Turrrbacz :)
d a n e w y j a z d u
170.90 km
27.50 km teren
h
Pr.śr.: km/h
Pr.max:0.00 km/h
Temperatura:32.5
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Szczyt

https://photos.app.goo.gl/A3qEJXinZfYWRRrs5
https://connect.garmin.com/app/activity/23406248710
Do trzech razy sztuka :) Dziś zdobyłem Turrrrbacz. Nauczony
doświadczeniem że wyjazdy w góry o 7 rano nie mają sensu, bo już wtedy jest
upał, dziś wystartowałem zaraz po 5tej.
I tak jest gorąco :) Do Polski zmierza właśnie potężna fala
upałów, maxy mają być pod 40 stopni! A dziś jest jej początek, ze 30-33 ma być na południu kraju, z tym że
w górach oczywiście chłodniej. Tonę we własnym pocie, wypijam kolejne litry
płynów, i jakoś ciągnę powoli asfaltem przez Dobczyce, Kasinę, Mszanę. Po
drodze do wciągnięcia 3 przełęcze: Wierz banowska, zaraz obok Wielkie Drogi
oraz ostatni wspin na przeł. Przysłop Lubomierski, skąd wjeżdża się już na Gorczańskie szlaki. No tu to już w ogóle
patelnia, odpoczywam kilka razy żeby nie wyzionąć ducha. Napędza mnie wizja chłodu górskiego strumienia
oraz cienia iglastego lasu. W zasadzie pierwotny plan był taki, że z Lubomierza
chciałem wjechać (raczej wepchać) rower niebieskim szlakiem na Gorc, a potem grzbietem, zielonym
szlakiem, grzbietem kierunek Turbacz. Z tym że ten plan był zbyt ambitny. Wybieram
łatwiejszy, znany mi już wariant: z Lubomierza czerwonym szlakiem rowerowym na
pol. Jaworzynę Kamienicką, skąd już rzut beretem na Turbacz. Spory kawałek
wjeżdża się wgłąb Gorczańskich kniei asfaltową
alejką wzdłuż potoku. O tak, chłód od potoku
bije bardzo przyjemny :) Cała dolina tonie w
łopianach, i w cieniu ogromnych
świerków/jodeł. Mam zapas 2,5l wody także przygotowany jestem dobrze :) Kawałek
dalej zaczyna się terenowy szlak. Choć teren jest to (jak na Beskidy) bardzo
lekki – ubita, lekko kamienista
droga, która łagodnie trawersuje zbocza gór i
stopniowo nabiera wysokości. Podjeżdżalne w 100%, nawet dla dziecka, tyle że męczące. Droga
ciągnie się i ciągnie, zalicza kilka serpentyn ponad głębokim parowem potoku.
Ruch nawet jakiś jest, mijam kilku turystów, jednego e-bike’a, oraz 2
terenówki. W końcu las
przerzedza się, to znak że do szczytowych partii gór już
niedaleko. Pojawiają się widoki (m.in. na Gorc, na który chciałem jechać), i
zaczynają rozległe, porośnięte bezkresnymi
borowinami polany, spośród których sterczą samotne kikuty martwych drzew. Docieram do charakterystycznego miejsca. Jeszcze 2 lata temu droga tutaj kończyła się ślepo, a w lewo szła ledwie widoczna zielona ścieżka przez polanę. Ale zaraz, zaraz, coś tu się pozmieniało. Przedłużyli tą drogę, tj. wysypali kamieniami i ma ona dalszy swój bieg stromo pod górę, po polanie. No i dalej dało by się jechać, z tym że jest taki upał a mnie tak brakuje sił.
Więc wypycham tylko rower z mozołem, odpoczywając co chwila. Byle uciec z tej piekielnej łąki, byle do lasu. A całe to piękne miejsce to polana Jaworzyna Kamienicka. Jest też więc i słynna
Kapliczka Bulandy, i rozległe widoki na morze gór :) Kilka fotek i chowam się szybko w cieniu lasu. Obieram zielony->czerwony szlak na polanę Długą i dalej na schronisko pod Turbaczem. Wg. drogowskazów 45minut marszu. Rowerem z 15 minut
:) Trochę łomotu po szlaku wyłożonym
kłodami, i już jestem na wielkiej polanie, a na drugim jej końcu widać już okazały budynek schroniska pod
Turbaczem. Widać też panoramę Tatr, a ponad nią coraz mniej ciekawie
wyglądające chmury, w tym jeden wielki wysoki biały grzyb. Z którego może być
(ale nie musi) potem burza ;) W schronisku ludzi kupa, w tym circa 7 rowerzystów. Ja chyba jestem jedynym przedstawicielem tradycyjnej, nieelektrycznej szkoły MTB ;) Reszta
to elektryczne motorki a nie rowery. Wciągam naleśniki oraz piwo. 48zł :D Jakby coś większego zjeść i deser to można bez problemu ze stówy wyskoczyć :D No ale
nic, nie jem przecież tu codziennie obiadu, czasem można sobie pozwolić. Tymczasem chmurzastych grzybów nad Tatrami jest już kilka :) Kilka fotek, i siup na ścieżkę, na
czerwony szlak na sam szczyt Turbacza. Tzn. ścieżka to tu była kiedyś, rok temu
rozorali ją i jest teraz szeroka droga pełna głazów i korzeni. Podjeżdżalne w 99%, zjeżdżalne w 100%. Jednego
progu z korzeni nie umiem bowiem podjechać. Mała sesja foto, i w dół pod schronisko. Plan na zjazd jest
najfajniejszy możliwy tzn. czerwonym do Rabki. Jak dla mnie flow nie z tej
ziemi – idealny poziom trudności, albo raczej łatwości. Trochę kamieni oraz
korzeni oczywiście jest, ale zjeżdżalne dla mnie w 95%. Dwa odcinki pod
Turbaczem wolę sprowadzić. Do tego szlak jest już dobrze wyprażony upałami, błota prawie
brak, czyli też tak jak lubię. Po drodze międzylądowanie na Starych Wierchach,
i tu też tankowanie – drugie piwko. Zaraz potem jest Maciejowa, i kolejne
trzecie schronisko. Nie piłem tu nigdy piwa, ale dziś chyba odpuszczę, bo trzy
to za dużo, trzeba wszak wracać asfaltem do domu. Na Maciejowej widzę też coraz
rzadszy w górach widok, tj. dwa tradycyjne fulle, bez elektryki. Ogólnie dziś w Gorcach rowery nieelektryczne policzyć można było na palcach jednej ręki. I to włącznie
z moim rowerem. Odcinek z Maciejowej do Rabki to już lot a nie zjazd, bardzo łatwy i szybki odcinek. W Rabce chillout w parku, jakieś koncerty i śpiewy góralskie. Dobijam
trochę atmosfer w oponki, wciągam cheeseburgera w moim ulubionym bistro na
dworcu. I stąd mam jakieś 65km asfaltu do domu. W dół do Mszany, potem mozolne
kręcenie pod górę na przeł. Wielkie Drogi/Wierzbanowską. Tam podejmuję jedyną
słuszną decyzję, i ściągam koszulkę. Zjazd 65km/h z gołą klatą jest bardzo orzeźwiający :) W Dobczycach ładuję się jeszcze energolem i batonami, i
resztkami sił ciągnę hopki do Wieliczki. Ostatni zjazd do Wieliczki znów 60+
km/h :) Do domu dowlokłem się o 1.30. Burzy jednak nie było.
Udana wycieczka, Turbacz zawsze spoko :) A jutro tropikalny
żar wleje się do Polski, już nie mogę się doczekać :) Ale raczej jakaś taka
przejażdżka będzie tylko po okolicy. Nie podejmuję się jazdy po górach w 40 stopniach ;)
5.10 - 1.30
Kategoria > km 150-199, Terenowo





























