Góreczki koło Rabeczki
d a n e w y j a z d u
137.92 km
5.00 km teren
h
Pr.śr.: km/h
Pr.max:0.00 km/h
Temperatura:27.5
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Szczyt

https://photos.app.goo.gl/WJ1eNGtQLguRUpfFA
https://connect.garmin.com/app/activity/23330081733
https://connect.garmin.com/app/activity/23344926797
Po dniu przerwy znów wyruszyłem na górskie szlaki, z myślą
zdobycia wielkich szczytów ;) Ale po kolei. Nietypowo obudziła mnie poranna
burza O.o No nic przeczekałem, wyjechałem godzinkę później, o 7.30, gdy drogi
trochę podeschły. Jadę na Wieliczkę, ale chmury coś nie chcą przechodzić.
Ciągle coś się kotłuje. Patrzę na radary burzowe, i wychodzi mi że żadna burza mnie nie
goni, tylko to ja gonię burzę. Więc nie jadę zbyt szybko, odpoczywam i wciągam bułki, aby jej nie dogonić ;) A jadę standard, na Dobczyce, Wiśniową, Kasinę,
Mszanę. Myślę to o Turbaczu, to o Starych Wierchach, albo chociaż Maciejowej? Zobaczymy co z
tego wyniknie, ale sukcesów wielkich się nie spodziewam. Tymczasem mijam ślady burzy: rwącą rzekę, zalane rowy, połamane gałęzie oraz kamienie i błoto, naniesione na
szosę z górskich dróg. Okoliczni mieszkańcy jak i strażacy OSP wspólnymi siłami porządkują cały ten bałagan. W okolicy przełęczy Wielkie Drogi odwiedzam dawno nieodwiedzany pomnik. Jest to prawdziwa ciekawostka. Pomnik upamiętnia bitwę z września '39 roku, a do jego budowy wykorzystano wieżę niewielkiego czołgu Vickers, który tu walczył w obronie przed Niemcami: LINK
Pogoda taka se. Porno i
dusno. To chmury, to znów Słonko. Burza wisi w powietrzu, tak czuję. Tak więc
dociągam do Rabki Zaryte, i tu postanawiam obadać niebieski szlak do centrum Rabki, chyba
nim jeszcze nie jechałem (ale kto to wie, kto to spamięta?). Po drodze są dwa szczyty do zaliczenia: Grzebień
(679) oraz Bania (609).
[ Wtedy wydawało mi się że to nowości, że jeszcze nie byłem, i wpadną mi do
tabelki ze szczytami po prawej. Po powrocie do domu jednak okazało się, że mam jej już
zdobyte ;) ]
Szlak z początku przejezdny, potem staje się jednak wąską ścieżką w lesie. Coś
tam ujechać by się dało, ale strach. Po lewej bardzo stroma skarpa, opadająca do
doliny potoku. Tak więc raczej prowadzonko. Zgodnie z oczekiwaniami w końcu
wyjeżdżam jednak na rozległą polanę. Porośnięta młodymi dębami oraz chyba
jakimiś drzewkami owocowymi (stary sad?). Rozpościerają się z niej kapitalne widoki na Luboń
Wielki, oraz morze innych gór. Aby zdobyć dwa wspomniane szczyty, Grzebień i Banię, trzeba
zboczyć trochę ze szlaku. Grzebień to najpierw bardzo stromy wypych, a potem w
miarę płaska jazda na szczyt. Szybka fota, i lecę nazad po śladzie. Bo pogoda się psuje! Karkołomne znoszenie roweru z powrotem na polanę. Mijam stado owiec,
pasterza mówiącego w dziwnym języku, i po pewnym błądzeniu obieram leśną drogę na
szczyt Bani. Raz, dwa, fotka tabliczki, i z górki na pazurki, do Rabki. Zdążam jakieś 5
minut przed ulewą :) Przeczekuję ją na dworcu. Wciągam też niedrogiego cheeseburgera w moim
ulubionym dworcowym bistro. Gdy rozpogadza się nieco, ruszam w drogę powrotną. W zasadzie
po śladzie, Mszana, Kasina, Wiśniowa, Dobczyce. Już bez pogodowych ekstremów.
Sprawnie toczę się do Krakowa. W Kasinie szybkie wspomaganie w Żabce. Pomimo że
jakichś niesamowitych szczytów dziś nie zdobyłem, to i tak było fajnie :)
7.25 - 00.15
Kategoria > km 100-149, Terenowo





























