Szybki Oświęcim
d a n e w y j a z d u
165.90 km
0.00 km teren
h
Pr.śr.: km/h
Pr.max:0.00 km/h
Temperatura:25.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Zapierdalacz

https://photos.app.goo.gl/BavNNgtkhPDoARwK7
https://connect.garmin.com/modern/activity/22432333461
Szybki gdyż całkiem sprawnie mi poszło :) Przepalenie szosówki po zimowym przestoju, kupiłem też wreszcie nową sakwę, bo stan starej wołał już o pomstę do Nieba. Oczywiście sprawdzony model, Sport Arsenal SNC 465.
Wielkanocne śniadanko przedłużyło się tak że wyruszyłem chwilę po 12tej. Myślałem że skończy się na jakichś Łączanach, ale szło tak dobrze ostatecznie wyszedł mi Oświęcim. Pomimo silnego pd-zach wichru (czyli w ryj) urządzałem sobie wyścigi z kolarzami/kolarkami na WTR do Tyńca :) W Tyńcu pod klasztorem wiosna na całego, tłumy turystów, rowerzystów, kampery i zapach grillowanej kiełbasy :) Potem pomimo że wiatr przycichł, już się nie ścigałem, tylko trzymałem dobre tempo bez zbędnych odpoczynków. Za bardzo nie zastanawiając się nad drogą, tylko lecąc naprzód trafiłem na nowe, ciekawe trasy rowerowe - Velo Skawa? Velo Łączany? Czy jak tam one się nazywają. No fajna sprawa, coraz więcej km tych asfaltowych alejek poprowadzonych po wałach Wisły. Chyba z 25 stopni dziś było. Jakże bardzo kontrastują z tą ciepłotą ośnieżone, białe sylwetki gór na horyzoncie! W kultowej wśród bikerów Żabce w Łączanach wciągam pizzę. Przypadkowo obrany kurs skierował mnie do Zatoru. I tam stwierdziłem że nie ma sensu szukać dalej szlaków rowerowych, tylko wbiję na DK 44 i nią dociągnę do Oświęcimia. Po drodze zwiedzam jeszcze ciekawy wiadukt kolejowy, a zaraz potem pojawiają się już na horyzoncie kominy zakładów chemicznych pod Oświęcimiem. Przejazdem zwiedzam centrum tego całkiem ładnego miasteczka. Pizza jednak nie wystarczyła. Wciągam jeszcze bonusową, 50cm zapiekanę tam gdzie zawsze :) Tak jestem przygotowany do drogi powrotnej. Kieruję się znaną drogą na WTR, i nabieram wiatru w plecy. Wraca mi się całkiem sprawie. Trochę wkurzają szutrowe odcinki bez asfaltu. Stopniem wodnym w Łączanach przejeżdżam na drugą stronę Wisły. Prognozy pogody mówiły o możliwych słabych burzach, no i nie myliły się. Faktycznie idzie jedna burza, gdzieś hen nad Olkuszem. I równolegle druga, hen nad Beskidami. Obie niegroźne, bo tylko je widzę (błyski) a nie słyszę (brak grzmotów). Ale przelotny deszczyk jednakowoż mnie doparł przed Skawiną. Jako że nie wziąłem ubrań p/deszcz, uciekam z wału wiślanego na krajówkę, w razie czego schronię się na przystankach. Więcej jednak nie padało, i domu docieram o wpół do drugiej prawie suchy. Ciepło takie że cały czas na krótko jechałem, nawet po północy :)
12.20 - 1.25
Kategoria > km 150-199





























