> km 150-199
| Dystans całkowity: | 14491.19 km (w terenie 444.50 km; 3.07%) |
| Czas w ruchu: | 268:27 |
| Średnia prędkość: | 16.70 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 75.30 km/h |
| Suma podjazdów: | 59000 m |
| Liczba aktywności: | 85 |
| Średnio na aktywność: | 170.48 km i 10h 19m |
| Więcej statystyk | |
Turrrbacz :)
d a n e w y j a z d u
170.90 km
27.50 km teren
h
Pr.śr.: km/h
Pr.max:0.00 km/h
Temperatura:32.5
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Szczyt

https://photos.app.goo.gl/A3qEJXinZfYWRRrs5
https://connect.garmin.com/app/activity/23406248710
Do trzech razy sztuka :) Dziś zdobyłem Turrrrbacz. Nauczony
doświadczeniem że wyjazdy w góry o 7 rano nie mają sensu, bo już wtedy jest
upał, dziś wystartowałem zaraz po 5tej.
I tak jest gorąco :) Do Polski zmierza właśnie potężna fala
upałów, maxy mają być pod 40 stopni! A dziś jest jej początek, ze 30-33 ma być na południu kraju, z tym że
w górach oczywiście chłodniej. Tonę we własnym pocie, wypijam kolejne litry
płynów, i jakoś ciągnę powoli asfaltem przez Dobczyce, Kasinę, Mszanę. Po
drodze do wciągnięcia 3 przełęcze: Wierz banowska, zaraz obok Wielkie Drogi
oraz ostatni wspin na przeł. Przysłop Lubomierski, skąd wjeżdża się już na Gorczańskie szlaki. No tu to już w ogóle
patelnia, odpoczywam kilka razy żeby nie wyzionąć ducha. Napędza mnie wizja chłodu górskiego strumienia
oraz cienia iglastego lasu. W zasadzie pierwotny plan był taki, że z Lubomierza
chciałem wjechać (raczej wepchać) rower niebieskim szlakiem na Gorc, a potem grzbietem, zielonym
szlakiem, grzbietem kierunek Turbacz. Z tym że ten plan był zbyt ambitny. Wybieram
łatwiejszy, znany mi już wariant: z Lubomierza czerwonym szlakiem rowerowym na
pol. Jaworzynę Kamienicką, skąd już rzut beretem na Turbacz. Spory kawałek
wjeżdża się wgłąb Gorczańskich kniei asfaltową
alejką wzdłuż potoku. O tak, chłód od potoku
bije bardzo przyjemny :) Cała dolina tonie w
łopianach, i w cieniu ogromnych
świerków/jodeł. Mam zapas 2,5l wody także przygotowany jestem dobrze :) Kawałek
dalej zaczyna się terenowy szlak. Choć teren jest to (jak na Beskidy) bardzo
lekki – ubita, lekko kamienista
droga, która łagodnie trawersuje zbocza gór i
stopniowo nabiera wysokości. Podjeżdżalne w 100%, nawet dla dziecka, tyle że męczące. Droga
ciągnie się i ciągnie, zalicza kilka serpentyn ponad głębokim parowem potoku.
Ruch nawet jakiś jest, mijam kilku turystów, jednego e-bike’a, oraz 2
terenówki. W końcu las
przerzedza się, to znak że do szczytowych partii gór już
niedaleko. Pojawiają się widoki (m.in. na Gorc, na który chciałem jechać), i
zaczynają rozległe, porośnięte bezkresnymi
borowinami polany, spośród których sterczą samotne kikuty martwych drzew. Docieram do charakterystycznego miejsca. Jeszcze 2 lata temu droga tutaj kończyła się ślepo, a w lewo szła ledwie widoczna zielona ścieżka przez polanę. Ale zaraz, zaraz, coś tu się pozmieniało. Przedłużyli tą drogę, tj. wysypali kamieniami i ma ona dalszy swój bieg stromo pod górę, po polanie. No i dalej dało by się jechać, z tym że jest taki upał a mnie tak brakuje sił.
Więc wypycham tylko rower z mozołem, odpoczywając co chwila. Byle uciec z tej piekielnej łąki, byle do lasu. A całe to piękne miejsce to polana Jaworzyna Kamienicka. Jest też więc i słynna
Kapliczka Bulandy, i rozległe widoki na morze gór :) Kilka fotek i chowam się szybko w cieniu lasu. Obieram zielony->czerwony szlak na polanę Długą i dalej na schronisko pod Turbaczem. Wg. drogowskazów 45minut marszu. Rowerem z 15 minut
:) Trochę łomotu po szlaku wyłożonym
kłodami, i już jestem na wielkiej polanie, a na drugim jej końcu widać już okazały budynek schroniska pod
Turbaczem. Widać też panoramę Tatr, a ponad nią coraz mniej ciekawie
wyglądające chmury, w tym jeden wielki wysoki biały grzyb. Z którego może być
(ale nie musi) potem burza ;) W schronisku ludzi kupa, w tym circa 7 rowerzystów. Ja chyba jestem jedynym przedstawicielem tradycyjnej, nieelektrycznej szkoły MTB ;) Reszta
to elektryczne motorki a nie rowery. Wciągam naleśniki oraz piwo. 48zł :D Jakby coś większego zjeść i deser to można bez problemu ze stówy wyskoczyć :D No ale
nic, nie jem przecież tu codziennie obiadu, czasem można sobie pozwolić. Tymczasem chmurzastych grzybów nad Tatrami jest już kilka :) Kilka fotek, i siup na ścieżkę, na
czerwony szlak na sam szczyt Turbacza. Tzn. ścieżka to tu była kiedyś, rok temu
rozorali ją i jest teraz szeroka droga pełna głazów i korzeni. Podjeżdżalne w 99%, zjeżdżalne w 100%. Jednego
progu z korzeni nie umiem bowiem podjechać. Mała sesja foto, i w dół pod schronisko. Plan na zjazd jest
najfajniejszy możliwy tzn. czerwonym do Rabki. Jak dla mnie flow nie z tej
ziemi – idealny poziom trudności, albo raczej łatwości. Trochę kamieni oraz
korzeni oczywiście jest, ale zjeżdżalne dla mnie w 95%. Dwa odcinki pod
Turbaczem wolę sprowadzić. Do tego szlak jest już dobrze wyprażony upałami, błota prawie
brak, czyli też tak jak lubię. Po drodze międzylądowanie na Starych Wierchach,
i tu też tankowanie – drugie piwko. Zaraz potem jest Maciejowa, i kolejne
trzecie schronisko. Nie piłem tu nigdy piwa, ale dziś chyba odpuszczę, bo trzy
to za dużo, trzeba wszak wracać asfaltem do domu. Na Maciejowej widzę też coraz
rzadszy w górach widok, tj. dwa tradycyjne fulle, bez elektryki. Ogólnie dziś w Gorcach rowery nieelektryczne policzyć można było na palcach jednej ręki. I to włącznie
z moim rowerem. Odcinek z Maciejowej do Rabki to już lot a nie zjazd, bardzo łatwy i szybki odcinek. W Rabce chillout w parku, jakieś koncerty i śpiewy góralskie. Dobijam
trochę atmosfer w oponki, wciągam cheeseburgera w moim ulubionym bistro na
dworcu. I stąd mam jakieś 65km asfaltu do domu. W dół do Mszany, potem mozolne
kręcenie pod górę na przeł. Wielkie Drogi/Wierzbanowską. Tam podejmuję jedyną
słuszną decyzję, i ściągam koszulkę. Zjazd 65km/h z gołą klatą jest bardzo orzeźwiający :) W Dobczycach ładuję się jeszcze energolem i batonami, i
resztkami sił ciągnę hopki do Wieliczki. Ostatni zjazd do Wieliczki znów 60+
km/h :) Do domu dowlokłem się o 1.30. Burzy jednak nie było.
Udana wycieczka, Turbacz zawsze spoko :) A jutro tropikalny
żar wleje się do Polski, już nie mogę się doczekać :) Ale raczej jakaś taka
przejażdżka będzie tylko po okolicy. Nie podejmuję się jazdy po górach w 40 stopniach ;)
5.10 - 1.30
Kategoria > km 150-199, Terenowo
Liznąć Gorców
d a n e w y j a z d u
158.88 km
11.00 km teren
h
Pr.śr.: km/h
Pr.max:0.00 km/h
Temperatura:27.5
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Szczyt

https://photos.app.goo.gl/av7xZUMoQ3AJifzw8
https://connect.garmin.com/app/activity/23310763991
Tak więc nadszedł ten dzień, gdy trzeba pierwszy raz
zaatakować góry, góry w sensie MTB. Wzuwam Peakowi terenowe 2,25" laczki, i startuję
6.45. No ale gdzie tu jechać? Od razu Turbacz? Czy może łagodniej,
Wierzbanowska Góra + Lubomir na rozgrzewkę? Wyjdzie w praniu. Na razie mozolnie
nawijam asfalt wojewódzkiej szosy, najdalej na przeł. Wielkie Drogi będę mógł
podjąć decyzję. Jest porno i dusno. Ale nie ma całkowitej patelni, bo niebo
zasnute jest chmurami. Takimi potencjalnie burzowymi chmurami. Jakże zmienił
się spokojny i sielski krajobraz w okolicach Kasiny, Mszany, Rabki. Teraz to
jeden wielki plac budowy. Potężny ruch ciężarowy, tumany kurzu. Stosy betonowych podkładów kolejowych. Budują nową
linię kolejową. To dobrze. Za kilka lat nie będę musiał dymać asfaltem w góry,
tylko sobie podjadę pociągiem np. do Mszany i od razu wskoczę na szlak :) W międzyczasie
podejmuję decyzję, że zaatakuję Stare Wierchy, od strony Olszówki. A potem się zobaczy. I tak też
robię, wciągam szybką zapiekanę w Mszanie, a Rabie Niżnej odbijam na Olszówkę.
Droga przez wieś pnie się do góry. Wieś kończy się, a stromizna narasta. Do
tego pełna patelnia, tak że ledwo dycham. W końcu jestem jednak w miejscu gdzie
wjeżdża się na zielony szlak. Ten jest bardzo przyjemny, w cieniu lasu i
chłodzie strumienia zupełnie inna jazda. Zielony to taki tylko łącznik. Dobijam
nim do głównego czerwonego, i stąd już fajna droga na Stare Wierchy. Ilość
błota większa niż zwykle, no kapryśne to lato mamy. Na Starych Wierchach już
wiem że pass. Turbacz to nie dzisiaj. Jest już po 15tej, do tego mnóstwo chmur,
nie chcę ryzykować burzy na szlaku. Tak że wciągam tylko zimne piwko, i szukam
na mapie szlaku na powrót. Z tym piwkiem na Starych Wierchach to też jest
ciekawa sprawa ;) Pani nalewa je z takiego typowego barowergo nalewaka, no i jak to zwykle bywa robi się
piana. Rzecz normalna. Ale nienormalne jest to, że Pani tą pianę z wierzchu wybiera
łyżką do garnuszka, a dolewa płynu (piwa) po brzegi :D Z jednej strony
dobrze, bo więcej piwa się dostaje. Z drugiej strony jest to chyba niezgodne ze
sztuką. Z trzeciej strony, ciekawe co Pani robi z tą pianą w garnuszku, która
powoli zmienia się w płyn. Dolewa z powrotem do kega? Mniejsza jednak o to,
piwo w górach zawsze smakuje lepiej niż domu, choćby było i bez piany. Tymczasem
stanęło na tym, że zjazd odbędzie się szlakiem niebieskim, na Obidową, do
starej zakopianki. No tu błotka jeszcze więcej :) Ale sam szlak jak dla mnie to
5km przyjemności, płasko lub łagodnie w dół po niezbyt dużych kamolach. Raz dwa
zlatuję nim na Obidową, pod stację benzynową. Zaraz będzie atrakcja innego rodzaju
:) Stromy (15-20%) zjazd asfaltem do Rabki :) Przy 60km/h można fajnie
odwirować błoto z kół :) Tak że do Rabki to właściwie się teleportuję. Jakieś
tam lody, coś tam w Żabce, i zbieram się w drogę powrotną. A zamiast po raz
setny jechać na Mszanę, Kasinę, Dobczyce, dziś wrócę starą Zakopianką. Po
zbudowaniu równoległej ekspresówki, ze starej szosy zrobiła się fajna na rower
droga ruchu lokalnego. Najpierw wspinam się na zbocze Lubonia (ekspresówka idzie pod spodem, słynnym tunelem), a potem znowu
kolejny szybki zjazd aż do Lubnia. No efektownie wyglądają te potężne estakady nowej Zakopianki. Z Lubnia do Myślenic droga już prosta, i płaska
- serwisówka. W Myślenicach jakaś tam impreza (Dni Myślenic), szybka pizza w
Żabce, i do domu, po pogórkach Pogórza Wielickiego. Na szybkich zjazdach odrobina
orzeźwienia po tym upalnym dniu. Turbacza co prawda nie zdobyłem, ale i na niego przyjdzie czas. Udana wycieczka.
6.45 - 00.30
Kategoria Terenowo, > km 150-199
Tam gdzie zawsze :)
d a n e w y j a z d u
189.60 km
0.00 km teren
h
Pr.śr.: km/h
Pr.max:0.00 km/h
Temperatura:25.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Zapierdalacz

https://photos.app.goo.gl/boPRwwB5U4XZWvyy6
https://connect.garmin.com/modern/activity/22743081031
Czyli przejażdżka do Oświęcimia :) Rowerek po wiosennym remonciku - linki, pancerze, klocki, owijka itp. Tak że jedzie się przyjemnie, zwłaszcza przednia przerzutka ładnie chodzi oraz bardzo przyjemna w dotyku jest nowa owijka. Pogoda piękna, mnóstwo rowerzystów, zwłaszcza w bliskich okolicach Krakowa. Do Oświęcimia można dojechać szlakami rowerowymi na 100 różnych sposobów. Dziś obrałem wariant: z początku za WTR, potem na drugi (patrząc od Krk) rzadko odwiedzany prom. Wody malutko, Wisła bardzo wąska. W Łączanach nazad na południowy brzeg rzeki. Docieram do Zatora, wciągam w Żabce pizzę, i się zastanawiam. Czy z powrotem, czy atakować Oświęcim? Wieje w plecy, stanęło na Oświęcimiu. Były jak zawsze mocne akcenty, pościgi i wyścigi. W Oświęcimiu małe zwiedzanko bulwarów Soły, i nazad. Aby przyspieszyć, na Zator kurs DK 44. W Zatorze znów hop na szlaki rowerowe. Trochę tu pobłądziłem, ale to dobrze, bo przez przypadek dotarłem w ciekawe miejsce. Kopiec Grunwaldzki. Nie taki rzecz jasna okazały, jak krakowskie kopce, może ma kilka metrów wysokości. Obok fajna wiata odpoczynkowa w cieniu topoli. Trochę się tam zasiedziałem, tak że na wałach Wisły złapał mnie wieczór, i niezły chłód, koło 5 stopni. Jak zwykle zatem w Tyńcu ekakuowałem się z nadwiślańskiego wału na szosę, i nią dotarłem do Krakowa.
8.30 - 00.35
Kategoria > km 150-199
Do Oświęcimia pod wiatr
d a n e w y j a z d u
176.50 km
0.00 km teren
h
Pr.śr.: km/h
Pr.max:0.00 km/h
Temperatura:20.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Zapierdalacz

https://photos.app.goo.gl/9Tnw65TPUmXVFaZC9
https://connect.garmin.com/modern/activity/22662000462
Nie mając pomysłu na wycieczkę znowu poleciałem do Oświęcimia. Oczywiście dziś znów innym wariantem. Jest tyle tych tras rowerowych tam i promów że można kombinować. A dziś do Oświęcimia jechałem pod MEGA WICHURĘ. Zaraz po wyjeździe z Krakowa na wał wiślany wicher pokazał co potrafi. I do tego jeszcze załączył mi się w głowie tryb rywalizacji i robiłem jakieś mniej lub bardziej udane wyścigi z rowerzystami. Wiadomo, niedzielnych rowerzystów łykam wszystkich. Ale w okolicach Łączan przez 6 km ścigałem się z prawdziwym kolarzem, prawie wyplułem płuca a ostatecznie i tak przegrałem. Straciłem na to mnóstwo sił ale trening był niezły. Promem w Przewozie kosztem 1zł przepłynąłem na północny brzeg Wisły, i do Oświęcimia jadę za trasą WTR. Nie lubię tutaj pewnego odcinka, przez kilka km trzeba się tłuc szutrem. Na ostatnich km przed Oświęcimiem to już duło tak, że w dolnym chwycie, sporym wysiłkiem, jechałem 15-16km/h... W Oświęcimiu w nagrodę wciągam wielką zapiekanę tam gdzie zwykle. Przejazdem zwiedzam jakieś blokowiska, nawet ładny ten Oświęcim. W drogę powrotną do Zatora poleciałem krajówką, 44ką. "Poleciałem" to jest dobre słowo, gdyż prędkości z wiatrem osiągałem tu znaczne, 30-40-50km/h :) Długo się tą wichurą w plecy jednak nie nacieszyłem, gdyż jak wiadomo wieczorem wiatr z reguły cichnie. Także od Zatora, powrót szlakami rowerowymi turystycznym tempem, zmęczenie znaczne. Tym samym promem przepłynąłem znów na północny brzeg, i potem przez lasy, i stopień wodny w Łączanach znów na brzeg południowy. W Łączanach wciągam bonusową pizzę w Żabce. Nowy smak, Tex-Mex, lekko ostra, weszła pięknie :) Do Tyńca wróciłem po śladzie. W Tyńcu zmęczenie tak duże że musiałem się wspomóc energolem i batonikami w Żabce, na szczęście zdążyłem gdyż dochodziła 23cia. Już nie chciało mi się wracać na wał wiślany, tylko do Krk główną szosą. Tam bliskie spotkanie z dzikiem :) Nieźle się wystraszyłem, na szczęście chrumknął i uciekł w swoją stronę...
8.45 - 00.20
Kategoria > km 150-199
Szybki Oświęcim
d a n e w y j a z d u
165.90 km
0.00 km teren
h
Pr.śr.: km/h
Pr.max:0.00 km/h
Temperatura:25.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Zapierdalacz

https://photos.app.goo.gl/BavNNgtkhPDoARwK7
https://connect.garmin.com/modern/activity/22432333461
Szybki gdyż całkiem sprawnie mi poszło :) Przepalenie szosówki po zimowym przestoju, kupiłem też wreszcie nową sakwę, bo stan starej wołał już o pomstę do Nieba. Oczywiście sprawdzony model, Sport Arsenal SNC 465.
Wielkanocne śniadanko przedłużyło się tak że wyruszyłem chwilę po 12tej. Myślałem że skończy się na jakichś Łączanach, ale szło tak dobrze ostatecznie wyszedł mi Oświęcim. Pomimo silnego pd-zach wichru (czyli w ryj) urządzałem sobie wyścigi z kolarzami/kolarkami na WTR do Tyńca :) W Tyńcu pod klasztorem wiosna na całego, tłumy turystów, rowerzystów, kampery i zapach grillowanej kiełbasy :) Potem pomimo że wiatr przycichł, już się nie ścigałem, tylko trzymałem dobre tempo bez zbędnych odpoczynków. Za bardzo nie zastanawiając się nad drogą, tylko lecąc naprzód trafiłem na nowe, ciekawe trasy rowerowe - Velo Skawa? Velo Łączany? Czy jak tam one się nazywają. No fajna sprawa, coraz więcej km tych asfaltowych alejek poprowadzonych po wałach Wisły. Chyba z 25 stopni dziś było. Jakże bardzo kontrastują z tą ciepłotą ośnieżone, białe sylwetki gór na horyzoncie! W kultowej wśród bikerów Żabce w Łączanach wciągam pizzę. Przypadkowo obrany kurs skierował mnie do Zatoru. I tam stwierdziłem że nie ma sensu szukać dalej szlaków rowerowych, tylko wbiję na DK 44 i nią dociągnę do Oświęcimia. Po drodze zwiedzam jeszcze ciekawy wiadukt kolejowy, a zaraz potem pojawiają się już na horyzoncie kominy zakładów chemicznych pod Oświęcimiem. Przejazdem zwiedzam centrum tego całkiem ładnego miasteczka. Pizza jednak nie wystarczyła. Wciągam jeszcze bonusową, 50cm zapiekanę tam gdzie zawsze :) Tak jestem przygotowany do drogi powrotnej. Kieruję się znaną drogą na WTR, i nabieram wiatru w plecy. Wraca mi się całkiem sprawie. Trochę wkurzają szutrowe odcinki bez asfaltu. Stopniem wodnym w Łączanach przejeżdżam na drugą stronę Wisły. Prognozy pogody mówiły o możliwych słabych burzach, no i nie myliły się. Faktycznie idzie jedna burza, gdzieś hen nad Olkuszem. I równolegle druga, hen nad Beskidami. Obie niegroźne, bo tylko je widzę (błyski) a nie słyszę (brak grzmotów). Ale przelotny deszczyk jednakowoż mnie doparł przed Skawiną. Jako że nie wziąłem ubrań p/deszcz, uciekam z wału wiślanego na krajówkę, w razie czego schronię się na przystankach. Więcej jednak nie padało, i domu docieram o wpół do drugiej prawie suchy. Ciepło takie że cały czas na krótko jechałem, nawet po północy :)
12.20 - 1.25
Kategoria > km 150-199
Rzeszowik
d a n e w y j a z d u
180.50 km
0.00 km teren
h
Pr.śr.: km/h
Pr.max:0.00 km/h
Temperatura:20.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Zapierdalacz

Krajóweczką do Rzeszowa :)
Tak więc z prognoz wynikało że szykuje się nam JEDEN jedyny dzień babiego lata w październiku. Wow. No ale jak planeta płonie to płonie, nie ma rady. Postanowiłem zatem ten dzień godnie wykorzystać. Zamiast tłuc się po mieście z wielką zieloną torbą na plecach, pojechałem na wycieczkę. Pewnie skończyło by się na jakimś kręceniu się po Puszczy Niepołomickiej ale wszedłem sobie na stronkę PKP a tam tani bilecik z Rzeszowa do Krk, za 29zł (w tym rower za 9zł). Tak że się skusiłem :) Kiedy jak ostatnio byłem w Rzeszowie, ho ho... Wyruszyłem dość wcześnie, o 8mej, choć wypadałoby tak naprawdę wcześniej. Standardowo w Wieliczce wskoczyłem na starą czwórkę. Wiatr południowo-zachodni, tak że leciało się dobrze, choć bywało lepiej. Bochnię, Brzesko, Tarnów - omijam tranzytem, szkoda czasu. Wszystkie pozostałe miasteczka po drodze, tj. Wojnicz, Dębicę, Pilzno, Ropczyce, Sędziszów - przejeżdżam przez centrum. Pogoda faktycznie piękna, od 10tej do około 16tej jadę całkiem na krótko. Ze stałych ciekawostek odwiedzam opuszczoną stację benz. oraz (czynną) pompę ropy naftowej. W Dębicy wciągam dobrego i niedrogiego kebsa (20zł). Do Rzeszowa dociągam po zmroku, o 20tej. Mam 2 godziny na zwiedzanie. Rzeszów to szybko rozwijające się i bardzo nowoczesne, progresywne można by rzec, miasto. Mają zarówno gejowską tęczową kładkę, jak i okazały, 160m wieżowiec - Olszynki Park. Jest to warszawski kaliber wieżowca. W Krakowie takich nie ma. To właśnie Olszynki Park był głównym celem mojego zwiedzania. Widać go z bardzo daleka i łatwo trafić. No wygląda bardzo imponująco, zwłaszcza jeśli patrzeć z odpowiedniej strony. Poza tym przejechałem bulwarami nad Wisłokiem, zwiedziłem kawałek starówki - ale na rynek jakoś nie trafiłem. Potem jeszcze okolice wyremontowanego dworca PKP oraz obskurnego dworca PKS. Pociąg o 22.25. Nie dość że niedrogi, to jeszcze szybki i pusty :) W Krk przed północą.
https://photos.app.goo.gl/L8utLtduc2L2khPn6
https://connect.garmin.com/modern/activity/20779158042
8.05 - 1.10
Kategoria > km 150-199, Powrót pociągiem
WTR do Oświęcimia
d a n e w y j a z d u
169.50 km
0.00 km teren
h
Pr.śr.: km/h
Pr.max:0.00 km/h
Temperatura:25.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Zapierdalacz

Standardowa traska do Oświęcimia, na nowych oponkach :) Należały się Tribiemu. Trochę WTR, trochę przez wsie, trochę Velo Łączany. Poranek mocno mglisty a potem lampa 25'C. 4x prom. Widać postęp jesieni. Mniej żółtej nawłoci, więcej żółtych liści. Małe zwiedzanko Oświęcimia. Na powrocie zachmurzyło się, i zacząłem ucieczkę przed deszczowym frontem który zmierzał nad Polskę znad Czech. Deszcz ostatecznie mnie dopadł, ale okazał się niezbyt duży.
https://photos.app.goo.gl/o5C2kw8TsZWspvNt8
https://connect.garmin.com/modern/activity/20346641808
7.15 - 23.30
Kategoria > km 150-199
WTR (i innymi szlakami) do Oświęcimia
d a n e w y j a z d u
181.50 km
0.00 km teren
h
Pr.śr.: km/h
Pr.max:0.00 km/h
Temperatura:27.5
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Zapierdalacz

Nowy super szlak rowerowy :)
https://photos.app.goo.gl/8VxAtY9KWP5t8FFi8
https://connect.garmin.com/modern/activity/20125434726
Dziś ostatni dzień przed pogorszeniem pogody, zaplanowałem
sobie zatem traskę podobną jak w ub. tygodniu. Czyli szlakami rowerowymi do
Oświęcimia. Aby jednak nie jechać tak samo, trochę sobie urozmaicę drogę. Za
Skawiną nie pojadę WTR wiejskimi drogami, a ścieżką rowerową wzdłuż kanału
Łączańskiego, a potem się zobaczy. I tu odkryłem że trasa ta została
przedłużona! Musieli to zrobić niedawno, bo asfalt jest ciemny, świeżutki. Velo
Łączany się nazywa ten szlak, i można przejechać nim całą długość kanału
Łączańskiego: od stopnia w Łączanach, gdzie się zaczyna, aż do końca kanału,
czyli Skawiny (kanał zasila elektrownię w wodę). Jest to bardzo ciekawa i
kusząca alternatywa dla WTR na tym odcinku :) Z ciekawostek jest tu kilka
syfonów, czyli skrzyżowań mniejszych cieków wodnych z kanałem. Woda przepływa
tutaj pod dnem kanału, nie mieszając się z wodami kanału. W Łączanach
standardowo coś na ząb w Żabce. Potem odkryłem jeszcze jeden świeżutki asfalt
na wale, ale on był za świeży, jeszcze gorący ;) Dlatego musiałem zjechać w
wiejskie drogi. Dziś okolice toną nie tylko w żółci nawłoci, ale także coraz
więcej jest żółtych liści na drzewach. Oraz suchych liści na ziemi – głównie z
topoli. Takie chyba pierwsze oznaki jesieni. Aby nie jechać tak samo jak
tydzień temu, Wisły nie przekraczam stopniem w Łączanach, tylko kieruję się na
prom w Przewozie. Koszt 1zł. Omijam też przy okazji podjazd po drugiej stronie
rzeki. Wpadam też na pomysł aby na rozwidleniu tras na wale obadać trasę w
prawo. Jakąś pętlę przez Babicę. Ale to był zły pomysł. Pobłądziłem, szlak
zgubiłem i kilka km jechałem gruntową drogą przez lasy i stawy rybne. Docieram
do szosy wojewódzkiej, przybliżam się nią ku Wiśle, i wskakuję na WTR którą bez
kombinacji już dociągam do Oświęcimia. Jakieś tam zwiedzanko, bulwary Soły i
zapiekanka kaliber 50cm. Powrót prawie że po śladzie. Do Oświęcimia miałem pod wiatr,
tak że teraz z wiatrem jest. Znowu promem na drugi brzeg rzeki. Gdzieś
pobłądziłem, wjechałem w remontowaną drogę i złapałem kapcia (dobicie). Okazuje
się że kanał Łączański ma też funkcję transportową – widziałem jak w nocy na
kanale łączyli z holownikiem skład barek z kruszywem. Nocą chłodnawo, ale jakoś
dotrwałem w krótkim rękawku.
7.15 - 0.55
Kategoria > km 150-199
WTR do Oświęcimia
d a n e w y j a z d u
184.10 km
0.00 km teren
h
Pr.śr.: km/h
Pr.max:0.00 km/h
Temperatura:32.5
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Zapierdalacz

Całe łany tej żółtej roślinki wypełniały mi większą część kadru przez wiele km trasy :)
https://photos.app.goo.gl/msTmiHXB7L26E1AHA
https://connect.garmin.com/modern/activity/20071587120
Przyjemny i upalny dzionek, najupalniejszy chyba z tej fali
upałów postanawiam przeznaczyć na jednodniową traskę do Oświęcimia. Wiślana
Trasa Rowerowa (i inne szlaki rowerowe na zachód od Krakowa) to normalnie
odkrycie 2025 roku! Na miarę odkrycia WTR za wschód od Krakowa w 2020. Pamiętam
że jesienią 2020 zacząłem eksplorować WTR na zachód i bardzo się wtedy zniechęciłem.
Rozkopane wały, brak oznaczeń, syf i dziadostwo. I stwierdzałem że nie ma sensu
zapuszczać się dalej niż do Tyńca na zachód. Chyba w ub. roku przez przypadek
dotarłem WTR do Skawiny, a potem kawałek za. No a w majówkę b.r. zaczęło się na
dobre :) Dotarłem WTR, szlakami karpia i innymi szlakami do Łączan, potem do
Zatora, a wreszcie i do Oświęcimia.
Dziś właśnie poszedł Oświęcim, w obie strony równiutko za
WTR. Nadwiślańskie doliny TO-NĘ-ŁY wręcz nie w zieleni, jak zwykle, a w łanach
żółtej nawłoci! Wyglądało to bardzo widowiskowo. Było trochę odcinków
terenowych na szosówce, oraz zapiekanka w Oświęcimiu (ze świeżą pieczarą). Powrót
po śladzie. Zauważyłem że nocą spod stopnia w Łączanach widać światła kominów
elektrowni w Skawinie. Mało brakowało też do kolizji z sarną, która
przekraczała trasę rowerową w sposób niebezpieczny i niedozwolony.
Trzeba kiedyś polecieć WTR do Wisły, do samego początku
trasy :)
8.15 - 1.05
Kategoria > km 150-199
Turbacz 3
d a n e w y j a z d u
175.00 km
29.00 km teren
h
Pr.śr.: km/h
Pr.max:0.00 km/h
Temperatura:22.5
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Szczyt

(na fot. Stare Wierchy, nie Turbacz)
https://photos.app.goo.gl/ZPjS3MASubCs3Zqu7
https://connect.garmin.com/modern/activity/19594693477
Przypadkowo w piątek przy dopisywaniu tripów do BSa wyszło
mi, że realne jest dokręcenie do 3000km w czerwcu! Byłby to mój miesięczny
rekord życiowy. Jak pomyślałem tak też zrobiłem, i na 30 czerwca zostało mi do
dokręcenia 175km. Stanęło znowu na wycieczce na Turbacz. Gdyż wpadłem na pomysł
dłuższego wariantu trasy, tak aby dobić brakujące 175km.
Startuję dość wcześnie, o 7 rano i uderzam jedyną słuszną
drogą na Dobczyce, Wiśniową, Kasinę, Mszanę. Pogoda szykuje się piękna,
słoneczna a ryzyko burz/opadów – zerowe. Przez przeł. Wierzbanowską/Wielkie Drogi sprawnie dociągam do Mszany, i tu odbijam w szosę wojewódzką. Kolejny
podjazd – szosa wspina się na przeł. Przysłop. (750m n.p.m.). Kiedyś na
szczycie był sklepik ale chyba już go nie ma. Tak więc wjeżdżał będę na szlak
tylko z litrem wody – musi wystarczy do schroniska. Początek szlaku to piękna asfaltowa alejka doliną rzeki Kamienicy. Są odcinki pośród morza łopianów, oraz
bardziej leśne, pomiędzy ogromnymi świerkami. Po kilku km asfalt kończy się a
zaczyna terenowy szlak. Terenowy to może za dużo powiedziane. Po prostu dobrze
ubita, wysypana żwirem gruntowa droga. Wysokości nabiera się nią elegancko.
Większą cześć podjazdu ciągnę bez większego wysiłku na „dwójce”. Pustki
zupełne, pewnie dlatego że poniedziałek. Ostatniego turystę widziałem gdzieś
pod koniec asfaltu, a następni będą dopiero kawałek przed schroniskiem. W tym
samym czasie nieopodal, koło Limanowej trwa obława na podwójnego mordercę który
ukrywa się gdzieś w górskich lasach. Wkręcam sobie że on schronił się gdzieś w
Gorcach, wyłoni się gdzieś zza drzewa i mnie odstrzeli… Poważnie, miałem takie
dziwne myśli. Od obszaru poszukiwań do miejsca gdzie jestem jest raptem
kilkanaście km w linii prostej. Tak więc dziś napędza mnie nie tylko wizja
piwka w schronisku, ale także strach przed seryjnym mordercą. Droga łagodnie
pnie się do góry. W końcu docieram do miejsca gdzie las się przerzedza, a
spośród wszechobecnych borowin wystają martwe kikuty uschłych świerków. Jest
stąd dobry widok na sąsiedni szczyt – Gorc, i wieże widokową na nim. Wreszcie
docieram do charakterystycznego, znanego mi miejsca. Droga gruntowa nagle urywa
się, jakby była to ślepa uliczka. Ale to tylko złudzenie – w lewo odchodzi
stroma dróżka, która pnie się stromo po łące. Jestem na polanie Jaworzynie,
czyli już w szczytowych partiach Gorców. Do 1300m n.p.m. wiele tutaj nie
brakuje. Widoki na Gorce/Beskid Wyspowy są stąd wspaniałe. Jest też
charakterystyczna Kapliczka Bulandy - nazwana na cześć słynnego Gorczańskiego
bacy. Zanim obiorę kurs na piwko schronisko, zahaczam jeszcze o Kiczorę. To
raptem parę minut drogi. Warto było, dla widoków na wschodnią część Tatr oraz
leżące przed nimi jez. Czorsztyńskie. Z Kiczory już tylko rzut beretem na Długą
Halę. A na drugim jej końcu, na wzniesieniu widać już okazały budynek
schroniska. Standardowo wciągam piwko, naleśniki i kupuję przedrożoną wodę. I
standardowo ta woda niepotrzebna. Piwo na Turbaczu i drugie na Starych
Wierchach napoją mnie wystarczająco a butelkę wody otworzę dopiero w Rabce :D
Standardowo również zahaczam o szczyt Turbacza, żeby była fotka pod obeliskiem.
Zjazd do Rabki to już tylko formalność. Bardzo przyjemna formalność :) Pogoda
stabilna, szlaki suche jak pieprz, turystów prawie zero, leci się szybko i
bezpiecznie. Stromą rynnę przed Obidowcem jak zawsze sprowadzam, nie ma co
kusić losu. Na Starych Wierchach (foto tytułowe) drugie piwko, żeby uzupełnić brakujące
witaminy i mikroelementy. Wciągam je ze smakiem. Gorzej mają trzej panowie stolik
obok (robotnicy?). (Są na zdjęciu tytułowym po prawej) Z podsłuchanych rozmów wnioskuję, że piją już trzeci dzień, a teraz klinują. Faktycznie chłopy słabo wyglądają, a czują się zapewne jeszcze gorzej niż
wyglądają. W końcu których z nich rzuca „co za dużo to niezdrowo, jak to
mawiają”. Nie dopijają piw, nie dają rady, zwijają się. Ciężki los. Obczajam
jeszcze zaparkowanego pod schroniskiem ogromnego Unimoga, i ruszam w dół, na
Maciejową. Od Starych Wierchów aż do Rabki zjechane/podjechane praktycznie
wszystko (no 99% szlaku). Do schroniska na Maciejowej po trzecie piwko jednakowoż
nie zajeżdżam. „Co za dużo, to niezdrowo”. Zgodnie za poradą Pana robotnika ;) W
Rabce po 19tej, zjazd zajął mi zatem ok. 2 godziny. Wciągam zapiekanę w moim
ulubionym bistro pod dworcem, jakieś tam zakupy, dopompowanie oponek. Powrót do
Krk dobrym tempem, nie było też dużych inwersji, tj. zimnicy w dolinie Raby.
Jednak brakło mi prawie 10km do wymaganych 175ciu na dziś. Dokręcam po
osiedlach i parkach, strasznie się nie chciało ale jak mus to mus. Nie wiem
kiedy następnym razem będzie okazja na 3 klocki w miesiącu. W domu koło 2giej w
nocy. 3000km w miesiącu zaliczone :)
7.05 - 2.10
Zaliczone szczyty:
Beskid Wyspowy:
przeł. Wielkie Drogi 562 x2
przeł. Wierzbanowska 502 x2
Gorce:
Przeł. Przysłop Lubomierski 750
Jaworzyna Kamienicka 1288
Kiczora 1282
Przeł. Długa 1009
Turbacz 1310
Rozdziele 1198
Obidowiec 1106
Groniki 1027
Przeł. Pośrednie 918
Jaworzyna Ponicka 995
Bardo 948
Maciejowa 836
Kategoria > km 150-199, Korona Gór Polski, Terenowo





























