Wrzesień, 2026
| Dystans całkowity: | 1923.40 km (w terenie 36.00 km; 1.87%) |
| Czas w ruchu: | b.d. |
| Średnia prędkość: | b.d. |
| Liczba aktywności: | 10 |
| Średnio na aktywność: | 192.34 km |
| Więcej statystyk | |
Wzgórze Kaim
d a n e w y j a z d u
33.40 km
0.00 km teren
h
Pr.śr.: km/h
Pr.max:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Zapierdalacz

Wczesna jesień
https://photos.app.goo.gl/up98mactgj8DiEng9
https://connect.garmin.com/app/activity/24530418326
Kategoria > km 010-049
Puszcza Niepołomicka
d a n e w y j a z d u
104.30 km
0.00 km teren
h
Pr.śr.: km/h
Pr.max:0.00 km/h
Temperatura:22.5
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Zapierdalacz

Kościół w Zabierzowie Bocheńskim
Kolejny piękny dzień złotej polskiej jesieni, kolejna
przejażdżka, tym razem wkoło komina, padło na Puszczę Niepołomicką. Dziwna
sprawa ale nie byłem w niej w tym roku. Ostatni raz chyba jesienią ub. roku.
Najsamprzód dokonuję odbioru nowego odcinka asfaltu na WTR. Oglądnąłem też z
bliska zaparkowaną w krzakach pogłębiarkę, taką która ciągnie piach z dna
piaskowni, których w tych okolicach jest sporo. W Puszczy tłumy. Za dużo po
niej nie pojeździłem, bo wpadłem na dziwny pomysł eksploracji terenowych
duktów. A z nimi to bywa tak, że potrafią skończyć się w błocie czy innym
grzęzawisku. Tak było i tym razem :) Skończyło się tachaniem roweru na przełaj
przez las ;) W końcu jednak dostrzegłem światełko w tunelu. A dokładnie to
światło Słońca, które przebijało się zza drzew. Czyli dotarłem na skraj
puszczy. Przez skupisko starych dębów dotarłem na pola, a tam przeszkoda, tj.
ciek wodny :) Na szczęście nieopodal był mostek, którym przeprawiłem się dalej
na pola, i potem już do asfaltu. Wieczorem pojechałem jeszcze do Krk, dokonać
odbioru nowej linii tramwajowej. Całość prezentuje się dość okazale (zwłaszcza
dwa podziemne przystanki pod rondami) z małymi zastrzeżeniami. Po pierwsze,
primo wszędzie mnóstwo małych niedoróbek, ale to będzie jeszcze dokańczane. Po
drugie, primo to nie jest żaden KST (Krakowski Szybki Tramwaj), tylko po prostu
„tramwaj”. Zwykła linia tramwajowa.
https://connect.garmin.com/app/activity/24530418326
https://photos.app.goo.gl/9yF1oqLF78V8aDrK6
12.05 - 23.00
Kategoria > km 100-149
Rzeszowik
d a n e w y j a z d u
174.00 km
0.00 km teren
h
Pr.śr.: km/h
Pr.max:0.00 km/h
Temperatura:20.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Zapierdalacz

Wjazd do woj. Podkarpackiego
Końcówka września i złota Polska jesień, to idealny czas na
lekki trip do Rzeszowa :) I taki też mam plan na tę sobotę :) Wyjeżdżam
najwcześciej jak mi się udało, tj. o wpół do ósmej. Zimmmno, raptem 7-8 stopni.
Trasa oczywiście standard, tj. krajówką jak Pan Bóg przykazał. Słońce szybko
wychodzi jednak zza lekkich porannych mgieł, i nadaje dniu ciepła i kolorów :)
W trakcie trasy trochę się wzbogacam, a nie tylko wydaję pieniędze. Najpierw
znajduję na drodze 5zł. A potem jeszcze jakieś drobniaki. Łącznie 10,51zł w
bilonie :) W okolicach Bodzanowa mijam niepozornie może teraz wyglądający, ale
bardzo ważny plac budowy. Jest to bowiem budowa nowej linii kolejowej
Podłęże-Piekiełko. Za kilka lat będę woził nią rowerek pociągiem w góry :) Krajobrazy
typowo wczesnojesienne: mieszanka zielonych, żółtych i czerwonych barw. Droga
mija szybko i przyjemnie, w zasadzie bezwysiłkowo. Lekki wiatr w plecy, lekkie
wzniesienia, lekka końcówka sezonu. Część miasteczek zwiedzam przejazdem, część
omijam tranzytem obwodnicami. Tarnów oczywiście obwodnica, przejazd zajął by mi
za długo. Za Tarnowem zajeżdżam pod pomnik ofiar II WŚ. Ta, ofiar II WŚ… Ofiar
wiadomo kogo. Ofiar kraju, który dziś uzurpuje sobie prawo do moralizowania
innych państw, uczy demokracji, równości, tolerancji… Kiedyś uczył
tolerancji poprzez piece i kominy krematoriów. Wracając jednak na trasę. O
15tej dojeżdżam do granic woj. Podkarpackiego, i charakterystycznego billboardu
reklamującego to województwo (fot. tytułowe). On się zmienia co jakiś czas, dziś jest w takiej
wersji. Termometry przy drodze pokazują 19 stopni tak że temp. przyjemna. W
Dębicy zajeżdżam na małe zakupy w SPOŁEM. Na podkarpaciu jest dużo sklepów tej
polskiej sieci. Nieodłącznym elementem każdej trasy do Rzeszowa jest wizyta
przy (pracującej!) pompie ropy naftowej pod Ropczycami. Zawsze stoi tu też
ogromna gąsienicowa wyciągara do jej obsługi. O tym że jest sprawna i czasem na
pewno używana, świadczy fakt że za każdym razem stoi ona w trochę innym
miejscu. Zaliczam jeszcze Ropczyce i Sędziszów Małopolski. Zawsze zastanawia
mnie dlaczego „Małopolski”, skoro leży na Podkarpaciu? Zmrok zapada szybko, i
szybko robi się też chłodno. Do Rzeszowa docieram koło 19.30. Pociąg o 21.00,
tak że za wiela się nie pozwiedza niestety… To jest ostatni pociąg do Krk, kiedyś
były też późniejsze, po 22giej. Tak więc zwiedzanie ino przejazdem, w drodze na
dworzec. Zdążam za to wciągnąć ogrrrrooomną zapiakanę!!! Kalibru 55cm, za
jedyne 18zł!!! Kraków patrzy i się uczy jak się robi zapiekany. No Rzeszów
zawsze stał zapiekankami, te pod dworcem zawsze takie były wypasione. Remont
dworca w Rzeszowie już ukończony. Podróż mija w tempie expressowym, 1h25min,
coś koło tego jedzie pociąg do Krk Głównego. Zapierdala pod 160km/h. Jak ta
polska kolej się zmieniła… I ona się zmieniała na moich oczach, przez ostatnie
kilkanaście lat widzę jak to się zmienia. Udana wycieczka, Rzeszów to dobry cel
na lekkie wycieczki na koniec lata/początek jesieni :)
https://photos.app.goo.gl/nW5v6sXajJAPcv9RA
https://connect.garmin.com/app/activity/24510376105
7.35 - 00.00
Kategoria > km 150-199, Powrót pociągiem
Wawa 3
d a n e w y j a z d u
161.20 km
0.00 km teren
h
Pr.śr.: km/h
Pr.max:0.00 km/h
Temperatura:22.5
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Zapierdalacz

Klimat Warszawy
https://photos.app.goo.gl/5RuLXHmzk47ZYyTV8
https://connect.garmin.com/app/activity/24428287562
(na śladzie sam dojazd do Wawy, + zwiedzanie miasta 63km, + dojazdy na dworzec w Krk 25km)
Tak więc wpadłem na pomysł, aby przy końcówce lata zaliczyć
jeszcze raz Warszawę :) Tym bardziej że udało mi się kupić tani bilet powrotny
za 40zł :) Tak jak lubię, czyli bez parcia na km, bez napinki, podjechać
pociągiem sobie a potem na lajcie pozwiedzać naszą piękną dumną stolicę. Tym
razem to już tak całkiem na lajcie, bo zamiast do Kielc czy do Radomia, podjechałem sobie pociągiem aż do Warki. W
Warce szybka fotka pomniku myśliwca. Tak szybka że aż rozmazana ;) Potem siup
krajową 79 na Górę Kalwarię. Okolice Warki, Tarczyna, ogólnie całe południowe
Mazowsze to bardzo owocowe okolice :) Wokół rozciągają się ogromne połacia
sadów owocowych. Niewielkie stosunkowo drzewka uginają się pod ciężarem ogromnych jabłek, śliwek czy innych gruszek. W pionie podtrzymują się tylko
dzięki palikom, czy innym wsporczym konstrukcjom. Przez taki urokliwy krajobraz
docieram do Góry Kalwari. Gdzie kieruję się w prawo na DK50, na długachny most nad Wisłą. Chyba nim nigdy nie jechałem, ale nie jestem pewien. Potem już na
północ drogą wojewódzką na Otwock, Józefów, Warszawę. Tędy na pewno jechałem
pierwszy raz w życiu. Kto by pomyślał że takie niewielkie zadupiaste miasteczka
pod Warszawą mogą być tak urokliwe. Toną one bowiem w sosnowych lasach, które
dominują w tych okolicach. Sosny są wszędzie, w każdym skrawku tych miast.
Okolica zdominowana jest też jeden wielki plac budowy – rozbudowę magistrali
kolejowej. Przez ten księżycowy krajobraz docieram do granic stolicy. Dość
wcześnie, po po 17tej. Nigdy nie byłem w tej części Warszawy. Uwagę mą zwraca
tutaj urocza nazwa dzielnicy „Warszawa Radość” :) Kieruję się dalej prosto, na
Wawer, i na Pragę. W Wawrze (Wawerze?) też nigdy nie byłem. W Pradze bywałem,
ale znam słabo. Po zachodzie Słońca docieram do wielkiego parku – Parku
Skaryszewskiego. Potem przez osiedla Pragi, wzdłuż jakiejś rzeczki, kieruję się
do lepiej mi znanej, lewobrzeżnej części stolicy. Powiśle, Śródmieście,
Mariensztat. I tak mija mi nocne zwiedzanie miasta. Oczywiście Pałac Kultury,
wzdłuż Wisły, pośród sięgających nieba szklanych wież Śródmieścia, itp., itd.
Wawa nigdy mi się nie znudzi. Noc ciepła, 17 stopni. Wstaje nowy dzień, a
pociąg do Krk mam po 10tej. Wystarczy. Nie mam siły czekać na 12.00 i zmianę
warty honorowej pod Grobem Nieznanego Żołnierza. W Krk po 14tej. Udana
wycieczka, Warszawa zwiedzona, km coś niecoś pokręcone. To pewnie ostatnia Wawa
w tym sezonie. Chociaż kto wie?
8.15 (sb) - 16.20 (ndz)
Kategoria > km 150-199, Powrót pociągiem
Przejażdżka po Krk na szosówce
d a n e w y j a z d u
59.30 km
0.00 km teren
h
Pr.śr.: km/h
Pr.max:0.00 km/h
Temperatura:25.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Szczyt

Szosowe MTB ;)
https://photos.app.goo.gl/JjUz8yh7LDjT73SVA
https://connect.garmin.com/app/activity/24389645197
Popołudniowa przejażdżka po Krk na szosówce. Myślałem nawet nieśmiało o kąpieli w Bagrach, ale chyba nie, sezon kąpielowy nie może trwać w nieskończoność ;) Raptem kilka osób się kąpało, więc uznałem to za zły pomysł. Poszwędałem się ino trochę po mieście.
Kategoria > km 050-099
Wzgórza Tynieckie
d a n e w y j a z d u
72.20 km
9.00 km teren
h
Pr.śr.: km/h
Pr.max:0.00 km/h
Temperatura:32.5
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Szczyt

Na szczycie Kowadrzy
https://photos.app.goo.gl/A9gYydqQ7unuPD5F8
https://connect.garmin.com/app/activity/24302418925
Tak więc dziś drugi i ostatni dzień dwudniowej wrześniowej
fali upałów. Na tę piękną pogodę zaplanowałem sobie trip na MTB po okolicznych
niewysokich górkach między Tyńcem a Skawiną. Właściwie to po wzgórzach. Wzgórza
Tynieckie dokładnie. Zwróciły one moją uwagę gdy w sierpniu zaliczałem
Grodzisko. Na mapie Compassu jest tu ich łącznie 10 sztuk do zaliczenia, i
wiedzie po nich pętla zielonego szlaku. A na deser – kąpiel w Bagrach :)
Wystartować się udało koło południa dopiero. Przez
Kurdwanów, Zakrzówek oraz WTRką docieram pod klasztor w Tyńcu. Tu nawiasem
mówiąc mam zaliczony, a nie dopisany do tabelki po prawej szczyt – Wzgórze
Klasztorne (233). Trzeba uzupełnić. Pod klasztor jednak dziś nie zajeżdżam, ale
odnajduję zielony szlak. Wciągam trochę metrów przewyższenia asfaltem, a potem
wjeżdża się leśną ścieżką na Wielkanoc (260) – ładna nazwa :) Tu pewne
zaskoczenie, trzeba sprowadzić rower po stromej ścieżce po wapiennych skałach.
Jak wyczytałem jest to dawny kamieniołom. Potem stromy, mozolny wypych również częściowo
po skałkach na Kowadrzę (261). Na szczycie ławeczki i fajne widoki. Stroma
ścieżka w dół, i od teraz do końca pętli czeka mnie już głównie płynna jazda
ubitymi leśnymi duktami. Czasem jakaś piaskownica wysypana sosnowymi szyszkami,
ale większość to bukowo-sosnowe mocno zacienione lasy. Po drodze pewna
ciekawostka – piękna kapliczka wkomponowana w skały! Następny w kolejce szczyt
to Ostra Góra (284). Jej szczyt stanowi chyba skalna formacja, wychodnia skalna. Miałem pomysł żeby wdrapać się na szczyt (bez roweru). Ale to był zły
pomysł. Bo wdrapać się to jedno, ale zejść bezpiecznie w dół to już strach. Ześlizguję
się na tyłku po kamieniach i mchu i porzucam ten kiepski pomysł :) Nie jestem
wspinaczem tylko rowerzystą. Potem jeszcze robię mały skok w bok na Kozobicę
(282), już bez skał i wspinaczek ;) Guminek (294) i Stępnica (266) - uznaję je za
zaliczone, bo wg. mapy szczyty wypadają mniej więcej na szlaku. Zjeżdżam na asfalt do
Tyńca. Dochodzi 17ta, czas lecieć na Bagry żeby zdążyć przed wieczorem. W
Bagrach już pewnie ostatnia kąpiel w tym roku (chociaż kto wie?). Potem jeszcze
wieczorem po mieście, m.in. na zapiekanę na Kazimierzu.
Fajny trip po podkrakowskich górkach wyszedł. Zaliczyłem
dziś 6 nowych szczytów, lista poniżej. Trzeba tu jeszcze wrócić, bo zostały mi
co najmniej 4 pominięte: Biedzina, Bukówka, Wielogóra i jeszcze wypatrzyłem
Winnicę zaraz obok klasztoru w Tyńcu.
Zaliczone
szczyty:
Wzgórza
Tynieckie:
Guminek (294)
Ostra Góra (284)
Kozobica (282)
Stępnica (266)
Kowadrza (261)
Wielkanoc (260)
Kategoria > km 050-099, Terenowo
Turbacz 3
d a n e w y j a z d u
117.20 km
27.00 km teren
h
Pr.śr.: km/h
Pr.max:0.00 km/h
Temperatura:27.5
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Szczyt

Widok z Godermana
https://photos.app.goo.gl/WXj54QsmtmWooZLZ9
https://connect.garmin.com/app/activity/24294694919
Tak więc nadchodzi wielkimi krokami pewnie już ostatnia w tym roku (buuu…) 2-dniowa fala upałów, i zamierzam wykorzystać pierwszy jej dzień na trip na Turrrbacz :) Trzeci w tym roku :) Nie ma ochoty na oranie asfaltu w dwie strony, zatem podjadę sobie PKP do New Targu. Przed trasą robię jeszcze serwis prawie wszystkiego w Peaku, tj. napęd, widelec, obie piasty. Zwłaszcza tylna wymagała zaglądnięcia, by spory luz. Zapodałem nowe łożyska – dalej jest luz, tylko że mniejszy :D Nie ma to jak stare dobre kulki i konusy od Shimano jednak.
Zrywam się z łóżka o 5 rano. Albo i nie rano, bo za oknem noc. Ciągnę szybko na dworzec, wsiadam w pociąg, ciągle ciemno. Odjazd planowo 5.58, na starcie już obsuwa 15 minut. A w New Targu pół godziny, jestem o 8.30, ale to i tak bardzo wcześnie, czasu a czasu. Poszukując nowych opcji podjazdu na szczyt wynalazłem żółty szlak. Ale nie ten kultowy żółty, z New Targu, a żółty z Łopusznej. Nie PTTK, tylko jakaś ścieżka dydaktyczna czy cuś. Tak więc ciągnę asfaltową (piękną!) trasa Velo Dunajec do Łopuszna, i próbuję odnaleźć wspomniany szlak. Oznaczeń brak. Przez cały ten żółty szlak znajdę dosłownie jeden, przewrócony słupek z oznaczeniem. Nie wiem czy to nie jest czasem robota miejscowych zachłannych góroli, którzy celowo niszczą oznaczenia. Bo moje pole, mój las, moje wszystko, itp., wiadomo ocb. Ale to tylko hipoteza. W każdym razie mam na telefonie stosowną mapę, która poprowadzi mnie jak po sznurku. Pogoda – żyleta. Niecałe 30 stopni, zero szans na deszcz czy burzę. Początek szlaku to średnio stroma asfaltowa ścianka – z kapitalnym widokiem na ścianę Tatr! A potem zaczyna się całkiem przystępna pod rower leśna droga. Zero błota, nachylenia do podjechania. Tzn. byłyby do podjechania, gdyby nie małe problemy ze sprzętem. Nie wchodzi mi „jedynka”… Tzn. wchodzić wchodzi, ale łańcuch skacze po zębatce jak szalony. Powód raczej oczywisty – skrajnie zużyty napęd. A dokładnie rozciągnięty łańcuch nie przyjmuje już tej jednej, prawie nie zużytej, największej koronki. Próby regulacji kąta opasania/dolnego zakresu na nic się zdają, jak skakało, tak skacze dalej. A jeszcze w lipcu gdy byłem poprzednio na Turbaczu było ołkej... Zatem zamiast na 30-46 jadę na 30-40, i serce mi zaraz wybuchnie albo dostanę wylewu ;) Walczę ile się da, ale podprowadzania było więcej niż być powinno. Plan podjazdu zakłada też zdobycie 3 nowych szczytów na tym żółtym szlaku: Legutków (704), Goderman (coś jakby po DE, 721) oraz Gralowej (873). Aby zdobyć Legutków muszę odbić ze szlaku i błądzić po polach i chaszczach. Gdy jestem w odległości ze 40m od wielkiej sosny która rośnie na szczycie (paluch ją pokazuje), uznaję go za zaliczony. Jak chodzi zaś o
Godermana - docieram tu centralnie na szczyt szczytu, znajduję się on na środku pola uprawnego, łatwo dotrzeć, kawałeczek od szlaku. Widoki na Tatry – M – E – G – A (fotka tytułowa). Gralową, cóż, objeżdżam w niewielkiej odległości szlakiem i uznaję za zaliczoną. Nic za wszelką cenę, nie będę przedzierał się przez strome zbocza i zwalone drzewa, raz tak wdepłem w gniazdo os :) W międzyczasie żółty szlak nie-PTTK dobija do niebieskiego szlaku PTTK, i nim dociągnę na dobrze mi już znaną Bukowinę Waksmundzką. Po drodze jedna sroga stromizna, skalna rynna w kształcie litery V, i tachanie roweru pod górę. Na Bukowinie jak to na Bukowinie, mnóstwo buków :) Pełno poskręcanych, powyginanych wiatrem drzew, na pniach których jakby wypisany jest cały ten trud trwania w wysokich górach. Stąd na szczyt Turbacza już w zasadzie rzut beretem. Do niebieskiego dołącza kolejno czarny, zielony i żółty szlak i taka ich „wiązka” idzie już pod samo schronisko. Szlak znów bardzo przyjemny i podjeżdżalny, nawet na „dwójce”. Za zakrętem w lewo wyłania się potężna bryła schroniska. Jedno z największych w polskich górach, 110 miejsc noclegowych! Turystów dziś ilość średnia, no ale wrzesień i środek tygodnia. Reprezentacje dwóch teamów: E-MTB i MTB dziś są wyrównane :) Z reguły jest miażdżąca przewaga elektryków. W schronisku tradycyjnie piwko + naleśniki. A potem hyc na szczyt Turbacza, pod obelisk, kawałeczek czerwonym szlakiem. Pomimo braku jedynki dziś podjechałem wszystko :) Nawet ten jeden próg z korzeni, na którym zwykle wymiękam. Fotka pod obeliskiem, i nazad, pod schronisko, zjechałem ofc 100%. Młoda godzina, raptem 13ta, miałem niby jakieś plany na eksperymentalne zjazdy innymi szlakami. Ostatecznie jednak stanęło znów na czerwonym do Rabki. On jest taki fajny, że nie mogłem mu się oprzeć. Dwie wysypane kamieniami rynny jak zwykle wolę sprowadzić, jednak pozostałe 95% szlaku to bardzo płynna i przyjemna jazda. Na szlaku totalna susza, jedyna woda to słynne „wieczne kałuże”, ale też mniejsze niż zwykle. Zainteresowały mnie pewne niebieskie kwiaty, to dość nietypowe, kwiaty kwitnące we wrześniu. Na Starych Wierchach tradycyjnie międzylądowanie, i międzytankowanie - drugie piwko :) Odcinek przez Maciejową do Rabki to już w zasadzie formalność. Sru w dół, i tyle :) Circa 2h zajął mi zjazd Turbacz-Rabka, wliczając pit-stop na Starych Wierchach. W Rabce tradycyjnie wciągam cheeseburgera w moim ulubionym bistro na dworcu (podrożał z 17 na 18zł!). No a reszta to już mozolne trochę oranie 60km asfaltu do Krakowa. Do Mszany w dół, do Kasiny pod górę. W Żabce w Kasinie wspomagam się zapiekanką i energolem. Wszędzie piętrzące się na kilka metrów stosy betonowych podkładów kolejowych. Budowa linii kolejowej BARDZO odmieni tą okolicę. Na przeł. Wielkie Drogi zapada już powoli zmrok. Ostatnie fotki panoramy Beskidu Wyspowego. I SRU w dół, do Dobczyc :) Vmax coś koło 60km/h, terenowe opony z klockami buczą przy tej prędkości prawie jak jakiś motór :) W Dobczycach wspomagam się pysznym kebsem tam gdzie zawsze. No i trzeba jeszcze wymęczyć te kilka podjazdów w poprzek Pogórza Wielickiego. Inwersje temperatur spore, raz ciepło, raz zimno. Na koniec znów ekstra zjazd, też coś koło 60ki, do centrum Wieliczki. Piwko, a nawet dwa w parku na osiedlu. W domu o 00.50.
I tak minęła ta kolejna, trzecia już wycieczka na Turbacz w tym sezonie. Być może ostatnia w tym roku, a może nie :) Kocham Turbacz :)
Zaliczone szczyty:
Gorce:
Turbacz (1310)
Rozdziele (1198)
Obidowiec (1106)
Bukowina Waksmundzka (1102)
Groniki (1027)
Jaworzyna Ponicka (995)
Mnisko (959) – dopisać do tabelki po prawej, bo brakuje!!!
Bardo (948)
Wierchowa (940)
Przeł. Pośrednie (918)
Gralowa (873)
Przysłop (pod Maciejową) 836 – dopisać do tabelki po prawej, bo brakuje!!!
Przeł. Pod Godermanem (820)
Maciejowa (815)
Goderman (721)
Legutków (704)
Beskid Wyspowy:
Przeł. Wielkie Drogi 562
Przeł. Wierzbanowska 502
5.10 - 00.50
Kategoria > km 100-149, Powrót pociągiem, Terenowo
Z buta (wrz.)
d a n e w y j a z d u
49.00 km
0.00 km teren
h
Pr.śr.:0:00 km/h
Pr.max: km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Buty

Jesienne klimaty
Dojścia do pracy za miesiąc wrzesień:
16.09 3,5km
21.09 3,5km
22.09 3,5km
23.09 5,0km
24.09 6,5km
25.09 6,5km
28.09 7,5km
29.09 6,5km
30.09 6,5km
Zapierdalacz wrzesień (zbiorówka)
d a n e w y j a z d u
171.70 km
0.00 km teren
h
Pr.śr.: km/h
Pr.max:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Zapierdalacz

Nowohuckie klimaty
https://photos.app.goo.gl/VjMfVVtyM68khee68
Te kilka tripów pójdzie w zbiorówkę:
21.09 25,8km wieczorna przejażdżka po pracy po mieście
23.09 26,3km j.w.
24.09 27,9km j.w. Można to nazwać tak jak za starych, dobrych czasów: L.W.O.M. Czyli Leniwy Wieczorny Objazd Miasta :)
25.09 26,4km j.w., L.W.O.M. + Leniwa Wieczorna Zapiekana pod Halą Targową ;)
28.09 27,3km j.w., dokładnie to samo
29.09 38,0km j.w. + inspekcja nowo otwartej linii tramwajowej
Kategoria Zbiorówka :(
Szczyt wrzesień (zbiorówka)
d a n e w y j a z d u
981.10 km
0.00 km teren
h
Pr.śr.: km/h
Pr.max:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Szczyt

Wyprawa na delivery do Karniowic ;)
https://photos.app.goo.gl/VjMfVVtyM68khee68
1.09 68,1km Dniówka na Uber, ładna pogoda, dziś dużo po New Hucie.
2.09 89,3km Dziś cały dzień po Wieliczce i okoliach. Wieczorem skok na Kurdwanów na Shell tylko po to, żeby zawieźć miłej Pani do Wieliczki ćwiarteczkę, żeby mogła zatopić smutki w gorzałce. Napiwek 18zł :) U/S
3.09 58,8km Najpierw widokowa wycieczka do Swoszowic z kebsem (pomoramki Krk), potem po Krk.
4.09 61,9km Miałem jeździć po Krk, ale znów zagnało mnie do Wieliczki, i głównie po niej jeździłem. W Krk nie przekroczyłem linii Wisły. Znów U/S
5.09 62,1km Najpierw Wieliczka i okolice, ale szło słabo, wieczorem Krk, szło mniej słabo.
6.09 76,5km Wow cóż za dniówka, 274zł +dwie krówki to dobry zarobek w lecie przy takim kilometrażu :) A wyszło mi tak, bo odpaliłem dawno nieodpalane apki: Glovo/Wolt/Bolt. Zwłaszcza ten Wolt fajnie zapodawał :) Wieczory coraz chłodniejsze. Powerbank się rozładował, i musiałem się podładowywać na przystankach autobusowych.
10.09 63,1km krótsza dniówka na U/S/W, od 17 do północy.
12.09 106,7km pierwszy typowo jesienny dzień. Chłodno, pochmurno ale nie pada. Wycieczka do Zielonek, w okolice północnej obwodnicy Krk a potem niezła wyprawa :) Wiozłem na Uberze zakupy z biedry za miasto, do Karnowic (płn-zach rubieża miasta). Dużo sensu to nie miało, potem powrót kilkanaście km na pusto do Bronowic :D Tzn. miało sens ale krajoznawczy.
13.09 83,1km Ładniejszy niż wczoraj dzień, dniówka na S/W/B/U
14.09 75,1km Dniówka na Uber/Stuart. Przelotny deszczy. Krk + New Huta.
15.09 71,2km Nawet ładny dzionek na U/S/B. Eurowy napiwek :)
17.09 87,1km Po porannych deszczach, ładny dzionek na U/S/W. Dniówka na dwie raty, w połowie zmiana za ciasnych spodni ;) Wizyta w Wieliczce, wieczór chłodny.
18.09 78,1km Ładny dzień, dniówka U/S/W/B
(zacząłem pracę na etacie, więc teraz jazdy na deliverce, (i co za tym idzie km) będzie dużo mniej)
Kategoria Zbiorówka :(





























