> km 100-149
| Dystans całkowity: | 23743.41 km (w terenie 389.00 km; 1.64%) |
| Czas w ruchu: | 500:41 |
| Średnia prędkość: | 18.62 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 75.00 km/h |
| Suma podjazdów: | 88914 m |
| Liczba aktywności: | 199 |
| Średnio na aktywność: | 119.31 km i 6h 10m |
| Więcej statystyk | |
Turbacz 3
d a n e w y j a z d u
117.20 km
27.00 km teren
h
Pr.śr.: km/h
Pr.max:0.00 km/h
Temperatura:27.5
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Szczyt

Widok z Godermana
https://photos.app.goo.gl/WXj54QsmtmWooZLZ9
https://connect.garmin.com/app/activity/24294694919
Tak więc nadchodzi wielkimi krokami pewnie już ostatnia w tym roku (buuu…) 2-dniowa fala upałów, i zamierzam wykorzystać pierwszy jej dzień na trip na Turrrbacz :) Trzeci w tym roku :) Nie ma ochoty na oranie asfaltu w dwie strony, zatem podjadę sobie PKP do New Targu. Przed trasą robię jeszcze serwis prawie wszystkiego w Peaku, tj. napęd, widelec, obie piasty. Zwłaszcza tylna wymagała zaglądnięcia, by spory luz. Zapodałem nowe łożyska – dalej jest luz, tylko że mniejszy :D Nie ma to jak stare dobre kulki i konusy od Shimano jednak.
Zrywam się z łóżka o 5 rano. Albo i nie rano, bo za oknem noc. Ciągnę szybko na dworzec, wsiadam w pociąg, ciągle ciemno. Odjazd planowo 5.58, na starcie już obsuwa 15 minut. A w New Targu pół godziny, jestem o 8.30, ale to i tak bardzo wcześnie, czasu a czasu. Poszukując nowych opcji podjazdu na szczyt wynalazłem żółty szlak. Ale nie ten kultowy żółty, z New Targu, a żółty z Łopusznej. Nie PTTK, tylko jakaś ścieżka dydaktyczna czy cuś. Tak więc ciągnę asfaltową (piękną!) trasa Velo Dunajec do Łopuszna, i próbuję odnaleźć wspomniany szlak. Oznaczeń brak. Przez cały ten żółty szlak znajdę dosłownie jeden, przewrócony słupek z oznaczeniem. Nie wiem czy to nie jest czasem robota miejscowych zachłannych góroli, którzy celowo niszczą oznaczenia. Bo moje pole, mój las, moje wszystko, itp., wiadomo ocb. Ale to tylko hipoteza. W każdym razie mam na telefonie stosowną mapę, która poprowadzi mnie jak po sznurku. Pogoda – żyleta. Niecałe 30 stopni, zero szans na deszcz czy burzę. Początek szlaku to średnio stroma asfaltowa ścianka – z kapitalnym widokiem na ścianę Tatr! A potem zaczyna się całkiem przystępna pod rower leśna droga. Zero błota, nachylenia do podjechania. Tzn. byłyby do podjechania, gdyby nie małe problemy ze sprzętem. Nie wchodzi mi „jedynka”… Tzn. wchodzić wchodzi, ale łańcuch skacze po zębatce jak szalony. Powód raczej oczywisty – skrajnie zużyty napęd. A dokładnie rozciągnięty łańcuch nie przyjmuje już tej jednej, prawie nie zużytej, największej koronki. Próby regulacji kąta opasania/dolnego zakresu na nic się zdają, jak skakało, tak skacze dalej. A jeszcze w lipcu gdy byłem poprzednio na Turbaczu było ołkej... Zatem zamiast na 30-46 jadę na 30-40, i serce mi zaraz wybuchnie albo dostanę wylewu ;) Walczę ile się da, ale podprowadzania było więcej niż być powinno. Plan podjazdu zakłada też zdobycie 3 nowych szczytów na tym żółtym szlaku: Legutków (704), Goderman (coś jakby po DE, 721) oraz Gralowej (873). Aby zdobyć Legutków muszę odbić ze szlaku i błądzić po polach i chaszczach. Gdy jestem w odległości ze 40m od wielkiej sosny która rośnie na szczycie (paluch ją pokazuje), uznaję go za zaliczony. Jak chodzi zaś o
Godermana - docieram tu centralnie na szczyt szczytu, znajduję się on na środku pola uprawnego, łatwo dotrzeć, kawałeczek od szlaku. Widoki na Tatry – M – E – G – A (fotka tytułowa). Gralową, cóż, objeżdżam w niewielkiej odległości szlakiem i uznaję za zaliczoną. Nic za wszelką cenę, nie będę przedzierał się przez strome zbocza i zwalone drzewa, raz tak wdepłem w gniazdo os :) W międzyczasie żółty szlak nie-PTTK dobija do niebieskiego szlaku PTTK, i nim dociągnę na dobrze mi już znaną Bukowinę Waksmundzką. Po drodze jedna sroga stromizna, skalna rynna w kształcie litery V, i tachanie roweru pod górę. Na Bukowinie jak to na Bukowinie, mnóstwo buków :) Pełno poskręcanych, powyginanych wiatrem drzew, na pniach których jakby wypisany jest cały ten trud trwania w wysokich górach. Stąd na szczyt Turbacza już w zasadzie rzut beretem. Do niebieskiego dołącza kolejno czarny, zielony i żółty szlak i taka ich „wiązka” idzie już pod samo schronisko. Szlak znów bardzo przyjemny i podjeżdżalny, nawet na „dwójce”. Za zakrętem w lewo wyłania się potężna bryła schroniska. Jedno z największych w polskich górach, 110 miejsc noclegowych! Turystów dziś ilość średnia, no ale wrzesień i środek tygodnia. Reprezentacje dwóch teamów: E-MTB i MTB dziś są wyrównane :) Z reguły jest miażdżąca przewaga elektryków. W schronisku tradycyjnie piwko + naleśniki. A potem hyc na szczyt Turbacza, pod obelisk, kawałeczek czerwonym szlakiem. Pomimo braku jedynki dziś podjechałem wszystko :) Nawet ten jeden próg z korzeni, na którym zwykle wymiękam. Fotka pod obeliskiem, i nazad, pod schronisko, zjechałem ofc 100%. Młoda godzina, raptem 13ta, miałem niby jakieś plany na eksperymentalne zjazdy innymi szlakami. Ostatecznie jednak stanęło znów na czerwonym do Rabki. On jest taki fajny, że nie mogłem mu się oprzeć. Dwie wysypane kamieniami rynny jak zwykle wolę sprowadzić, jednak pozostałe 95% szlaku to bardzo płynna i przyjemna jazda. Na szlaku totalna susza, jedyna woda to słynne „wieczne kałuże”, ale też mniejsze niż zwykle. Zainteresowały mnie pewne niebieskie kwiaty, to dość nietypowe, kwiaty kwitnące we wrześniu. Na Starych Wierchach tradycyjnie międzylądowanie, i międzytankowanie - drugie piwko :) Odcinek przez Maciejową do Rabki to już w zasadzie formalność. Sru w dół, i tyle :) Circa 2h zajął mi zjazd Turbacz-Rabka, wliczając pit-stop na Starych Wierchach. W Rabce tradycyjnie wciągam cheeseburgera w moim ulubionym bistro na dworcu (podrożał z 17 na 18zł!). No a reszta to już mozolne trochę oranie 60km asfaltu do Krakowa. Do Mszany w dół, do Kasiny pod górę. W Żabce w Kasinie wspomagam się zapiekanką i energolem. Wszędzie piętrzące się na kilka metrów stosy betonowych podkładów kolejowych. Budowa linii kolejowej BARDZO odmieni tą okolicę. Na przeł. Wielkie Drogi zapada już powoli zmrok. Ostatnie fotki panoramy Beskidu Wyspowego. I SRU w dół, do Dobczyc :) Vmax coś koło 60km/h, terenowe opony z klockami buczą przy tej prędkości prawie jak jakiś motór :) W Dobczycach wspomagam się pysznym kebsem tam gdzie zawsze. No i trzeba jeszcze wymęczyć te kilka podjazdów w poprzek Pogórza Wielickiego. Inwersje temperatur spore, raz ciepło, raz zimno. Na koniec znów ekstra zjazd, też coś koło 60ki, do centrum Wieliczki. Piwko, a nawet dwa w parku na osiedlu. W domu o 00.50.
I tak minęła ta kolejna, trzecia już wycieczka na Turbacz w tym sezonie. Być może ostatnia w tym roku, a może nie :) Kocham Turbacz :)
Zaliczone szczyty:
Gorce:
Turbacz (1310)
Rozdziele (1198)
Obidowiec (1106)
Bukowina Waksmundzka (1102)
Groniki (1027)
Jaworzyna Ponicka (995)
Mnisko (959) – dopisać do tabelki po prawej, bo brakuje!!!
Bardo (948)
Wierchowa (940)
Przeł. Pośrednie (918)
Gralowa (873)
Przysłop (pod Maciejową) 836 – dopisać do tabelki po prawej, bo brakuje!!!
Przeł. Pod Godermanem (820)
Maciejowa (815)
Goderman (721)
Legutków (704)
Beskid Wyspowy:
Przeł. Wielkie Drogi 562
Przeł. Wierzbanowska 502
5.10 - 00.50
Kategoria > km 100-149, Powrót pociągiem, Terenowo
Leniwa niedzielna przejażdżka
d a n e w y j a z d u
112.20 km
1.00 km teren
h
Pr.śr.: km/h
Pr.max:0.00 km/h
Temperatura:27.5
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Zapierdalacz

Najkrótsza z trzech przepraw promowych na Wiśle na zachód od Krakowa
https://photos.app.goo.gl/2zqfcuPMCUAcUUik7
https://connect.garmin.com/app/activity/23928869135
Taka tam leniwa niedzielna przejażdżka po okolicy wyszła. Pierwotnie
myślałem o jakimś Turbaczu, ale gdzie tam. Boli lewy kulas plus ogólne
zmęczenie, ino na tyle wystarczyło mi dziś ambicji. Co nie znaczy że nie
zdobyłem dziś żadnych górskich szczytów, bo jeden był ;) Za Tyńcem mianowicie,
w miejscu gdzie nowo wybudowana droga podcina zbocze góry, wspiąłem się na
szczyt Grodzisko (280m n.p.m.) Od jakiegoś czasu kusił mnie ten zielony szlak
pnący się strrrromo do góry :) Dziś wreszcie się zmobilizowałem i wtaszczyłem
tam rower, i siebie do góry bardzo stromą ścieżką. Nie było łatwo. Cały szczyt
porośnięty jest brzozowo-liściastym lasem. Poza widokami na Wisłę prześwitującą
spośród drzew, oraz na śmigających dołem rowerzystów, nie ma tu nic ciekawego.
Od szczytu zielony szlak jest już dla odmiany tak gładki i prosty, że da się
nim jechać nawet na szosówce. Szlakiem zjeżdża się do szosy Tyniec-Skawina. Jak
teraz patrzę na mapę to tam jest lasek i zielony szlak idzie dalej, jest
jeszcze kilka kolejnych wzgórz do zdobycia. Muszę się tam kiedyś wybrać na MTB.
Potem poleciałem na zachód wzdłuż Wisły, zmieniając co chwila brzeg rzeki. Głównie
za pomocą promów :) Fajna sprawa te promy. A przepłynąłem się dziś wszystkimi
trzema (bilety 1-1,5zł), plus przejechałem stopniem wodnym Łączany. Zjadłem
pizzę w ulubionej Żabce w Łączanach, i potoczyłem się w stronę Krakowa już
północną stroną Wisły. Wieczorem poszwendałem się trochę po mieście. Piękna
słoneczna, acz nie upalna pogoda. Ślady upałów widać za to w przyrodzie! Niski
poziom Wisły, oraz pożółkłe liście na drzewach! Na początku sierpnia! A topole
to już w ogóle lecą z liści konkretnie. Jak we wrześniu.
8.35 - 23.25
Kategoria > km 100-149
Uppppalna przejażdżka :)
d a n e w y j a z d u
119.80 km
0.00 km teren
h
Pr.śr.: km/h
Pr.max:0.00 km/h
Temperatura:38.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Zapierdalacz

Znów krakowski Balaton ;)
https://photos.app.goo.gl/wf6mnsLfQggsBmJ47
https://connect.garmin.com/app/activity/23867951718
Upały wracają!!! I to jakie! Pierwsze prognozy mówiły o
nawet 40 stopniach w Krk, potem zmienili na 39. Ostatecznie dziś będzie 38
stopni. Też fajnie, choć mogło by być więcej. Chętnie sprawdziłbym swój
organizm w 40 albo i 42 stopniach :) A do sprawdzania organizmu to jakaś taka
przejażdżka tylko rzecz jasna, wkoło komina. Wyruszam 8.30. Rzut oka na Zakrzówek, i wskakuję na WTRkę. Polecę nią na Tyniec, a potem zmienię szlak na
Velo Łączany, wzdłuż Kanału Łączańskiego. Tradycyjnie już łapię kapcia na
przodzie, jakiś miniaturowy kolec roślinny przebił mi oponę… Wymiana dętki w
cieniu lasu poszła raz dwa. Który to już kapeć? Piąty czy dziesiąty w czasie
ostatniego miesiąca? W kultowej Żabce w Łączanach wciągam pizzę. No gorąco
jest, ale liczyłem na coś więcej szczerze mówiąc. Szczerze mówiąc to 38 stopni
nijak się ma do 38 stopni na końcówce trasy do Budapesztu. Zresztą wtedy w
Słońcu miałem na liczniku 50 stopni, dziś w Słońcu mam tylko 45. Upały w Polsce
jednak nie umywają się do upałów na Węgrzech. Dociągam do Przewozu, i ostatnim promem przeprawię się na drugi brzeg Wisły. Ostatnim w sensie, że jest to
ostatni z trzech promów na Wiśle licząc od Krakowa, następny jest już most na
szosie wojewódzkiej na wysokości Zatora. Dalej na zachód się nie zapuszczam, bo
mam w planach dziś kąpiel – albo w Kryspinowie, albo w Bagrach. Po drugiej
stronie rzeki wspinaczka na wzgórze, na szczęście w cieniu lasu. Kawałek szosą
wojewódzką a potem jeszcze raz na wzgórza z których widać już zieloną kopułę Lasu Wolskiego oraz wystającą spośród niej sylwetkę klasztoru na Bielanach.
Najpierw postanawiam jednak obadać zalew w Kryspinowie, oraz sąsiedni mniejszy
zalew Budzyński. Tłumy ludzi, płatny wstęp, nie wiadomo czy można z rowerem
wejść, no to jednak nie dla mnie. Wykąpię się wieczorem w Bagrach. Objechałem
zatem tylko zalew terenową drogą, trochę gravelovania na szosce nie zaszkodzi
;) Zjechałem do Piekar, przekimałem się w krzakach przy brzegu Wisły, i gdy
dzień miał się powoli ku końcowi przeturlałem się przez miasto w stronę Bagrów.
Wieczorna kąpiel w Bagrach, taka koło 21szej no coś wspaniałego :) Ludzie już
się zbierają na chatę, coraz luźniej na plaży a woda ciągle przyjemna,
ciepło-chłodna :) Szkoda że nie umiem pływać. Zatem popluskałem się tylko w
bezpiecznej odległości, nie przekraczając drugiej linii boi. Po ochłodzie
jeszcze nocna rundka po mieście i piwko w parku i tak minęła mi ta rowerowa
rekreacja w najbardziej upalny (do tej pory) dzień 2026 roku :) Wypiłem jakieś 10-11l płynów podczas tej trasy.
8.35 - 0.05
Kategoria > km 100-149
Turbacz 2
d a n e w y j a z d u
108.50 km
23.50 km teren
h
Pr.śr.: km/h
Pr.max:0.00 km/h
Temperatura:30.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Szczyt

https://photos.app.goo.gl/ZXnnEUuPB3DJ9qi98
https://connect.garmin.com/app/activity/23747327496
Dwójeczka w tytule, gdyż to drugi Turbacz w tym roku :) Trzy Turbacze to był by dobry wynik. Sobota wieczór, szybka decyzja. Jutro 30 stopni i zero szans na burze, zatem to idealna pogoda na wycieczkę w góry. Aby się jednak nie zamęczać, i nie orać asfaltem w dwie strony, podjadę pociągiem do New Targu. Akurat udało się kupić bilet na ostatnie miejsce siedzące z rowerem.
Wyruszam 7.30, pociąg z Krakowa Głównego 8.53. Podróż mija wolno i przyjemnie. Wolno bo 115km w 2 godziny to nie jest rekordowy czas (a pociąg IC, czyli pośpiech). Jedzie z nami też dziwny rowerzysta, który chyba nie wie co to Turbacz, mówi o jakichś asfaltach i szutrówkach :D Pewnie myśli że to jakaś wieś, a nie najwyższy szczyt Górców. Mniejsza jednak o to. W New Targu o 11tej, uzupełniam zapasy i ruszam ostro do góry. A jest co kręcić, zółty szlak jakkolwiek łatwy by nie był, to jednak to są Beskidy, i są kamienie, stromizny i błoto. A "jedynka" u mnie słaba, raptem 30x46. Następny napęd muszę kupić z kasetą 48 albo i 50 bo to nie jest jazda. Co stromsze odcinki podprowadzam, bo to nierówna walka. Błota trochę więcej niż zwykle, wszak były ostatnio deszcze i burze. Ruch turystyczny bardzo intensywny, mnóstwo piechurów, rowerów (głównie zelektryfikowanych) a nawet inne 4 kołowe pojazdy które jadą tam nie wiem czy do końca legalnie. Może tak, a może nie, a może ch*j to wie. Na szczęście dziś zero bandytów na krosach i kładach. 2 godziny i wiaderko potu później jestem na szczycie :) Tzn. prawie na szczycie, bo pod schroniskiem. Tu to już w ogóle tłumy, dawno takich nie widziałem. Wciągam to co zawsze, tj. naleśniki z dżemem +piwko, żeby nie zbankrutować (48zł). Potem końcowy atak na szczyt, pod betonowy obelisk. Jak zawsze podjechane 99% (bez jednego progu z korzeni), a zjechane 100%. Pogoda super stabilna, godzina młoda, czas na zjazd. Oczywiście ulubionym, czerwonym do Rabki :) Tu też bez niespodzianek, dwie kamienno-błotniste strome rynny zaraz za Turbaczem jak zwykle sprowadzam. A potem to już prawie że płynna jazda. Prawie, bo "wieczne kałuże" są za sprawą ostatnich deszczy bardziej rozległe. Jedno małe wodowanie było, prawego buta ;) Na Starych Wierchach zgodnie z odwieczną tradycją międzylądowanie (odpoczynek), i międzytankowanie (piwko) :) Odcinek Stare Wierchy - Maciejowa - Rabka to już z górki na pazurki, tempo ekspresowe. Błota też mniej niż na odcinku Turbacz - Stare Wierchy. Na Maciejowej zajeżdżam pod schronisko, trzeba by je kiedyś obadać i napić się piwka. Ale to już nie dziś, co za dużo to niezdrowo. Szybko lot do Rabki, końcówka szlaku wysypana kamieniami, ależ się po tym leci. Z ciekawostek taki oto znak postawili, w polach, na górskim szlaku :D W Rabce jak zawsze ten co zawsze Cheeseburger tam gdzie zawsze. Mniam. Z ciekawostek parowóz jechał, z pociągiem retro, niestety nie zdążyłem uwiecznić na fotce. Rabka - Kraków to 65km asfaltu do nawinięcia. Formalność. W dół do Mszany, pod górę do Kasiny, jedna, druga przełęcz i dłuuuugi lot w dół do Dobczyc. Vmax prawie 70km/h. W Dobczycach wspomagam się jeszcze kebsem (otwarte do północy codziennie!). Na koniec kilka hopek Pogórza Wielickiego do wciągnięcia, i potężny zjazd do Wieliczki. Noc ciepła, forma dobra, tak że ta asfaltowa końcówka to też jest przyjemność z jazdy. W parku jeszcze oskrobalem rower patykiem z błota, i domyłem mokrymi chustkami.
Udana wycieczka :) Taki Turbacz Idealny. Pogoda idealna, piwka takoż. Bez sensu orać asfaltem na MTB w dwie strony, w jedną wystarczy.
7.30 - 1.15
Kategoria > km 100-149, Powrót pociągiem, Terenowo
Góreczki koło Rabeczki
d a n e w y j a z d u
137.92 km
5.00 km teren
h
Pr.śr.: km/h
Pr.max:0.00 km/h
Temperatura:27.5
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Szczyt

https://photos.app.goo.gl/WJ1eNGtQLguRUpfFA
https://connect.garmin.com/app/activity/23330081733
https://connect.garmin.com/app/activity/23344926797
Po dniu przerwy znów wyruszyłem na górskie szlaki, z myślą
zdobycia wielkich szczytów ;) Ale po kolei. Nietypowo obudziła mnie poranna
burza O.o No nic przeczekałem, wyjechałem godzinkę później, o 7.30, gdy drogi
trochę podeschły. Jadę na Wieliczkę, ale chmury coś nie chcą przechodzić.
Ciągle coś się kotłuje. Patrzę na radary burzowe, i wychodzi mi że żadna burza mnie nie
goni, tylko to ja gonię burzę. Więc nie jadę zbyt szybko, odpoczywam i wciągam bułki, aby jej nie dogonić ;) A jadę standard, na Dobczyce, Wiśniową, Kasinę,
Mszanę. Myślę to o Turbaczu, to o Starych Wierchach, albo chociaż Maciejowej? Zobaczymy co z
tego wyniknie, ale sukcesów wielkich się nie spodziewam. Tymczasem mijam ślady burzy: rwącą rzekę, zalane rowy, połamane gałęzie oraz kamienie i błoto, naniesione na
szosę z górskich dróg. Okoliczni mieszkańcy jak i strażacy OSP wspólnymi siłami porządkują cały ten bałagan. W okolicy przełęczy Wielkie Drogi odwiedzam dawno nieodwiedzany pomnik. Jest to prawdziwa ciekawostka. Pomnik upamiętnia bitwę z września '39 roku, a do jego budowy wykorzystano wieżę niewielkiego czołgu Vickers, który tu walczył w obronie przed Niemcami: LINK
Pogoda taka se. Porno i
dusno. To chmury, to znów Słonko. Burza wisi w powietrzu, tak czuję. Tak więc
dociągam do Rabki Zaryte, i tu postanawiam obadać niebieski szlak do centrum Rabki, chyba
nim jeszcze nie jechałem (ale kto to wie, kto to spamięta?). Po drodze są dwa szczyty do zaliczenia: Grzebień
(679) oraz Bania (609).
[ Wtedy wydawało mi się że to nowości, że jeszcze nie byłem, i wpadną mi do
tabelki ze szczytami po prawej. Po powrocie do domu jednak okazało się, że mam jej już
zdobyte ;) ]
Szlak z początku przejezdny, potem staje się jednak wąską ścieżką w lesie. Coś
tam ujechać by się dało, ale strach. Po lewej bardzo stroma skarpa, opadająca do
doliny potoku. Tak więc raczej prowadzonko. Zgodnie z oczekiwaniami w końcu
wyjeżdżam jednak na rozległą polanę. Porośnięta młodymi dębami oraz chyba
jakimiś drzewkami owocowymi (stary sad?). Rozpościerają się z niej kapitalne widoki na Luboń
Wielki, oraz morze innych gór. Aby zdobyć dwa wspomniane szczyty, Grzebień i Banię, trzeba
zboczyć trochę ze szlaku. Grzebień to najpierw bardzo stromy wypych, a potem w
miarę płaska jazda na szczyt. Szybka fota, i lecę nazad po śladzie. Bo pogoda się psuje! Karkołomne znoszenie roweru z powrotem na polanę. Mijam stado owiec,
pasterza mówiącego w dziwnym języku, i po pewnym błądzeniu obieram leśną drogę na
szczyt Bani. Raz, dwa, fotka tabliczki, i z górki na pazurki, do Rabki. Zdążam jakieś 5
minut przed ulewą :) Przeczekuję ją na dworcu. Wciągam też niedrogiego cheeseburgera w moim
ulubionym dworcowym bistro. Gdy rozpogadza się nieco, ruszam w drogę powrotną. W zasadzie
po śladzie, Mszana, Kasina, Wiśniowa, Dobczyce. Już bez pogodowych ekstremów.
Sprawnie toczę się do Krakowa. W Kasinie szybkie wspomaganie w Żabce. Pomimo że
jakichś niesamowitych szczytów dziś nie zdobyłem, to i tak było fajnie :)
7.25 - 00.15
Kategoria > km 100-149, Terenowo
Przejażdżka bez celu
d a n e w y j a z d u
101.80 km
0.00 km teren
h
Pr.śr.: km/h
Pr.max:0.00 km/h
Temperatura:25.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Zapierdalacz

https://photos.app.goo.gl/cuJsvrs8qdDVVNbA6
https://connect.garmin.com/modern/activity/22754456943
Wyszedłem trochę późno, i nie miałem za bardzo pomysłu na wycieczkę. Ostatecznie wyszło takie kręcenie się po okolicy. Najpierw na centrum, jakieś pochody 3-majowe. Potem Młynówką Królewską do Mydlnik, brzegiem Lasu Wolskiego, obok zalewów w Kryspinowie dotarłem do Tyńca. Piękna letnia pogoda, tak że w Tyńcu mnóstwo rowerzystów, kamperowiczów i innych pływaków. Kładką na drugi brzeg Wisły, kawałek Velo wzdłuż Kanału Łączańskiego. Potem na drugi prom, i bokami w stronę miasta. Trochę gravelowania (to teraz modne) na szosówce, i znów Tyniec, i domu po wale wiślanym.
11.05 - 22.20
Kategoria > km 100-149
Wzdłuż Wisły na zachód :)
d a n e w y j a z d u
135.40 km
0.00 km teren
h
Pr.śr.: km/h
Pr.max:0.00 km/h
Temperatura:20.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Zapierdalacz

https://photos.app.goo.gl/NcKVW3JB1TiWJjhz5
https://connect.garmin.com/modern/activity/22575634937
Nie byłem jeszcze w pełni dyspozycji po chorobie, więc takie leniwe kręcenie WTR, Velo Skawa, Doliną Karpia i innymi szlakami mi wyszło. 3 razy przepłynąłem się promami, w tym 2 razy tym samym, w Przewozie. Do Oświęcimia nie dotarłem, dotarłem za to do Zatora. Wciągnąłem tam pizze w Żabce. Wiosna rozkwita, słonko przygrzewa, ale wieczór dziś chłodny.
10.10 - 23.15
Kategoria > km 100-149
Pod Puszczę, i pod Las.
d a n e w y j a z d u
110.30 km
0.00 km teren
h
Pr.śr.: km/h
Pr.max:0.00 km/h
Temperatura:15.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Zapierdalacz

Takie tam ruchanie kilometrów. Ten sezon jest naprawdę mocarny jak chodzi o przebieg :) Najpierw w stronę Puszczy, choć do samej Puszczy nie wjechałem. Potem w stronę Lasu Wolskiego, choć do samego lasu nie wjechałem. Za to objechałem go dookoła. Potem nazad pod Niepołomice, też bez wjeżdżania doń. Wieczorem nie wiadamo po co błotna przeprawa z Brzegów na Złocień. Chyba po to żeby myć rower, bo mi się nudzi.
https://photos.app.goo.gl/j3dNdRNanp2joUhi7
https://connect.garmin.com/modern/activity/20989731726
10.45 - 21.05
Kategoria > km 100-149
WTR/Puszczą do Bochni
d a n e w y j a z d u
112.80 km
0.00 km teren
h
Pr.śr.: km/h
Pr.max:0.00 km/h
Temperatura:20.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Zapierdalacz

Pogoda równie piękna co wczoraj. Nie mając jakichś niesamowitych pomysłów, poleciałem częściowo wałem, częściowo puszczą, trochę też wojewódzką do Bochni. W Bochni wdrapałem się na Uzbornię, i wszedłem na taras widokowy. Z którego nie widać panoramy Bochni, bo drzewa są za wysokie. Powrót przez Puszczę już po zmroku. Trochu strach, spotkałem ogromną sarnę. Potem jeszcze po wale Wisły do centrum. Nie wiem co Garmin zrobił ze śladem?! Dawaj ślad niegrzeczny Garminku!!!
https://photos.app.goo.gl/VRkrzdtfbadsKShm9
edit: no i Garminek dał mi ślad:
https://connect.garmin.com/modern/activity/20918173646
11.00 - 22.35
Kategoria > km 100-149
Przejażdżka
d a n e w y j a z d u
103.20 km
0.00 km teren
h
Pr.śr.: km/h
Pr.max:0.00 km/h
Temperatura:20.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Zapierdalacz

Szosowe MTB w Lesie Wolskim ;)
Wiedziałem iż trzeba odpocząć na wycieczce rowerowej po całym miesiącu tyrania jako kurier rowerowy. Tylko nie miałem pomysłu na wycieczkę. Skończyło się na tym że zawróciłem w połowie drogi do Puszczy, i pojechałem w drugą stronę. Wałami Rudawy do Mydlnik, a potem do Lasu Wolskiego. Była odrobina MTB na szosówce. Niestety okazało się że szosowe opony słabo współpracują z wapiennymi kamieniami pokrytymi liśćmi ;) I musiałem kawałek podprowadzić. Potem weszłem jeszcze na kopiec, zjechałem do centrum, i odwiedziłem cmentarz. W porywach ponad 20 stopni dziś było, można było całkiem na krótko jechać przez kilka h.
https://connect.garmin.com/modern/activity/20863195954
https://photos.app.goo.gl/pk9j6xH2wgqNUM1v6
10.50 - 22.35
Kategoria > km 100-149





























