Wawa 1
d a n e w y j a z d u
207.50 km
0.00 km teren
h
Pr.śr.: km/h
Pr.max:0.00 km/h
Temperatura:25.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Zapierdalacz

https://photos.app.goo.gl/dAra8zFtdtX3P35e8
https://connect.garmin.com/app/activity/22994275037
(na śladzie brak zwiedzania Wawy 90km, i 2 razy na dworzec/z dworca Krk 2x10km)
Lato za pasem, czas więc zwiększyć trochę dystanse oraz
ogólnie rozmach wycieczek :) A nie jeździć ciągle wzdłuż Wisły do Oświęcimia.
Na pierwszy ogień idzie Warszawa. Tak żeby sobie coś na spokojnie pozwiedzać,
czyli wariant z Radomia. Bilety kupione tydzień wcześniej, i tak ledwo się
udało. Tak bardzo brakuje miejsc w pociągach Wawa – Krk.
Rowerek narychtowany i spakowany dzień wcześniej. Start o
wpół do siódmej, pociąg mam o 7.56. Zdążam z zapasem takim że wciągam jeszcze
zapiekanę na dworcu na dobry start. Wychodzą dwa felery. Pierwszy - wziąłem nie te rękawiczko co
trzeba, tylko stare, roztegowane... Drugi to siadłem na gumie do żucia. Wkleiło
się w spodenki.
*^(*^&*%&.
Podróż do Radomia mija za to spokojnie i przyjemnie. Im
dalej na północ tym bardziej zachmurza się, ale tak było też w prognozach, a
padać z tego nie powinno. Z ciekawostek podobno jakimś objazdem jedziemy, przez
Włoszczową. Oraz w Kielcach łączenie dwóch pociągów w jeden (ten drugi
przyjechał z Gliwic). W Radomiu lekkie opóźnionko ale bez tragedii. W Radomiu
obieram kurs na Brzózę (nie Brzozę). Jest lekko pod wiatr (też zgodnie z
prognozami) ale mimo to jedzie się wybornie. Boczne drogi, mały ruch, spalone
Słońcem, pachnące żywicą sosnowe lasy Mazowsza :) Przejeżdżam pod potężną linią WN, która patrząc w jedną stronę prowadzi do majaczącej na horyzoncie ogromnej
elektrowni w Kozienicach. A gdzie prowadzi w drugą stronę? Cholera wie, ale
jest szansa że w stronę stolicy. Gdy przejeżdżam pod takimi słupami, zawsze
zachwyca mnie ogrom tych instalacji. I to że płynie nimi prąd do milionów
żarówek, fabryk, latarni ulicznych itp. itd. Z miasteczek docieram do
Głowaczowa, a stąd jeszcze bardziej boczną i dziurawą drogą do Magnuszewa. Tu
wskakuję na krajówkę, która jest bardziej ruchliwa. Okolice mocno naznaczone przez
wojnę, podziwiać można różne wojskowe pomniki i zabytki – takie jak armata (haubica?) oraz czołg T-34. Krajobraz zmienia się z lasów na morza sadów
owocowych, z który słynie Mazowsze. A ja jestem coraz bardziej głodny.
Wypatruję kebaba ale nic takiego nie ma w miejscowościach, które mijam. Dopadam
zatem sklep i ratuję się suchym prowiantem. W Piasecznie wciągam upragnionego
kebsa. Powoli zbliża się zmrok, do Wawy (tablicy WARSZAWA) dociągam chyba
punktualnie o zachodzie Słońca. Warszawa jak to Warszawa, odległości ogromne.
Zanim dojadę do centrum to 15km trzeba nakręcić… Jakieś tam małe zakupy na noc
i rozpoczynam nocne, a potem dzienne zwiedzanie. Głównie to co zawsze,
Śródmieście, PKiN, drapacze chmur, Praga, kręcę się w kółko… Jakoś nie mam
pomysłu ani sił na coś bardziej ambitnego. Noc jest ciepła i bardzo imprezowa
(sb/ndz). Zawsze nie mogę się nadziwić jakie to wszystko w tym mieście jest
ogromne, przeskalowane, w porównaniu do Krakowa. Np. takie mosty w Krk mają max
150m długości, te w Wawie kilkaset metrów do kilometra… Nie wspominając o
wysokości, którą muszą osiągać, aby wspiąć się na Skarpę Wiślaną. Biurowce,
wieżowce to już w ogóle inna liga. Ogólnie to wszystko takie piękne, potężne,
dumne i wspaniałe z jednej strony. Z drugiej strony to nie wiem czy bym się
odnalazł w takim mieście. Nawet z moją formą, przemieszczać się po takim
mieście na rowerze… Chyba wolę mój ciasny, śmierdzący i wypierdziany Kraków ;) Nie
wspominając o górach na rzut beretem :) Na takich właśnie rozkminkach mija mi
to zwiedzanie. Wciągam zapiekankę od Lussi, i podwójną jajecznicę w barze
mlecznym. Zaszywam się w krzaczorach na wschodnim brzegu Wisły, żeby dokonać
ablucji. Za pomocą 2/3 paczki mokrych ręczniczków zmywam z siebie większość
brudu i smrodu. Żeby jako tako prezentować się w pociągu. Plus czyste ciuchy
ofc. Siedząc pod mostem Świętokrzyskim (też ogromnym) podziwiałem sąsiedni most kolejowy. Jak te pociągi tam nakurwiają! W sensie ile ich tam jeździ!!!
Dosłownie pociąg za pociągiem, po 2-3 pociągi na minutę chyba!!! Miałem jeszcze
jechać na zmianę warty przy Grobie Nieznanego Żołnierza, ale brakło sił i
chęci. Posiedziałem, pokimałem sobie trochę na ławeczkach w parkach. Na koniec
pozwiedzałem sobie przejścia podziemne w okolicach dworca. No tam to się można
zgubić, prawdziwy labirynt łączący dwa dworce kolejowe, metro, biurowce i kto
wie co jeszcze. Na dworcu jak to dworcu, czasem podejdzie jakiś typ i czegoś
chce. Tak było i tym razem. Koleś mówi że mu plecak ukradli z telefonem,
laptopem, nie ma pieniędzy nie ma nic. Rodzice w Pradze, jakiś hostel mają w
Krk, chce żebym mu kupił bilet do Pragi (260zł) to mi odda pieniądze. I że jest zawodnikiem MMA i pojechał do Warszawy podpisać kontrakt... Kurwa czy
ja wyglądam na 6-latka żeby mi bajki opowiadać?! Powrót PKP niestety w
standardzie „Bangladesz”. Za krótki na takie trasy 4-członowy Flirt z za małą
ilością miejsc, za małą ilością wieszaków na rowery (zamocowanych tak że rowery
blokują przejście). Klimatyzacja nie działa, w środku temperatura równa tej na
zewnątrz, tj. 27 stopni i mała ilość tlenu w powietrzu, delikatnie rzecz ujmując…
Pociąg przepełniony, siedzenie na podłodze, bolą nogi. Pociąg wraz ze
zbliżaniem się do Krakowa wlecze się coraz bardziej, coraz częściej staje,
jedzie 20km/h, uj wie o co chodzi. Ale o dziwo to jest rozkładowo tak, jedzie
prawie 5 godzin. W Krk przed 19tą. Zdążam jeszcze na referendum.
Udana wycieczka, Wawa zawsze spoko, lubię się poszwędać na
rowerze po stolicy. A do przygód z PKP jestem przyzwyczajony ;)
6.35 (sb) - 19.50 (ndz)
Kategoria > km 200-249, Powrót pociągiem





























