Pidzej prowadzi tutaj blog rowerowy

Droga jest celem

Góreczki koło Rabeczki

d a n e w y j a z d u 137.92 km 5.00 km teren h Pr.śr.: km/h Pr.max:0.00 km/h Temperatura:27.5 HR max: (%) HR avg: (%) Podjazdy: m Kalorie: kcal Rower:Szczyt
Niedziela, 21 czerwca 2026 | dodano: 12.07.2026



https://photos.app.goo.gl/WJ1eNGtQLguRUpfFA

https://connect.garmin.com/app/activity/23330081733
https://connect.garmin.com/app/activity/23344926797

Po dniu przerwy znów wyruszyłem na górskie szlaki, z myślą zdobycia wielkich szczytów ;) Ale po kolei. Nietypowo obudziła mnie poranna burza O.o No nic przeczekałem, wyjechałem godzinkę później, o 7.30, gdy drogi trochę podeschły. Jadę na Wieliczkę, ale chmury coś nie chcą przechodzić. Ciągle coś się kotłuje. Patrzę na radary burzowe, i wychodzi mi że żadna burza mnie nie goni, tylko to ja gonię burzę. Więc nie jadę zbyt szybko, odpoczywam i wciągam bułki, aby jej nie dogonić ;) A jadę standard, na Dobczyce, Wiśniową, Kasinę, Mszanę. Myślę to o Turbaczu, to o Starych Wierchach, albo chociaż Maciejowej? Zobaczymy co z tego wyniknie, ale sukcesów wielkich się nie spodziewam. Tymczasem mijam ślady burzy: rwącą rzekę, zalane rowy, połamane gałęzie oraz kamienie i błoto, naniesione na szosę z górskich dróg. Okoliczni mieszkańcy jak i strażacy OSP wspólnymi siłami porządkują cały ten bałagan. W okolicy przełęczy Wielkie Drogi odwiedzam dawno nieodwiedzany pomnik. Jest to prawdziwa ciekawostka. Pomnik upamiętnia bitwę z września '39 roku, a do jego budowy wykorzystano wieżę niewielkiego czołgu Vickers, który tu walczył w obronie przed Niemcami: LINK
Pogoda taka se. Porno i dusno. To chmury, to znów Słonko. Burza wisi w powietrzu, tak czuję. Tak więc dociągam do Rabki Zaryte, i tu postanawiam obadać niebieski szlak do centrum Rabki, chyba nim jeszcze nie jechałem (ale kto to wie, kto to spamięta?). Po drodze są dwa szczyty do zaliczenia: Grzebień (679) oraz Bania (609).
[ Wtedy wydawało mi się że to nowości, że jeszcze nie byłem, i wpadną mi do tabelki ze szczytami po prawej. Po powrocie do domu jednak okazało się, że mam jej już zdobyte ;) ]
Szlak z początku przejezdny, potem staje się jednak wąską ścieżką w lesie. Coś tam ujechać by się dało, ale strach. Po lewej bardzo stroma skarpa, opadająca do doliny potoku. Tak więc raczej prowadzonko. Zgodnie z oczekiwaniami w końcu wyjeżdżam jednak na rozległą polanę. Porośnięta młodymi dębami oraz chyba jakimiś drzewkami owocowymi (stary sad?). Rozpościerają się z niej kapitalne widoki na Luboń Wielki, oraz morze innych gór. Aby zdobyć dwa wspomniane szczyty, Grzebień i Banię, trzeba zboczyć trochę ze szlaku. Grzebień to najpierw bardzo stromy wypych, a potem w miarę płaska jazda na szczyt. Szybka fota, i lecę nazad po śladzie. Bo pogoda się psuje! Karkołomne znoszenie roweru z powrotem na polanę. Mijam stado owiec, pasterza mówiącego w dziwnym języku, i po pewnym błądzeniu obieram leśną drogę na szczyt Bani. Raz, dwa, fotka tabliczki, i z górki na pazurki, do Rabki. Zdążam jakieś 5 minut przed ulewą :) Przeczekuję ją na dworcu. Wciągam też niedrogiego cheeseburgera w moim ulubionym dworcowym bistro. Gdy rozpogadza się nieco, ruszam w drogę powrotną. W zasadzie po śladzie, Mszana, Kasina, Wiśniowa, Dobczyce. Już bez pogodowych ekstremów. Sprawnie toczę się do Krakowa. W Kasinie szybkie wspomaganie w Żabce. Pomimo że jakichś niesamowitych szczytów dziś nie zdobyłem, to i tak było fajnie :)

7.25 - 00.15


Kategoria > km 100-149, Terenowo


komentarze
Nie ma jeszcze komentarzy. Komentuj

Imię: Zaloguj się · Zarejestruj się!

Wpisz cztery pierwsze znaki ze słowa atoma
Można używać znaczników: [b][/b] i [url=][/url]