Wawa 2 (Defilada!!!)
d a n e w y j a z d u
194.10 km
0.00 km teren
h
Pr.śr.: km/h
Pr.max:0.00 km/h
Temperatura:32.5
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Zapierdalacz

https://photos.app.goo.gl/Bq997n2NMo3nQzuW7
https://connect.garmin.com/app/activity/24014947850
(plus dojazd/powrót z dworca 20km, plus prawie 70km nakręcone po Wawie!)
W tym roku postawiłem udać się pierwszy raz na defiladę z
okazji Święta Wojska Polskiego, w Warszawie. Do tej pory zawsze jakoś nie było
okazji albo o niej zapominałem. Raz tylko, w ’24 widziałem nocne próby do
defilady. W tym roku się uda być, wolne od pracy mogę sobie zrobić w każdy
dzień. Do tego piękna pogoda 30+ stopni. Z tygodniowym wyprzedzeniem kupuję
bilety PKP. Kupić bilet na trasę Wawa-Krk to nie takie hop-siup, w wakacje
pociągi są nabite po dach i brakuje miejsc.
Jak zwykle podjadę sobie pociągiem do Radomia, tak aby od
razu wylądować na spalonej Słońcem, mazowieckiej patelni :) Ma to płaskie
Mazowsze jakiś swój urok, też je lubię. Pociąg odjazd 8.30, przyjazd planowo
12.30. Oczywiście jest opóźnionko, w Radomiu koło 13tej. Zwiedzam przejazdem
Radom i wylatuję na północ główną dwupasmówką. Pomimo dużego ruchu jedzie się
fajnie, jest szerokie pobocze lub równoległe boczne dróżki. Kawałek za Radomiem
dociągiam do S7ki. Oczywiście Eską nie pojadę (choć są kolarze co tak jeżdżą ;)
). Po obu stronach drogi ciągną się boczne drogi techniczne, ruchu lokalnego.
Jak zawsze będę sobie nimi powoli ciągnął w stronę stolicy. Po drodze fajny
odcinek gdzie Eska przebiega wśród starych, OGROMNYCH sosen. Fajnie że ich nie
wycięli, jakoś się dało je zostawić. Co jakiś czas odbija się bocznymi drogami
dalej na bok od S7ki, taki odcinek jest np. w Suchej. Tu przejazd piękną aleją obsadzoną wielkimi kasztanowcami. W dość urokliwych Białobrzegach jak zawsze
wciągam kebaba tam gdzie zawsze. Jest i fotka z Grójca, ze słynnym pomnikiem jabłuszka oraz starymi wierzbami na rynku. Ta część Mazowsza tonie bowiem w
sadach owocowych. Co i rusz przejeżdża się pośród hektarów małych drzewek, z
coraz to dorodniejszymi owocami – połowa sierpnia. Upalny dzień powoli kończy
się, wieczory są coraz chłodniejsze. W Tarczynie chwilę przed zachodem Słońca,
zaliczyłem tu tylko Biedronkę, żeby zrobić zakupy. Ostatnie km do Janek
dociągam DW 778. Tablicę WARSZAWA osiągam przed 22gą. Plan mam taki że poszwendam
się w nocy i rano po mieście, pozwiedzam coś, a potem zarezerwuję sobie dogodne
miejsce do obserwacji defilady. Zwiedzam chyba to co zawsze, Śródmieście,
Solec, Powiśle, Mariensztat… Warszawa zawsze mi imponuje, tu wszystko jest
takie wielkie, ogromne, wspaniałe… Te 200m szklane wieże, szerokie aleje,
ogromne kilkusetmetrowe mosty, wielka Wisła… No jest co zwiedzać. Nowy dzień
wstaje koło 5tej. Wciągam kultową zapiekanę u Lussy, poprawiam bułką z
pieczarkami. Wpadłem na świetny pomysł, aby TERAZ, rano dokonać ablucji. Teraz,
a nie po defiladzie. Ablucji czyli umycia się mokrymi chustkami i przebrania w
krzaczorach po drugiej stronie Wisły. Po defiladzie bym nie zdążył. Ulice
powygradzane, wszędzie policja, wojsko, barierki, nie tak łatwo się
przemieszczać po mieście. O 9.30 zajmuję strategiczny punkt obserwacyjny. Na
skarpie, przy Wisłostradzie, pod jednym jedynym drzewem :) Strategicznie też
bardzo mało piję, żeby nie chciało mi się sikać. Defilada o 12tej a ile potrwa
to nie wiadomo. Miejscówka jak się potem okaże GENIALNA. Większość ludzi będzie
się smażyć na trawniku (będą 32-33 stopnie), a garstka, w tym ja ma przyjemny
cień. Próby już trwają, raz-dwa-trzy próba mikrofonu. A właściwa część defilady
startuje koło 11.30. Czego tam nie było…
- transmisja przemówienia Tuska z Gdańska (mogli sobie
darować, pierdolił trzy po trzy)
- wprowadzenie Polskiej flagi
- hymn Polski
- salwa honorowa
- kultowe CZOŁEM ŻOŁNIERZE Nawrockiego
- nominacje generalskie, admiralskie
- transmisja z defilady okrętów z Trójmiasta (na telebimach)
- Lotnicza część defilady – w tym m.in. Apache, F16, F35,
latające cysterny… No ogromne wrażenie, większość typów samolotów leciała po 4
sztuki w formacji. Gdy leciały F35 niebo nad Warszawą zagrzmiało ;)
Potem może i podniosłe, może i mądre (a może nie)
przemówienia prezydenta i Kosiniaka, ale naprawdę za długie, niepotrzebne w
takich warunkach i ciężkie do wystania/wysiedzenia w tym upale. Tak przez
widzów jak i żołnierzy. 33 stopnie a Ci pierdolą przez 45 minut… Ludzie mieli
dość. Część widowni poszła i nie doczekała najciekawszej części defilady, czyli
przejazdu pojazdów kołowych/gąsienicowych. Ja pomimo że stałem w cieniu też już
miałem dość. Postawiłem sobie jednak za cel dotrwać do tego co najciekawsze,
czyli czołgów i innych wozów gąsienicowych, które będą na samym końcu. I tak
też zrobiłem, przejechał OGROM sprzętu kołowego, pojechały pierwsze gąsienicowe
potwory. Znowu zagrzmiało, tym razem z dołu, nie z góry ;) Borsuki, K2,
Abramsy… I zacząłem powoli się zbierać, jakbym stał do końca to utknąłbym w
tłumie przy wyjściu. Ominęły mnie chyba tylko Leopardy, Kraby i K9. Jest 14.30,
pociąg o 16tej, muszę dotrzeć na dworzec, coś zjeść, znaleźć peron… Powrót do
Krk bez przygód, nawet klima działała w pociągu. W Krakowie po 20tej.
Udana wycieczka, defilada zaliczona. Choć trochę za dużo
szczęścia naraz, było po prostu za długo. Od 9.30 do 14.30 to jest 5 godzin.
Następnym razem trzeba przyjść trochę później, np. 10.30. Choć nie wiem czy nie
większe wrażenia są przy próbach do defilady. Kiedy można posłuchać ryku
silnika Leoparda z odległości 3 metrów :)
7.30 (pt) - 22.00 (sb)
Kategoria > km 150-199, Powrót pociągiem





























