę lata ;) Tak właśnie dziś było. Planem było wykręcenie tych niecałych 70km. Obojętne gdzie i jak. Coby weekend zamknąć z przyzwoitym przebiegiem 200km. Przedpołudniowy deszcz ze śniegiem postawił jednak te plany pod znakiem zapytania.
Natomiast po południu wyszło Słońce więc pojechałem. Deszczowe chmury krążyły jednak wokoło. Więc postanowiłem nie oddalać się zbytnio od miasta. Barycz, Swoszowice, Świątniki, Mogilany. Tu dopadł mnie deszcz. Zarządziłem więc odwrót, Zakopianką do miasta. Koło węzła w Opatkowicach już deszcz ze śniegiem :) Solidnie zmokłem, myślałem o powrocie do domu. Na Górze Borkowskiej znów wyszło jednak Słońce, a ja momentalnie wyschłem i dołożyłem Skawinę, Tyniec i Las Wolski.
Udana wycieczka, pomimo niepewnej aury trochę się udało pokręcić.
Chmury nad obwodnicą © Pidzej
I Pogórzem Wielickim © Pidzej
Nad Krakowem nie lepiej ;) © Pidzej
Nad Beskidami w miarę spokojnie © Pidzej
Chmury tu, chmury tam © Pidzej
Chmury wszędzie © Pidzej
W Mogilanach © Pidzej
Ciemna zasłona zawisła nad Krakowem © Pidzej
Kawałek Zakopianką © Pidzej
Nie miałem lepszego pomysłu na ewakuację © Pidzej
Takie coś zawisło nad Pogórzem Wielickim (gdzie przed chwilą jechałem) © Pidzej
A 90 stopni w lewo, nad miastem taki warun :) © Pidzej
Na podjeździe, między Skawiną a Tyńcem © Pidzej
Widoczek na Skawinę © Pidzej
Rzut oka na Wisłę © Pidzej
Przystań w Tyńcu © Pidzej
Przystań w Tyńcu © Pidzej
W Lasku już zielono :) © Pidzej
Pod Kopcem © Pidzej
NACHY SREDN: 3%
NACHY MAX: 13%
WYSOK MAX: 386
15.05 - 19.55
0,3l
Serwis: łatanie tylnej dętki
Kategoria > km 050-099, Serwis, Zimowo
Wschodnia pętelka
d a n e w y j a z d u
131.55 km
0.00 km teren
05:39 h
Pr.śr.:23.28 km/h
Pr.max:39.50 km/h
Temperatura:10.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:610 m
Kalorie: kcal
Rower:Nawijacz asfaltu/szlakopomykacz własnej roboty (archiwalny)
W planach było dziś jakieś kilkadziesiąt km. Wyszło trochę więcej :)
A to z tego powodu, że tak fajnie się leciało z wiatrem, no i pogoda słoneczna się zrobiła (rano padało). Niepołomice, Droga Królewska. Już miałem skręcać w Żubrostradę ale szkoda było się chować przed tym wiatrem w lesie, z powrotem dobiłem więc do wojewódzkiej. W Ujściu Solnym tak sobie pojechałem inaczej. Przez Wrząpia i Strzelce Wielkie, by znów dołączyć do wojewódzkiej. Potem na Brzesko (po drodze małe zakupy) i krajówką du dom. Zachód w Brzesku, w Bochni prawie całkiem ciemno. Po drodze trochę mnie zmoczyło, popadało w Budzowie i w Sułkowie, włączył się wmordewind a temp. spadła do 3'C.
Opis drętwy bo i nie bardzo jest co opisywać. Standardowa wschodnia pętelka i tyla. To może wspomnę tylko o kosmicznej jak mnie średniej, że po 70km było 25km/h, a w Brzesku jeszcze 24,5.
Na rynku w Niepołomicach © Pidzej
Wiekowy sprzęt © Pidzej
Droga Królewska © Pidzej
Chyba dokonał żywota :( © Pidzej
Dąb Króla Augusta II © Pidzej
Randomowy kościół © Pidzej
Przez Puszczę © Pidzej
Wiosna :) © Pidzej
Dw964 © Pidzej
Wiosenna Raba © Pidzej
Przydomowa flota ;) © Pidzej
Przydomowa flota ;) © Pidzej
Dw768 © Pidzej
Zakupy © Pidzej
Odpoczynek w Brzesku © Pidzej
Magnezja prosto z Czech, z Karlovych Varów © Pidzej
Charakterystyczne rondo w Brzesku © Pidzej
I smażalnia przy drodze © Pidzej
Bochnia © Pidzej
Przeczekiwanie deszczu © Pidzej
NACHY SREDN: 2%
NACHY MAX: 7%
WYSOK MAX: 266
15.00 - 21.50
0,7l
200g wafelków
Kategoria > km 100-149
Las Wolski + miasto
d a n e w y j a z d u
43.20 km
0.00 km teren
02:18 h
Pr.śr.:18.78 km/h
Pr.max:50.00 km/h
Temperatura:7.5
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:274 m
Kalorie: kcal
Rower:Nawijacz asfaltu/szlakopomykacz własnej roboty (archiwalny)
J.w. W Lasku już całkiem zielono. Do tego wydaje mi że jest dobrze i jestem pewien że nie jest źle :) Z kondycją. Na 10% fragmentach jechałem 10km/h. To nie jest mało.
Fajny mural, pierwszy raz go widzę
Wisła z mostu Zwierzynieckiego
NACHY SREDN: 3%
NACHY MAX: 11%
WYSOK MAX: 340
18.30 - 21.05
Kategoria > km 010-049
Lanoponiedziałkowy Chrzanów
d a n e w y j a z d u
117.21 km
0.00 km teren
05:12 h
Pr.śr.:22.54 km/h
Pr.max:53.00 km/h
Temperatura:7.5
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:790 m
Kalorie: kcal
Rower:Nawijacz asfaltu/szlakopomykacz własnej roboty (archiwalny)
Dokładka po sobotniej trasie. Pogoda jeszcze bardziej niepewna więc i wycieczka niedaleka, popołudniowa. Główny cel to zjedzenie czekoladowego króliczka w Chrzanowie :)
Właściwie to gdy wyjeżdżałem to było słonecznie i w miarę ciepło. Im dalej jednak na zachód tym bardziej pochmurno i chłodno. W końcu koło ronda w Babicach zaczyna kropić. Na podjeździe do Płazy nawet i trochę padać. Ale chyba miałem szczęście bo na szczycie drogi mokre jakby ulewa jakaś przeszła. W Chrzanowie już nie pada. Średnia wynosi tu ok. 24 więc ewidentnie było z wiatrem. Odpocząłem, zjadłem co miałem zjeść i zbieram się w drogę powrotną bo znów zaczyna się chmurzyć. W Młoszowej/Dulowej znów pada, tym razem mocniej. Zatrzymałem się nawet aby ubrać coś w rodzaju peleryny i pokrowiec na sakwę. Kawałek dalej przestało padać... Deszcz dopadł mnie znów w Krakowie, tym razem solidny, przemokłem do suchej nitki. Ale tu to już było mi wszystko jedno.
Udana wycieczka, odrobina deszczu nikomu jeszcze nie zaszkodziła. A na pewnie nie rowerzyście.
Kościół w Liszkach. Ta gwiazda to chyba stały element dekoracji © Pidzej
Przyjemna droga © Pidzej
Widoczek z trasy © Pidzej
Odpoczynek na parkingu leśnym © Pidzej
Zjazd do Chrzanowa © Pidzej
Oryginalna architektura Chrzanowa ;) © Pidzej
Pomnik Zwycięstwa i Wolności na Placu 1000-Lecia © Pidzej
Główny cel wycieczki ;) © Pidzej
Rynek © Pidzej
Zaczyna się chmurzyć © Pidzej
A w końcu i padać © Pidzej
Coś w rodzaju peleryny © Pidzej
Rower też przygotowany © Pidzej
Rower też przygotowany © Pidzej
W Krzeszowicach © Pidzej
Pomnik Niepodległości Polski w Nawojowej Górze © Pidzej
Pauza na przystanku © Pidzej
NACHY SREDN: 2%
NACHY MAX: 7%
WYSOK MAX: 385
14.00 - 21.25
0,5l
2 banany, wafelek, zajączek i jajko czek.
Serwis: smarowanie łańcucha
Kategoria > km 100-149, Serwis
Na lajcie
d a n e w y j a z d u
210.17 km
0.00 km teren
09:58 h
Pr.śr.:21.09 km/h
Pr.max:52.50 km/h
Temperatura:15.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:1587 m
Kalorie: kcal
Rower:Nawijacz asfaltu/szlakopomykacz własnej roboty (archiwalny)
J.w. Innymi słowy: leniwa, niezobowiązująca świąteczna wycieczka. Raz
że musiałem odsapnąć, dwa że są Święta i wypada odpoczywać a nie
katować się, trzy że pogoda niepewna. Na mapach prognozowych w całym
kraju chmurki z deszczem... Za wyjątkiem właśnie Krakowa i Górnego
Śląska. To też zadecydowało o kierunku dzisiejszej trasy.
Wyjazd
10 min. po północy. Odpoczynek hehe ;) Ale przyzwyczaiłem się do takiej
pory wyjazdów i tak jest po prostu dobrze :) A poza tym im wcześniej
wyjadę, tym wcześniej wrócę i będę się obijał. W Skawinie pauza i
śniadanie. Dalej pagórkowatą drogą na Kalwarię. W Kalwarii odpoczynek i w
drogę. Taki trochę suchy ten opis ale nie bardzo jest tu co opisywać,
doskonale znane drogi i okolice po prostu. Natomiast za Kalwarią
wydarzyło się coś co może ten opis nieco urozmaicić. Mianowicie jechałem
sobie z górki. Z górki jak to z górki, raczej szybko niż wolno. Przez chwilę nie
patrzyłem się na drogę a gdzieś w bok. I nagle w coś trzepnąłem, prawą
stopą/pedałem. Dość solidnie trzepnąłem. Wyhamowałem, zawróciłem, może
to jakiś kawałek zderzaka, jakieś nadkole albo coś w tym stylu? Zdarzają
się takie obiekty na drogach, myślałem że może to wywalę na pobocze.
Patrzę a tam jakiś zwierz O.o Nieduże, ale i nie małe to, coś jak średniej
wielkości pies. Tylko że nie jestem pewien czy to był pies. W świetle
lampki nie widziałem dokładnie, przestraszyłem się i zawróciłem. No ale
kurde jakby to był pies to powinien z siebie jakiś odgłos wydać,
jakikolwiek, bo trochę go to musiało boleć, skoro ja też poczułem przez
buta. A to sobie stało na 4 łapach, nie ruszało się, nie odzywało... Nie
wiem co o tym myśleć, przecież mi się to nie przyśniło. Może na
prochach był i nie czuł bólu. Albo wścieklizna. Albo jeszcze coś inszego.
Mniejsza o to, grunt że mnie to coś nie ugryzło. Dość zimno było, z tego
co zapisałem wynika że min. 1'C ale nie pamiętam już gdzie (opisuję
wycieczkę sprzed 2 tygodni). W Wadowicach rozsiadłem się na rynku z
myślą o dłuższym odpoczynku. No i odpoczywałem z godzinę, a to za sprawą
rozmówcy którego spotkałem. Jegomość koło 30-40ki, świętujący już w
nocy, z pomocą trunku owocowego niewielkiej, bo kilkuprocentowej mocy ;)
Nie że menel jakiś, po prostu poszedł się chłop w nocy napić na rynek, tak jak ja idę
się w nocy przejechać na rowerze ;) Rozmowa była całkiem przyjemna, a
oprócz dentysty (który nie chciał mu wyrwać bolącego zęba tylko dał antybiotyk), pracy i zarobków tyczyła się głównie (w jakichś 90%) kościoła. Kościoła, księży i jakichś nowych przykazań co podobno wprowadzili. Nie wiem gdzie on o tym usłyszał, ja nie słyszałem, może dlatego że nie oglądam telewizji. Coś o bogaceniu się w każdym razie. I o tym jak się to ma do dostatku w jakim żyją duchowni. Podsumowując. Chodziło mu o to że wystarczy żyć z zgodzie z 10 przykazaniami, nie czynić sobie ani nikomu innemu nic złego i to wystarczy, aby trafić do Nieba. Cóż, ciężko się z nim nie zgodzić, prosty człowiek a mądrze prawi. Zeszło na tą rozmowę, a ja zmarzłem. Pora ruszać. W Andrychowie już jasnawo się zaczyna robić, a w Kętach już ranek. Do Bielska-Białej rzut beretem. Docieram do miasta. Pogoda niepewna, z przodu chmury, z tyłu chmury. Chłodno, raptem 10 stopni. Chyba nawet kilka kropli deszczu spadło. W B.B. zabawiłem jakieś 3 godziny (!). Długo szukałem rynku, długo na nim siedziałem, pokręciłem się po mieście, zdjęć porobiłem. Jak na lajcie, to na lajcie :) Gdy w końcu zebrałem się do drogi powrotnej, zaczęło kropić. I tak kropiło a nawet trochę padało, od Bielska aż do Oświęcimia. A ja byłem trochę słaby, gardło i brzuch pobolewał, jakby jakaś choroba brała. W Oświęcimiu koło południa. Do chaty 80km. Czasu a czasu :) Wciągnąłem coś na ząb, w tym i energybara, który jakoś postawił mnie na nogi. W międzyczasie rozpogodziło się zupełnie, słoneczko i ze 20 stopni. Z nowymi siłami ruszyłem w kierunku domu. Jechało się lepiej ale wciąż gorzej niż dobrze. Ominąłem nieciekawy fragment krajówki drogą wiodącą drugą stroną wielkich zakładów chemicznych. Do DK44 dobijając w Przeciszowie, gdzie jest już całkiem przyjemna na rower. Gdzieś między Zatorem a Skawiną jakieś nowe siły we mnie wstąpiły O.o Normalnie 200% mocy w porównaniu z tym co było jeszcze przed chwilą! Leciało się pięknie, nawet jakieś sprinty co chwila sobie robiłem. Podniosłem też średnią z 19 (w BB) do 21km/h. W Krakowie po zmęczeniu ani śladu. Dziwna sprawa, ale mnie pasuje :) W domu po 17tej.
Udana wycieczka. Nie zawsze musi być dużo i daleko aby było fajnie :) Pogoda też wytrzymała.
W Skawinie © Pidzej
Energy 2000 Przytkowice © Pidzej
Kalwaria Zebrzydowska © Pidzej
Komuś przeszkadzało... Bo po co ma być nierozjebane skoro może być rozjebane? © Pidzej
Dłuższa pauza w Wadowicach © Pidzej
Takie tam © Pidzej
Andrychów © Pidzej
I Kęty © Pidzej
Kolory wiosenne © Pidzej
Za plecami chmury © Pidzej
I z przodu takoż © Pidzej
Widoczek z trasy © Pidzej
I panoramka B.-Białej © Pidzej
Bielsko-Biała © Pidzej
Bielsko-Biała © Pidzej
Kontrasty © Pidzej
Dom handlowy © Pidzej
Ratusz © Pidzej
Rzeka Biała © Pidzej
Zamek © Pidzej
Rynek © Pidzej
Jemioła © Pidzej
Ostatni rzut oka na miasto © Pidzej
Randomowy kościół © Pidzej
Przyjemna droga © Pidzej
Pasieka © Pidzej
Randomowy kościół © Pidzej
Nowe loga i napisy © Pidzej
Oświęcim © Pidzej
Kładka w Oświęcimiu © Pidzej
Zbieranie sił w Oświęcimiu © Pidzej
W Oświęcimiu © Pidzej
Kolejowe tereny Oświęcimia © Pidzej
Stopień wodny na kanale w Oświęcimiu © Pidzej
Stopień wodny na kanale w Oświęcimiu © Pidzej
Stopień wodny na kanale w Oświęcimiu © Pidzej
Stopień wodny na kanale w Oświęcimiu © Pidzej
Stopień wodny na kanale w Oświęcimiu © Pidzej
Odpoczynek na przystanku © Pidzej
Wiosna ach to Ty :) © Pidzej
Albo mi się wydaje albo ta nazwa jest idiotyczna (bez urazy) © Pidzej
Krajówką do Krakowa © Pidzej
Energylandia © Pidzej
Coś się zepsuło, było ładne kilkanaście więcej © Pidzej
Widoczek z trasy © Pidzej
Z powrotem w Skawnie © Pidzej
NACHY SREDN: 2%
NACHY MAX: 10%
WYSOK MAX: 458
0.10 - 17.10
2l
4 banany, 3 bułki z pasztetem, 2 czekolady, baton energetyczny
Kategoria ^ UP 1500-1999m, > km 200-249
Miasto
d a n e w y j a z d u
26.50 km
0.00 km teren
01:19 h
Pr.śr.:20.13 km/h
Pr.max:38.50 km/h
Temperatura:10.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:137 m
Kalorie: kcal
Rower:Nawijacz asfaltu/szlakopomykacz własnej roboty (archiwalny)
J.w.
NACHY SREDN: 1%
NACHY MAX: 6%
WYSOK MAX: 257
18.40 - 20.05
Serwis: pompowanie opon, smarowanie łańcucha
Kategoria > km 010-049, Serwis
Miasto
d a n e w y j a z d u
25.34 km
0.00 km teren
01:27 h
Pr.śr.:17.48 km/h
Pr.max:32.50 km/h
Temperatura:10.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:107 m
Kalorie: kcal
Rower:Nawijacz asfaltu/szlakopomykacz własnej roboty (archiwalny)
j.w.
NACHY SREDN: 1%
NACHY MAX: 6%
WYSOK MAX: 229
18.55 - 20.30
Kategoria > km 010-049
Do Siostry
d a n e w y j a z d u
9.55 km
0.00 km teren
00:30 h
Pr.śr.:19.10 km/h
Pr.max:45.50 km/h
Temperatura:7.5
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: 74 m
Kalorie: kcal
Rower:Nawijacz asfaltu/szlakopomykacz własnej roboty (archiwalny)
Naprawić rower, kilkunastoletniego stalowego Authora. Starożytna technika. Dobrze że wziąłem wszystkie klucze bo potrzebna była płaska 13ka(!). To ostatni klucz jakiego bym się spodziewał że może być potrzebny do roweru O.o Wydawało mi się to tak mało prawdopodobne jak to że do otwierania komputera potrzebna może być żabka :D
NACHY SREDN: 2%
NACHY MAX: 7%
WYSOK MAX: 260
19.20 - 23.00
Kategoria > km 000-009
Miasto
d a n e w y j a z d u
32.59 km
0.00 km teren
01:44 h
Pr.śr.:18.80 km/h
Pr.max:42.00 km/h
Temperatura:20.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: 96 m
Kalorie: kcal
Rower:Nawijacz asfaltu/szlakopomykacz własnej roboty (archiwalny)
j.w.
Takie tam
Z mostu Grunwaldzkiego
No zachód Słońca po prostu
NACHY SREDN: 1%
NACHY MAX: 4%
WYSOK MAX: 225
18.30 - 20.30
Kategoria > km 010-049
Spontaniczna Słowacja
d a n e w y j a z d u
263.67 km
0.00 km teren
12:56 h
Pr.śr.:20.39 km/h
Pr.max:66.00 km/h
Temperatura:20.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:3018 m
Kalorie: kcal
Rower:Nawijacz asfaltu/szlakopomykacz własnej roboty (archiwalny)
Nie miałem żadnego pomysłu na ten weekend. Tzn. plany mam, ale bardzo ambitne, i na taką wycieczkę potrzeba 1,5 doby :D Tymczasem w sobotę pogoda była słaba, została tylko niedziela. Coraz ciężej mi wymyślić jakąś asfaltową pętlę, wszędzie już byłem. Ostatecznie stanęło na: Dobczyce, Kasina, Limanowa, New Sącz i podjazd na Krzyżówkę (od tej strony jeszcze nie wjeżdżałem na tą przełęcz). A potem się zobaczy.
Wyjazd standardowo, o północy, a dokładniej pięć po. To dobra pora na start, fajnie mi się tak wyrusza. Jak zawsze, Wieliczka i na południe DW 964. Jedzie się bardzo sprawnie więc nawet nie zatrzymuję się i Dobczyce omijam obwodnicą. Za miastem klimatyczny odcinek bez latarni. Zwłaszcza dzisiaj, gdy Księżyc w pełni mógłby zastępować lampkę. Chwilę potem zachmurzyło się ale prognozy na dziś nie przewidują deszczu. Trzymam za słowo. Pierwszy odpoczynek dopiero w Wiśniowej, pod kościołem. Jeśli chodzi o temperaturę to najniżej spadło do 2'C, czyli nie było źle. Zresztą podjazd (na przeł. Wierzbanowską) nie pozwala zmarznąć. Kolejna przeł. (Wielkie Drogi) i w lewo, w DK28. Tu nie ma miejsca na nudę, od razu rozpoczyna się uphill na przełęcz Gruszowiec :) Pomimo że to krajówka to w niedzielną noc ruch praktycznie zerowy! Pojedynczy samochód raz na jakieś 10 min, nie przesadzam. Cała szosa dla mnie! Na przełęczy krótka pauza, i pora na pierwszy dziś, szalony zjazd :) To tu w 2012 wykręciłem swojego maxa w całej rowerowej karierze (75,3km/h). Dziś tak dobrze mi nie poszło :/ Choć bardzo się starałem to z tego co pamiętam 62,5 tylko było. Jedyne usprawiedliwienie jakie mam to niewchodzące najcięższe przełożenie, i na 40-14 nie bardzo jest czym dokręcać. W Limanowej pauza na rynku. Stosowna, wysoka dekoracja przypomina mi że dziś Niedziela Palmowa. Na podjeździe za miastem zaczyna przejaśniać się. No płasko to tu nie jest. Nie ma żadnej przełęczy ale na prawie 650m n.p.m. znów trzeba się wdrapać. Świt wita mnie kawałek przed długo wyczekiwanym znakiem. Właściwie kompilacją znaków, ostrzegającą o zjeździe do N. Sącza. Tu również było szybko (ze 60) ale też bez jakichś rekordów. W mieście dłuższa przerwa pod kasztanowcem, które ma już nie takie małe, zielone listki. W tym roku przyroda jakby szybciej budziła się do życia. Chmury rozchodzą się, temperatura wzrasta, ogólnie wypogadza się. Podjazd na kolejną dziś przełęcz - Krzyżówkę - rozpoczynam więc w dobrym humorze. Podjazd ciągnie się i ciągnie ale jest bardzo przyjemny - nachylenie rozsądne, ruch (krajówka) dalej znikomy a wokoło piękne okoliczności przyrody (góry). Kurde no ma się to poczucie "bycia w górach" :) W końcu charakterystyczne skrzyżowanie na szczycie. Tu też dłuższy popas i przebierka w krótkie ciuchy bo już ciepło. Obmyślam też dalszy plan podróży. Niby można by zlecieć do Grybowa ale szkoda tak z gór zjeżdżać, dopiero 9 rano. Ostatecznie stanęło że przez przeł. Tylicką przebiję się na Słowację, kilkanaście km przez jakieś wiochy a do Polski wrócę boczną (bardzo boczną wg. mapy) drogą przez Wysową Zdrój. No to ruszamy, pora wdrożyć ten świetny (jak mi się wtedy wydawało) plan w życie :) Kilkanaście km przez bardzo ładne okolice (uwagę zwracają zwłaszcza liczne cerkwie) i docieram do granicy. Licznik wskazuje tu ~140km i ~2000m UP. Nieźle :) Słowacja wita mnie bardzo miło, znakiem: "Zjazd 19%" :D Ale to chyba błąd w druku i autor miał na myśli "9%", bo tyle wskazał licznik. Czuję się oszukany. Niemniej jednak i 66km/h tam wyciśnięte nie jest złym wynikiem. Wypatruję skrętu w lewo, na Gaboltov. Nie ma jednak niczego takiego co by taki skręt przypominało, tylko jakaś polna droga nie wiadomo gdzie prowadząca. Zlatuję więc dalej, do "krajówki". W cudzysłowie dlatego że na tym 1km fragmencie którym jechałem spotkałem więcej rowerzystów niż samochodów (dosłownie) :D Jeśli chodzi to widoki to: "Ku*wa jak tu pięknie". Do tego stopnia że co chwila powtarzam sobie te właśnie słowa cicho pod nosem. Dlaczego to widać chyba na zdjęciach :) Koło stacji benzynowej skręcam w boczną drogę, na Niżny i Wyżny Twarożec (pewnie coś z serem). No i tak jadę sobie, jadę. Delikatnie pod górkę. Jak już wspominałem, jest bardzo ładnie. Niepokoi natomiast to że przede mną rozpościera się ściana gór! Dość wysokich gór. W której nie widać żadnego obniżenia, którym mogła by przebiegać potencjalna droga do Polski. Obawy okazują się jak najbardziej uzasadnione. W Wyżnim Twarożcu droga rzekomo prowadząca do Polski okazuje się być gruntówką. Mapka w centrum rozwiewa wszelkie wątpliwości. Ta droga to pieszy szlak przez jakieś 800m góry :D W dodatku nie prowadzi w stronę granicy. No wkurzyłem się trochę. Cały, misternie ułożony (w jakieś 5 min) plan w pizdu... Niby można by tym szlakiem dalej. W końcu nie po takich górach się jeździło/prowadziło/niosło rower ;) Jednak dzisiejsza wycieczka z założenia miała być asfaltowa i nie widziała mi się jakaś przeprawa przez góry. Tym bardziej na rowerze z ciężką sakwą, resztką picia i bez mapy słowackich gór. Wyjścia (rozsądne) były dwa: wrócić po śladzie do Polski lub wrócić do Polski przez Bardejów, Zborów. Wygrała opcja druga bo głupio tak zawracać. Z powrotem do krajówki, w dół. Do Bardejowa 10km bardzo przyjemną "krajową 77ką". Pogoda też OK - 20 stopni, błękitne niebo nieco tylko przystrojone białymi chmurkami (wg prognoz w górach miało być 10 i zachmurzenie całkowite). Docieram do miasta, bardzo ładnego nawiasem mówiąc. Śmieszą co poniektóre reklamy, szyldy, ogólnie cały Słowacki język. Pauza na jakimś placu, nawet WiFi mają. Wygrzewam się na słoneczku, i nieśpiesznie konsumując paczkę pierniczków koncypuję nad dalszym przebiegiem trasy. Nic szczególnego nie wymyśliłem - do Polski przez Konieczną, Gorlice i na pociąg z Bobowej, o 20.15. Na kołach wrócić do domu raczej nie ma szans, ze 350km by wyszło :D Nieśpiesznie ruszam więc ku Ojczyźnie. Dalej, coby nie przynudzać, w telegraficznym skrócie: Zborów, Chmielowa, Becherów (raczej zapadłe dziury). Podjazd na przeł. Beskidek. Kilometr przed granicą na liczniku wybija 200km. Ostatnia bułka, ostatni (poobijany) banan. Pagórkowata droga, ochłodzenie. Podjazd na ostatnią dziś, siódmą (!) przełęcz - Małastowską. (Przed)ostatni szalony zjazd. Gorlice. Czas goni. Dokumentacyjna fotka w przypadkowym miejscu i na Bobową. Baton energetyczny. Ostatnie promienie zachodzącego Słońca, ostatnie zakupy, naprawdę ostatni - ostatni szalony zjazd. Bobowa, rynek, na peronie 40 min przed odjazdem. Do Krakowa 2 godzinki nowoczesnym i niedrogim pociągiem. Na dworcu o 22.30, w domu po 23. Meta.
Udana wycieczka. Tak trochę spontanicznie ta Słowacja wyszła. Ładny i fajny na rower kraj. Morze gór, dużo "dziewiczych", niezurbanizowanych terenów. Ruch nieduży, kierowcy nigdzie się nie śpieszą, nie ma terroru ścieżek rowerowych. Natomiast wadami wydają się być: wszechobecni Cyganie, trzeba uważać. Totalne zadupia - w razie jakiejś poważniejszej awarii może być nieciekawie. Podejrzewam że w niedzielę nie ma w całym kraju ani jednego otwartego sklepu/serwisu rowerowego :D Przy jeździe MTB problemem są podobno zakazy dla rowerów we wszystkich lasach. Ale nie wydaje mi się żeby jakoś to egzekwowali. Bo pewnie ciężko w tych lasach kogokolwiek spotkać ;)
To był dobry, rowerowy dzień :)
PS Nawigowanie po Słowacji za pomocą 8-letniej mapy woj. Małopolskiego nie jest dobrym pomysłem ;)
Zaliczone szczyty:
Przeł. Wierzbanowska 502
Przeł. Wielkie Drogi 562
Przeł. Gruszowiec 660
Litacz 652
Przeł. Krzyżówka 745
Przeł. Tylicka 683
Przeł. Beskidek (Dujawa) 550
Przeł. Małastowska 604
Pauza w Wieliczce © Pidzej
Tartak w Wiśniowej © Pidzej
Odpoczynek w Wiśniowej © Pidzej
Pierwsza dziś przełęcz: Wierzbanowska © Pidzej
Kierunek: New Sącz © Pidzej
Na przeł. Gruszowiec © Pidzej
W Limanowej © Pidzej
Na podjeździe za miastem. Świt tuż tuż © Pidzej
Randomowy kościół © Pidzej
Pod górkę. Jeszcze tylko kawałek © Pidzej
Na to czekałem :) © Pidzej
Wzburzony Dunajec © Pidzej
Zamek w N. Sączu © Pidzej
I palma tamże © Pidzej
Odpoczynek tam gdzie zawsze, pod kasztanowcem © Pidzej
Rzuciłem gołębiowi kawałek bułki. Kilka sekund później znikąd się ich 30 pojawiło :D © Pidzej
Są już liście. A także lampki świąteczne :D © Pidzej
Rynek w Nowym Sączu © Pidzej
Takie tam © Pidzej
No zielono się robi :) © Pidzej
Chyba tor konny © Pidzej
Wreszcie jest © Pidzej
Piękne okoliczności przyrody © Pidzej
Charakterystyczne skrzyżowanie © Pidzej
Stamtąd przyjechałem © Pidzej
Odpoczynek na przęłęczy © Pidzej
Bociany już urzędują © Pidzej
Charakterystyczne dla Beskidu Niskiego cerkwie © Pidzej
Przyjemna droga © Pidzej
Cerkiew w Tyliczu © Pidzej
Ku Słowacji © Pidzej
Na granicy © Pidzej
Ale mi narobili smaka © Pidzej
Na Słowacji © Pidzej
Nasi tu byli © Pidzej
Kawałeczek "krajówką" © Pidzej
Słowacja © Pidzej
Słowacja © Pidzej
Słowacja © Pidzej
Słowacja © Pidzej
Temperatura optymalna :) © Pidzej
Fajny język. Jak każdy Słowiański © Pidzej
?! Takie ciężkie wozidła tam mają? © Pidzej
Słowacja © Pidzej
Coś z serkiem pewnie © Pidzej
Droga na Wyżni Twarożec. Przede mną ściana gór © Pidzej
Tutaj wszystko się wyjaśniło © Pidzej
W Wyżnim Twarożcu © Pidzej
Z powrotem na krajówce © Pidzej
Gdzieś po drodze © Pidzej
Coś w rodzaju ścieżki rowerowej. Nienajgorsza ale dwa razy musiałem przenosić rower przez barierkę © Pidzej
Takie tam © Pidzej
Przedmieścia Bardejowa © Pidzej
Pamiętam te markety z Polski © Pidzej
Złota Zuzanna © Pidzej
Wysoka Szkoła Zdrowotnictwa i Socjalnej Pracy :D © Pidzej
Sportowa Hala © Pidzej
Odpoczynek w Bardejowie © Pidzej
Te też były w Polsce © Pidzej
Ale że o co chodzi?! © Pidzej
Przez jakieś wiochy © Pidzej
Potrawiny © Pidzej
W Zborowie © Pidzej
Powrót do Ojczyzny © Pidzej
Jeszcze jedno po drodze © Pidzej
Na granicy © Pidzej
Banan źle zniósł trudy podróży. Ale nawet dał się zjeść © Pidzej
Wspólna wieczerza. Dobra, już nie przeszkadzam © Pidzej
Ostatnia dziś przełęcz - Małastowska © Pidzej
Szybka fotka z Gorlic © Pidzej
Ostatni zjazd © Pidzej
No i Bobowa © Pidzej
NACHY SREDN: 2%
NACHY MAX: 18% (?)
WYSOK MAX: 728
0.05 - 23.05
3,5l
5 bułek z szynką, 5 bananów, 2 2/3 czekolady, pierniczki, wafelek i energy bar
Nowe gminy:
Małopolskie:
Nawojowa
Ujście Gorlickie
Sękowa
Moszczenica
Łużna
Kategoria ^ UP 3000-3499m, > km 250-299, Powrót pociągiem





























