Liznąć Gorców
d a n e w y j a z d u
158.88 km
11.00 km teren
h
Pr.śr.: km/h
Pr.max:0.00 km/h
Temperatura:27.5
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Szczyt

https://photos.app.goo.gl/av7xZUMoQ3AJifzw8
https://connect.garmin.com/app/activity/23310763991
Tak więc nadszedł ten dzień, gdy trzeba pierwszy raz
zaatakować góry, góry w sensie MTB. Wzuwam Peakowi terenowe 2,25" laczki, i startuję
6.45. No ale gdzie tu jechać? Od razu Turbacz? Czy może łagodniej,
Wierzbanowska Góra + Lubomir na rozgrzewkę? Wyjdzie w praniu. Na razie mozolnie
nawijam asfalt wojewódzkiej szosy, najdalej na przeł. Wielkie Drogi będę mógł
podjąć decyzję. Jest porno i dusno. Ale nie ma całkowitej patelni, bo niebo
zasnute jest chmurami. Takimi potencjalnie burzowymi chmurami. Jakże zmienił
się spokojny i sielski krajobraz w okolicach Kasiny, Mszany, Rabki. Teraz to
jeden wielki plac budowy. Potężny ruch ciężarowy, tumany kurzu. Stosy betonowych podkładów kolejowych. Budują nową
linię kolejową. To dobrze. Za kilka lat nie będę musiał dymać asfaltem w góry,
tylko sobie podjadę pociągiem np. do Mszany i od razu wskoczę na szlak :) W międzyczasie
podejmuję decyzję, że zaatakuję Stare Wierchy, od strony Olszówki. A potem się zobaczy. I tak też
robię, wciągam szybką zapiekanę w Mszanie, a Rabie Niżnej odbijam na Olszówkę.
Droga przez wieś pnie się do góry. Wieś kończy się, a stromizna narasta. Do
tego pełna patelnia, tak że ledwo dycham. W końcu jestem jednak w miejscu gdzie
wjeżdża się na zielony szlak. Ten jest bardzo przyjemny, w cieniu lasu i
chłodzie strumienia zupełnie inna jazda. Zielony to taki tylko łącznik. Dobijam
nim do głównego czerwonego, i stąd już fajna droga na Stare Wierchy. Ilość
błota większa niż zwykle, no kapryśne to lato mamy. Na Starych Wierchach już
wiem że pass. Turbacz to nie dzisiaj. Jest już po 15tej, do tego mnóstwo chmur,
nie chcę ryzykować burzy na szlaku. Tak że wciągam tylko zimne piwko, i szukam
na mapie szlaku na powrót. Z tym piwkiem na Starych Wierchach to też jest
ciekawa sprawa ;) Pani nalewa je z takiego typowego barowergo nalewaka, no i jak to zwykle bywa robi się
piana. Rzecz normalna. Ale nienormalne jest to, że Pani tą pianę z wierzchu wybiera
łyżką do garnuszka, a dolewa płynu (piwa) po brzegi :D Z jednej strony
dobrze, bo więcej piwa się dostaje. Z drugiej strony jest to chyba niezgodne ze
sztuką. Z trzeciej strony, ciekawe co Pani robi z tą pianą w garnuszku, która
powoli zmienia się w płyn. Dolewa z powrotem do kega? Mniejsza jednak o to,
piwo w górach zawsze smakuje lepiej niż domu, choćby było i bez piany. Tymczasem
stanęło na tym, że zjazd odbędzie się szlakiem niebieskim, na Obidową, do
starej zakopianki. No tu błotka jeszcze więcej :) Ale sam szlak jak dla mnie to
5km przyjemności, płasko lub łagodnie w dół po niezbyt dużych kamolach. Raz dwa
zlatuję nim na Obidową, pod stację benzynową. Zaraz będzie atrakcja innego rodzaju
:) Stromy (15-20%) zjazd asfaltem do Rabki :) Przy 60km/h można fajnie
odwirować błoto z kół :) Tak że do Rabki to właściwie się teleportuję. Jakieś
tam lody, coś tam w Żabce, i zbieram się w drogę powrotną. A zamiast po raz
setny jechać na Mszanę, Kasinę, Dobczyce, dziś wrócę starą Zakopianką. Po
zbudowaniu równoległej ekspresówki, ze starej szosy zrobiła się fajna na rower
droga ruchu lokalnego. Najpierw wspinam się na zbocze Lubonia (ekspresówka idzie pod spodem, słynnym tunelem), a potem znowu
kolejny szybki zjazd aż do Lubnia. No efektownie wyglądają te potężne estakady nowej Zakopianki. Z Lubnia do Myślenic droga już prosta, i płaska
- serwisówka. W Myślenicach jakaś tam impreza (Dni Myślenic), szybka pizza w
Żabce, i do domu, po pogórkach Pogórza Wielickiego. Na szybkich zjazdach odrobina
orzeźwienia po tym upalnym dniu. Turbacza co prawda nie zdobyłem, ale i na niego przyjdzie czas. Udana wycieczka.
6.45 - 00.30
Kategoria Terenowo, > km 150-199





























